W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Luizy, Włodzmierza, Zuzanny , 11 sierpnia 2020

I na szczęście koniec długich weekendów

2020-01-07

Skończył się pierwszy najdłuższy weekend nowoczesnej Europy w tym roku. Jeden z niewielu naprawdę długich, jakie nam się przytrafią. I bardzo dobrze.

Niektórzy nie lubią poniedziałków, ja nie lubię długich weekendów. Destabilizują mi kalendarz, wytrącają z równowagi. Burzą porządek rzeczy. A ja jakoś tego nie lubię. Po prostu, jak zarazy nie lubię, jak coś mi zaburza rzeczywistość. Szczęściem, w tym roku mało tego będzie.

A teraz kilka spostrzeżeń. Bardzo się ucieszyłam, jak Bartek Zmarzlik został Sportowcem Roku. Ale za chwilkę zniesmaczyły mnie komentarze zarówno zawodowych komentatorów sportowych, jak i ponoć kibiców. Bo jak to możliwe, że facet, który umie skręcać tylko w lewo został sportowcem, a nie taki Lewy, na którego wszyscy głosują. I kolejny raz powiem, zawiść w narodzie jest jednak wielka. Skoro żużlowa liga, która tak naprawdę generuje największe liczby kibiców, potrafiła się zjednoczyć i zagłosować na Mistrza Świata, to chyba jednak coś znaczy. To pokazuje, kto i co naprawdę ogląda, komu i jak kibicuje.

W chwili ogłoszenia wyniku na Sportowca Gorzów podskoczył z radości. Myślę, że nie tylko Gorzów. Dlaczego na podobną mobilizację nie stać było kibiców pana Lewandowskiego? Może nie do końca jest aż tak lubiany i ceniony? Nie wiem. Ja piłki kopanej w wydaniu dumy narodowej od dawna nie oglądam. Poza tym się na niej zupełnie nie znam. Dla mnie w minionym roku Sportowcem był właśnie Bartek Zmarzlik. Każdy, kto ogląda żużel, tak myśli.

A teraz inne spostrzeżenie. Otóż o śmieciach będzie, bo to ostatnio gorący temat. Nie rozumiem, jak można własne odpady wywozić do lasu czy gdzieś tam. No bo nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem. Ale jeszcze bardziej nie rozumiem, jak odpady domowe można wrzucać do miejskich koszy na śmieci. Właśnie szłam sobie przez miasto i odkryłam, że jednak gorzowianie nie lubią się fatygować do miejsc, gdzie można domowe odpadki złożyć. Po co się fatygować? Przecież kosz stoi pod bramą i na chodniku, prosto po drodze do pracy…Ech.