W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Luizy, Włodzmierza, Zuzanny , 11 sierpnia 2020

Znów społecznicy pójdą sprzątać brzegi Srebrnej

2020-01-09

To już tradycja, że raz do roku turyści, krajoznawcy i zwyczajnie dobrzy ludzie zarwą część soboty, żeby posprzątać dolinkę Srebrnej. Szkoda, że to robić wciąż trzeba. Dobrze, że ludziom się chce.

I znów praca staje mi na przeszkodzie, żeby się do społeczników, turystów, krajoznawców i zwyczajnie dobrych ludzi dołączyć. A obiecałam sobie, że na pewno wezmę udział w tym przedsięwzięciu. Szkoda wielka, że nie tym razem. Mam nadzieję, płonną oczywiście, że to ostatni raz. Bo jak znam tutejszy ludek, znów po sprzątaniu zaraz znajdzie się jakiś szkodnik, który natychmiast w tę śliczną dolinkę zataska jakieś badziewie. No bo po co płacić za śmieci, skoro można ciepnąć byle gdzie, dla przykładu tu.

Mamy w mieście trzy rzeki. Warcię naszą kochaną, Kłodawkę – nie mniej lubianą oraz Srebrną, o której co niektórzy tubylcy zwyczajnie nie wiedzą, że jest. Ci, co pofatygowali się na spacer nad tę śliczną rzeczkę, wiedzą, że to prawdziwy skarb. Kiedyś postanowiłam sobie, że pójdę tam na spacer.

U mnie z decyzjami i ich realizacjami jest dość szybko. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Była wczesna wiosna, wszelakie rosnące tam chaberdzie nie zdążyły się pokryć liściem, co to leci z drzewa. Było widać rzeczkę. A ona przepiękna prawdziwie jest. Meandruje, wije się, nagle się chowa i nagle się pokazuje. No coś przefantastycznego. Tak sobie szłam sama ze sobą i z aparatem fotopstrycznym. Było cicho, przejrzyście i pięknie. Aż do niezbyt długiego czasu, bo nagle – zonk. Tu jakiś rozbabrany wór z odpadami, tam jakieś potłuczone miski klozetowe, ówdzie gdzieś jakieś resztki remontowe. Zwyczajnie zrobiło mnie się przykro. Jak można tak niszczyć przepiękne otoczenie? Jak można zapaskudzać coś, co jest dobrem wspólnym? Jak można w końcu niszczyć przyrodę?

Mam tylko nadzieję, że kiedyś tych śmieciarzy spotka coś złego. Bo karma wraca. Zawsze wraca. Niekiedy niemal natychmiast, niekiedy trochę dłużej to trwa. Ale karma wraca.

Dlatego tym większe słowa uznania dla dobrych ludzi, których od kilku lat do takich akcji zwołuje Zbyszek Rudziński, szef PTTK Ziemi Gorzowskiej i jednocześnie jeden z lepszych polskich krajoznawców. To jego autorytet powoduje, że do akcji stawia się spora rzesza ludzi. Ludzi, którym nigdy by nie przyszło do głowy wyrzucić na chodnik w mieście choćby zmięty bilet autobusowy, nie mówiąc o wyrzucaniu czegokolwiek w dolinie Srebrnej czy gdziekolwiek w przestrzeni publicznej. Ta rewelacyjna armia wybiera odpady wyrzucone przez wandali. Sprząta, bo wie, że zwyczajnie trzeba.

Wiele razy pisałam, że Gorzów to stan umysłu. Bo to prawda. Zwykle piszę tak w odniesieniu do bałaganiarstwa, do chamstwa na ulicach i do zwykłego barbarzyństwa, które się dzieje na tychże ulicach. Ale w tym przypadku też można, a wręcz trzeba napisać, że Gorzów to też taki stan umysłu. Taki pozytywny. Taki, który tylko chwalić należy. Chwalić i składać ręce do oklasków. Co ja w tym miejscu czynię. I jakby który dobry człowiek nie wiedział o akcji, a chciał się przyłączyć, to oddam głos Zbyszkowi, który o akcji napisał w FB tak: „Raz jeszcze zapraszam serdecznie w sobotę 11 stycznia 2020 wszystkich do sprzątania i porządkowania Srebrnej. Spotykamy się o godz. 9.oo u zbiegu ulic Dekerta i Srebrnej w strojach roboczych, w wysokich gumowcach jak kto posiada. Tradycyjnie kontenerami na śmieci, workami i rękawicami wspiera nas firma ENERIS. Mamy sponsora na kiełbaski do ogniska!!! To niezawodne Nadleśnictwo Kłodawa!!! Dziękujemy”.

Ja w swojej pracy będę mentalnie pracowite pszczółki-sprzątaczki mocno wspierać. I jak mi nic na przeszkodzie w przyszłości nie stanie (praca zawodowa głównie), to na pewno się na następną akcję stawię. Bo jednak mocno przekonana jestem, że będzie ona potrzebna.

A teraz z zupełnie innego kątka, choć muszę się przyznać, że czasami tęsknię do mańki, ale w tym konkretnym przypadku kątek będzie jednak lepszy. Otóż w tym roku cały światek muzyczny i melomański, obchodzi 250. rocznicę urodzin wielkiego kompozytora, Głuchego Geniusza, Ludwiga van Beethovena. Ja Głuchego wielbię mocarnie. Oczywiście moją największą miłością jest Jan Sebastian Bach, bo jak wielu muzyków mówi – my z niego wszyscy. Zaraz po Kantorze z Lipska jest właśnie Głuchy. Pamiętam, jak dziewięć (już dziewięć!!!) lat temu otwierała się Filharmonia Gorzowska, to właśnie na koncert inauguracyjny ówczesna dyrekcja wybrała rzecz kongenialną – Dziewiątą Symfonię Ludwiga van Beethovena. Tę, w której brzmi Oda do radości, hymn Zjednoczonej Europy, coś, co powoduje, że moje oczy wilgotnieją. Potem Dziewiąta zabrzmiała raz jeszcze w FG. Ja tylko tę kompozycję w swoim życiu na żywo słyszałam jeszcze kilka razy w innych miejscach. Zresztą od jakiegoś pokaźnego czasu zaliczam drugą turę słuchania na żywo wszystkich symfonii Głuchego Geniusza. I jest to dla mnie coś bardzo ważnego.

Cały świat muzyczny wpisuje się w obchody tej rocznicy. Filharmonie grają Jego kompozycje. Będą sesje naukowe poświęcone właśnie Jemu. Ja na pewno znów obejrzę film Agnieszki Holland o Nim i na pewno na dwa lub trzy dni pojadę sobie do Bonn, tylko po to, żeby pochodzić Jego ścieżkami. Na pewno nie pojadę do Wiednia, choć Głuchy zaliczany jest do wielkiej trójki klasyków wiedeńskich. Jakby kto nie pamiętał – trójka to Głuchy, Wolfgang Amadeusz Mozart i Joseph Haydn. Do Wiednia nie, bo to dla mnie za bardzo eleganckie miasto jest. Źle i nie na miejscu się tam czuję. Ale do Bonn, prześlicznego miasta nad Renem jak najbardziej. Zresztą będę tam już któryś raz. A urodziny uwielbianego kompozytora są bardzo dobrym pretekstem, aby znów się tam wybrać. Wiem od zaufanych, że takich jak ja w mieście jest trochę. Takich, co po śladach Głuchego i za jego muzyką jeżdżą.

Ps. Dziś Dzień Ligi Ochrony Przyrody. Wszystkim ochroniarzom, sympatykom i każdemu, komu ochrona przyrody leży na sercu, serdeczne słowa pozdrowień z tej oto okazji. My – krajoznawcy, piloci i przewodnicy turystyczni (to określenia mojej mizernej osoby, no cóż) zaliczamy się do ochroniarzy, choć może członkami LOP nie jesteśmy. Trzeba chronić przyrodę, trzeba o nią dbać. Bo jak się od niej odwrócimy, to po nas, po pięknej Błękitnej Planecie….