W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Bettiny, Konrada, Mirosława , 19 lutego 2020

Przedziwne rzeczy dzieją się dookoła nas

2020-01-16

Zaskoczyła mnie informacja na temat byłej posłanki, pani Bożeny Sławiak. Widziałam się z nią niedawno, ale słowem nie wspominała, co się z nią dzieje.

Bożena Sławiak był posłanką przez dwie kadencje i mieszka w jednym z miasteczek pod Gorzowem. Ale była dość znana i rozpoznawalna w Mieście.  Sympatyczna, bezpretensjonalna. No i w pewnym czasie zniknęła mi z oczu. Okazuje się, że po tym, jak przestała być posłanką, życie stało się dla niej trudne z przyczyn finansowych. Niska emerytura, braki permanentne zmusiły byłą panią poseł do szukania pracy u zachodnich sąsiadów. No i pani Bożena, bo tak do niej od lat mówię, pracuje jako opiekunka starszych i schorowanych. To bardzo ciężka praca. Wiem coś na ten temat, bo sama mam ciężko schorowanego tatę i wiem, ile poświęcenia i siły potrzeba, aby komuś takiemu zapewnić opiekę.

Ale wracam do pani Bożeny. Uważam, że żadna uczciwa praca nie hańbi. Ale uważam też, że chyba coś jest nie tak, że była parlamentarzystka, z dwoma kadencjami w sejmie, musi ciężko pracować za granicą, bo nie jest jej stać na życie. I wcale nie mam na myśli jakichś przerażająco wysokich dochodów, które byli posłowie winni otrzymywać od państwa, ale w miarę godziwą emeryturę to na pewno. Było nie było, godność poselska to praca z nadania publicznego, z wyboru, więc chyba tak powinno być. Choć z drugiej strony może się mylę. Inna rzecz, że pani Bożeny mi zwyczajnie żal, zresztą jak i innych, które w taki sposób muszą dorabiać do emerytur. Znam w samym mieście sporo kobiet, które tak pracują u zachodnich sąsiadów. Tak więc przypadek pani Bożeny nie jest jedyny, ani odosobniony. Ale ona pierwsza z regionu w powadze imienia i nazwiska oraz wizerunku głośno o tym powiedziała.

A teraz z drugiego kątka. Zupełnie innego. Otóż bardzo, ale to bardzo lubię obserwować, jak rodzice podwożą dzieci w różnym wieku do różnych szkół. I właśnie tak sobie dziś szłam rano do pracy, aż tu nagle dobiegły mnie dzikie wrzaski. Oraz mocno wulgarny język. Po chwili wszystko się wyjaśniło. Kłóciło się dwoje rodziców, którzy swoje pociechy przywieźli do Liceum Katolickiego w centrum. Państwo wydzierali się na siebie konkursowo, jakby walczyli o Oscara na najbardziej wulgarną kwestię w filmie na żywo. Nie bardzo wiem, o co poszło, ale zresztą to nie kwestia. Kwestia polega na tym, że na ulicach coraz mocnej dominuje wulgarna polszczyzna, czyli jej karykatura. Słowa złe niczym baśniowe ropuchy padają z ust ludzi wydawałoby się wykształconych, ich dzieci….. Coś okropnego. Jeszcze kilka lat takie zachowanie rodziców pod szkołą byłoby nie do pomyślenia. Dodam tylko, że nastoletnie pociechy obu wydzierających się na siebie stron stały razem i raczej miały ubaw z tego, co widzą. Uciekłam szybko, żeby nie słyszeć tak plugawego języka.

Nigdy nie zrozumiem, jak można było sprowadzić przepiękny i bogaty język do pozycji rynsztoka i to w sferze publicznej. Co się zatem dziwić, że przeciętny obywatel nie rozumie komunikatów wygłaszanych w dobrych mediach….