W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Bettiny, Konrada, Mirosława , 19 lutego 2020

Dobre i niekoniecznie dobre informacje z magistratu

2020-01-17

Dni Gorzowa i feta na zakończenie lata będą w tym roku krótsze. Bardzo dobrze. Skarpa na Piaskach wypięknieje – też dobrze. Wycinka drzew w kompleksie poszpitalnym – nie bardzo dobrze.

No i proszę, gadanie nieustanne, że coś trzeba zmienić, coś dopracować, jeśli chodzi o miejskie fety jednak ma sens. Prezydent zdecydował, że Dni Gorzowa oraz feta na zakończenie lata będą o jeden dzień krótsze. Nie bez echa pozostały także narzekania samych tubylców, którzy po początkowym zachwycie fetami dwiema nagle odkryli, że feta fet, ale do diaska, jak tu jeździć po rozkopanym mieście i w dodatku dokładnie zakorkowanym dodatkowo przez fety. I to takie sobie fety, które bez szkody można skrócić, można poszukać lepszej formuły, niż do tej pory. Jak dla mnie, bez żadnej szkody można zrezygnować z barokowych, a nawet rokokowych obchodów zakończenia wakacji i lata, bo przy dzisiejszej zmianie klimatu, totalnym ociepleniu, taka feta zwyczajnie nie ma sensu. Może jakiś jeden open koncert w amfiteatrze, ale nie to coś, co się działo za ostatnie czasy. Co do Dni Gorzowa moje stanowisko jest sztywne i niezmienne. Ciekawe wydarzenie 2 lipca, w dzień faktycznych urodzin miasta. Ciekawe, co nie znaczy koncerty i grill oraz piwo. Napisałam zresztą na ten temat n tekstów i nie widzę powodu, aby znów przytaczać wszelakie argumenty.

Decyzję prezydenta o skróceniu fiest miejskich uważam za dobrą. Byłoby jeszcze śliczniej, tu już antycypuję wypadki, aby raz a dobrze pożegnać się z wszelakimi motorszołami i innymi paramilitarnymi wydarzeniami. Dlaczego? Też o tym milion i jeden tekstów napisałam i nie zamierzam się powtarzać. Miasto, centrum, warciańskie pobrzeża nie są do tego typu rozrywek dobrymi miejscami. Dla rozrywek paramilitarnych żadne miejsce nie jest dobre. Nie wolno oswajać dzieci z militarnym złomem, nie wolno podprogowo reklamować przemocy, bo do niej służy śmiercionośny złom. Nie wolno tego robić. Trzeba mówić jednym tekstem, że wojna, każda, w każdym sensie jest skończonym złem. Oswajanie dzieci z militariami ma odwrotny skutek. Zamiast zwracać uwagę na to, że to długa ręka śmierci, a każdy z nas ma tylko jedno życie, inaczej niż w grach komputerowych, buduje się przekonanie, że czołgi, że broń, że militaria to takie miłe zabawki. Pomogą w każdym momencie życia, a tak przecież nie jest. I mówi to pacyfistka, która nigdy żadnej broni w ręce nie miała i dzięki temu niemal zawaliła studia ukochane. To trochę długa historia, więc jej nie będę opowiadać, ale dzięki temu doświadczeniu wiem, że jak się człowiek mocno uprze, to swoje osiągnie. Nie dla pikników militarnych przy okazji miejskich fiest. Co się wydarzy, zobaczymy.

W każdym razie – bardzo dobra decyzja.

I druga dobra – porządkowanie skarpy na Piaskach, a dokładnie na styku Piasków i Górczyna. Jak dla mnie też super informacja, pod jednym wszakże zastrzeżeniem. Mało, jak najmniej ingerencji w zieleń. Dobrze, że miasto się za ten temat zabiera, ale niech to nie będzie tak, jak na skwerku przy Łaźni, gdzie mamy karykaturę rewitalizacji, ani niech nie będzie tak, jak w parku Siemiradzkiego, gdzie znów mamy autostrady i milion punktów świetlnych, bo nie o to chodzi. Jeśli ścieżki, to jak najbardziej, ale z naturalnego podłoża, jeśli światła, to bez przesady, jeśli ingerencja w zieleń, to bez żadnych wycinek. Żadnych. Niech sobie tam gdzieniegdzie rosną jakie krzywe drzewka. To tylko urody dodaje. Naprawdę. Dlaczego tam myślę? Ano dlatego, że zawsze przychodzi mnie w takich momentach na myśl Park Zacisze  pewna brukowana alejka. Brukowana.

Mam nadzieję, że tym razem tak się stanie. Mało brutalnej ingerencji, za to dużo wysiłku i starań, żeby upiększyć. Im mniej wielkich buldożerów i innych straszliwych maszyn, tym lepiej. I może bez zakładania inspektów – jakie powstały przy FG. O co chodzi z tymi inspektami? Nota bene, sama bym na ten pomył nazwania tego czegoś nie wpadła, ale usłyszałam od ludzi, którzy przy FG przechodzili. To ci ludzie popatrzyli na to coś i się „zachwycili”. Dziś ten inspekt porzucony jest i wygląda zwyczajnie przekomicznie oraz strasznie. Nie tedy droga. Nie tędy.

Informacja dobra, środki do realizacji – zobaczymy…. Mam nadzieję, że płakać nie będę musiała.

I z tego samego kątka, ale już w kategorii niedobre wiadomości. Trwa przygotowanie terenu pod budowę nowego centrum edukacyjnego w kompleksie poszpitalnym. Dobrze, że w końcu. Niedobrze, że usuwane, wycinane są drzewa. Nie przekonuje mnie narracja, że trzeba, bo inwestycja, bo coś tam. Moim zdaniem tak powinno się prowadzić inwestycję, aby zadbać o drzewa. Dlaczego? Proste. Bo drzewa zapewniają życiodajny dziś cień, chwilkę oddechu od morderczego upału. Kwestią cywilizacyjną staje się dbanie o zieleń. Bo owszem, można tak sobie ułożyć ścieżki chodzenia po mieście, aby od jednego pomieszczenia do drugiego wyposażonego w klimatyzację chodzić Ale klima to znów wydatek energii. Wydatek wody. Ślad węglowy, coś, co nas zbliża do zagłady Błękitnej Planety. Dlatego trzeba dbać o to, co mamy. O te drzewka, o trawki. Nie bez kozery pisałam, że widziałam w ubiegłe mordercze lato panie sprzątające, które z pietyzmem trawki między chodnikowymi płytami podlewały. Ja sama też wodę deszczową przenosiłam z ulicy na zieleń. Małą filiżanką. I jak dobrze, że tam w końcu coś się dzieje, to nie dobrze, że jednak drzewa padają ofiarą tych zmian. Tak nie powinno być.

Mogę sobie gadać, mogę pisać, mogę apelować, ale i tak w końcu drzewa padną ofiarą. W tych sytuacjach boli mnie serce. Zawsze. A ponoć serce nie boli. To nie jest prawda.

No cóż.

Ps. Bo zwyczajnie muszę. Dziś mija 75 lat od trzech ważnych dat. O jednej się pamięta, a dwu innych nie, a one, te wszystkie trzy, są dla mnie z różnych punktów bardzo ważne. Zatem 17 stycznia 1945 roku – Oddziały 1 Frontu Białoruskiego pod dowództwem marszałka Konstantego Rokossowskiego (w tej formacji też 1 Armia Wojska Polskiego) weszły do lewobrzeżnej Warszawy. Dzień ten obchodzony jest jako dzień wyzwolenia Warszawy. 75 lat temu to było. Można dywagować, że przyczaiły się i patrzyły, jak się wykrwawia Stolica. Historia ma to do siebie, że mieli we własny sposób czas. Historia i polityka to związek okropny. Możemy się zżymać, możemy dywagować, ale tego dnia właśnie to się stało. 75 lat temu. Stolica, a za nią i my, staliśmy się wolni. Z Wawy do Gorzowa jest 450 km… Trochę czasu to zajęło. Można dywagować – zniewolenie, komuna, coś okropnego – można. Tyle tylko, że wówczas nie było innej drogi. Trzeba było iść do przodu.

Druga data, ta sama dzienna, 75 lat mija. Z Auschwitz, tego najgorszego obozu śmierci na ziemi, z tego czegoś okropnego, czego nie wymyśliłby normalny człowiek, wyruszył marsz śmierci. Nie napiszę więcej. Nie. Nie mogę. Zwyczajnie na ten temat nie mogę.

I trzecia data, ta sama dzienna.Została rozwiązana podziemna organizacja harcerska Szare Szeregi. Może i decyzją jakąś… Nigdy Szare się nie rozwiązały….