W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Damiana, Mirabeli, Wincentego , 27 września 2020

Magistrat ma dziwne podejście do drzew

2020-01-18

Z jednej strony – zaczyna się pochylać nad nimi. Z drugiej – pozwala na bezsensowne wycinki. Może w końcu potrzeba by było poważnie o zieleni w mieście porozmawiać.

Po przebudowie Kwadratu mamy zabetonowany plac – wyłożony ciężkimi płytami i z drzewami, które rosną jak na jakichś wyspach. Od samego początku wiadomo było, że to się nie sprawdzi. No i się jednak nie sprawdza. Trzeba było aż wielu głosów mieszkańców, żeby coś z tym zrobić. Magistrat w końcu głosy usłyszał i dawaj będzie teraz wymyślać, co z tym kukułczym jajem zrobić. Jest to o tyle ważne, że naprawdę trzeba dbać o zieleń. Trzeba się trząść nad każdym drzewkiem. Trzeba dbać o wodę, bo bez zieleni i wody nas zwyczajnie nie ma.

Jestem mocno ciekawa, co specjaliści, jeśli takowych magistrat powoła, wymyślą. Ja tam uczona w tej kwestii nie jestem, ale zwyczajnie wiem, że wyspy to się sprawdzają w kuchniach czy na Pacyfiku, ale nie w centrum miasta, w przypadku drzew, które sobie spokojnie rosły, aż nagle znalazł się geniusz od przebudowy i je na tych wyspach umieścił. Tyle dobrze, że problem został nazwany, zauważony i być może jakie bogi sprawią, że coś się w sensie pozytywnym, dla drzew oczywiście, zmieni. Bo że sam Kwadrat się zmieni, to raczej nie wierzę.

W tym samym czasie, kiedy pada deklaracja, że pomoże się drzewom na Kwadracie, pod nóż, pod topór poszły drzewa między Teatralną a Warszawską. Jak tłumaczy magistrat, trzeba je było wyciąć, bo przyszła inwestycja tego wymaga. Centrum edukacji wymagało wygolenia. Powiem tak. Może to zabrzmi bufonowato, choć absolutnie bym tego nie chciała, ale ruszam się po Europie oraz i nie tylko i widzę, jak tam się takie inwestycje prowadzi. Tak się planuje inwestycje, to tak, aby oszczędzić maks drzew. I każdy inwestor teraz ma tak, że nawet bardzo intratne propozycje rozbudowy, remontów, zmian wszelakich uwzględnia i do realizacji kieruje, jeśli nie są one inwazyjne, jeśli chodzi o zachowanie substancji zielonej. Zwyczajnie nie ma mowy, aby ktoś wszedł i na dzień dobry wygolił drzewa. Nawet jedno albo dwa. Po tym, co się dzieje w Australii, mądrzy ludzie w końcu przejrzeli na oczy. Wiedzą, że zwyczajnie o zielsko trzeba dbać. Trzeba. Innego wyjścia nie ma.

Dlatego mam misz masz informacyjny – z jednej strony magistrat ratuje drzewa, a przynajmniej tak zamierza, a z drugiej pozwala na bezpardonową wycinkę. Niechby w końcu ktoś w magistracie opracował sensowną politykę wobec zielska. Bo powtórzę, bez zielska i wody nas nie ma.

A teraz z innego kątka będzie. Moja Skwierzynka ma znów mega złą passę. Najpierw w Newsweeku ukazał się tekst o rodzinie, która ma ciężko chore trojaczki. W poniedziałek się tygodnik ukazał. I tam przeczytałam, że ta rodzina żyła w skrajnie złych warunkach, choć pod opieką pomocy społecznej była. Mieszkali w jakiejś ruderze, zagrzybionej i ze szczurami, no jednym słowem coś okropnego. Coś mnie tknęło. Zadzwoniłam do własnego źródła, najlepiej poinformowanego w takich kwestiach, czyli do własnej mamy, która była przez wiele lat główną księgową w pomocy społecznej w Miasteczku moim. I moja mama odmalowała mi zupełnie inny obraz. Czyli tknięcie było zasadne. Nie jestem przesadnie przywiązana do Skwierzyny, nawet wcale nie, ale jak ktoś publicznie o niej złe słowa mówi, to reaguję. No cóż, mleko się wylało. Wyszło, że Miasteczko opresyjne było, choć nie było. Słowo poszło. Kijem Warci mojej kochanej zawracać nie zamierzam. Choć gęba dolepiona miasteczku jest w tej kwestii właśnie gębą.

A wczoraj wszystkie media znów się zleciały do Skwierzyny, bo znaleziono zwłoki kobiety. Zamordowanej i po śmierci poćwiartowanej. Miasteczko przeżyło nalot wszelakich reporterów. Straszliwa sprawa. Ale zanim kto będzie wyroki wygłaszał, może niech da sobie chwilkę i się rozpatrzy. Znów o mieście głośno się zrobiło za sprawą straszliwej tragedii. I znów tylko jest szukanie sensacji. Zobaczymy, co wyjdzie. Ja już mniej więcej wiem, ale niech się służby wypowiedzą. Mnie jest zwyczajnie żal, że takie małe dziurki tylko przy takich okropnych wydarzeniach są na tapetach mediów wszelakich. A przecież w tych dziurkach wiele dobrego i ciekawego się dzieje. Nawet w takiej Skwierzynie.

Ps. To jednak nie był dobry dzień. Z rana piknął sms – Jasiek Szołomicki nie żyje. Nie uwierzyłam. No po prostu nie uwierzyłam. Jan Szołomicki, przez prawie 50 lat pracował w Teatrze Osterwy jako akustyk. Mało kto pamięta, ale był pierwszym lektorem pierwszych audycji Podziemnego Radia Solidarność działającego w Gorzowie po wprowadzeniu stanu wojennego aż do roku 1989. Mało tego, był zabitym kibicem Stali, generalnie żużla. I bywały takie premiery u Osterwy, że jechał Cyrk Grand Prix, a Jasiek siedział za konsoletą, bo spektakl musi iść, ale jednym okiem patrzył na GP. I ja w przerwie spektaklu leciałam do Jaśka, żeby mi powiedział, co tam w Cyrku się dzieje, albo w lidze. Przegadaliśmy trochę czasu. Gadaliśmy o żużlu, ale i o teatrze. Każdy, kto się teatrem, instytucjami kultury zajmuje, zwyczajnie wie, że sukces się osiąga, kiedy zespół techniczny uzna cię za swojego. Wtedy tak naprawdę ma się wgląd w to, co się tam dzieje. Ja byłam dumna, kiedy mnie się to udało. Właśnie przez kontakty z akustykami teatralnymi, a potem z innymi ważnymi ludźmi teatru – techniką teatralną.

Zwyczajnie nie uwierzyłam, że Jan Szołomicki postanowił się przenieść do Niebieskiego Teatru. Jak mi straszliwie żal, że tacy ludzie jednak tak wcześnie, tak bardzo wcześnie idą tam, na Niebieską Stronę. Jana Szołomickiego zapamiętam na zawsze. I będzie mi bardzo brakowało jego – Renatko, a co myślisz? Na co ja zawsze – Jasiu, przecież znacznie bardziej ważne jest to, co ty myślisz. I nigdy się nie pomylił.

Uroczystości pogrzebowe odbędą się 20 stycznia o godz. 14.00 w Domu Pogrzebowym Products, przy ulicy Żwirowej 5 w Gorzowie. Boję się tam pójść. Nienawidzę pożegnań ostatecznych z ludźmi, których się zwyczajnie i bardzo, ale to bardzo lubiło. Za dużo w ostatnim czasie przyszło mi pożegnać tych, których tak bardzo lubiłam? Nie, tych, których lubię. I coraz bardziej rozumiem słowa mego przyjaciela Hieronima Świerczyńskiego, który kiedyś mi powiedział – wiesz, coraz durniej się robi na tym świecie. Wszyscy nas zostawili. Wszyscy nas zostawiają….