W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Bettiny, Konrada, Mirosława , 19 lutego 2020

Czy elektryczne hulajnogi są w mieście potrzebne?

2020-01-20

Nowy pomysł magistratu trochę zadziwił obserwatorów życia. Bo chodzi o to, że mają się pojawić w mieście elektryczne hulajnogi.

Powiem tak, hulajnogami to się dobrze jeździ po płaskiej i bez muld przestrzeni. Na przykład przy Kulturforum w Berlinie, po wiedeńskim Ringu, choć tam na to nikt jeszcze nie wpadł, po Monciaku w Sopocie. Chciałabym wiedzieć, gdzie w Mieście można będzie na takiej hulajnodze pojechać? No gdzie? Bo na pewno nie po Sikorskiego, która nie wiadomo kiedy trafi do użytku. Nie wiadomo, bo co i rusz daty oddania są przesuwane. Na pewno nie po tak zwanym Szlaku Królewskim, bo to już dawno przestał być szlak do wygodnego spacerowania. A przymiotnik królewski to tylko chyba na pośmiewisko został. Na pewno nie po ul. Kostrzyńskiej, bo jechałam nią w sobotę do Berlina i tylko dzięki przytomności kierowcy (ukłony panie Andrzeju), nie wylecielibyśmy jak z katapulty na rozlicznych muldach, wystających studzienkach, jakichś nierównościach i innych niespodziankach.

No to co nam zostaje dla hulajnóg? Otóż zostaje nam Kwadrat, ale to ograniczona dość przestrzeń, zostaje nam park Siemiradzkiego, ale tam alejki mają dość duże spadki i dla niewprawnych będzie to kłopot. No i jeszcze duże parkingi przy Tesco na Myśliborskiej lub przy Tesco na Manhattanie, ale kto lubi ósemki wśród samochodów kręcić?

Poza tym z hulajnogami wiąże się jeszcze jeden problem – użytkownicy porzucają je byle gdzie, jak popadnie. Ostatnio właśnie słyszałam, jak turyści w Berlinie narzekają na zawalidrogi w postaci rzuconych hulajnóg. Od znajomych wiem, że także sami Niemcy mają dość tego, jak się okazało, kłopotliwego środka lokomocji.

Ja tam korzystać z tego nie będę, bo przecież starszym, siwym i dystyngowanym paniom to nie uchodzi. Ale może miasto rozpatrzy te i kilka innych aspektów, anim zdecyduje się wykładać miejską kasę na ten środek lokomocji. Bo moim zdaniem, u nas on nie zda egzaminu.

I z drugiego kątka. Jak to dobrze mieć sprawną administrację zajmującą się kamienicami. I mówię to zupełnie serio. Otóż było tak. Nagle i z niewiadomej przyczyny obok mojej kamienic zamieszkał szczur – całkiem spory i bać się go zaczęli wszyscy, bowiem gryzoń potrafił siedzieć centralnie na klatce schodowej. Sąsiedzi zawiadomili administracje i oto proszę jest. Na klatce pojawiły się nalepki informujące, że trutka leży i zwierzaki domowe na smyczy prowadzić trzeba. Ale szczęściem szczury czytać nie umieją i już jest po kłopocie. Choć z drugiej strony…., e nie, nie będzie drugiej strony.

Zmierzam do tego, że dobrze się żyje, kiedy się ma wsparcie gospodarza domu, a tak jest w naszym przypadku. Bo przecież deratyzacja odbywa się dwa razy do roku – jesienią i wiosną. ADM nie raz i nie dwa zapewniał jednak, że jak trzeba, to trzeba. No i słowa dotrzymał.