W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Cypriana, Justyny, Łucji , 26 września 2020

Choć o tramwajkach już było, ale zwyczajnie muszę znów

2020-02-07

Pierwszy raz w życiu, co może trudne do uwierzenia jest, byłam w MZK. Wdziałam ścianę chwały, ale dane mi było spotkać fantastycznych ludzi.

Tajemnicą żadną nie jest, że czasami naśmiewam się z, żartuję, lub krytykuję MZK. Czasem też chwalę. Ostatnio jednak krytykowałam. Ale w nadziei na lepsze. No i udało mnie się spotkać z samym prezesem MZK, którego zresztą znam od dawna. Po rozmowie pan prezes zapytał, czy chcę zobaczyć nowe tramwaje. No jak nie chcieć…. No chcieć bardzo, bardzo… Pierwszy raz w życiu, co może być trudne do zrozumienia, miałam okazję połazić po części miasta zamkniętej i bardzo dobrze, oddanej MZK. Pogapiłam się na nowe tramwajki z Pesy. Jak jeżdżę po Niemczech, to co i rusz natykam się na tramwaje, na pociągi właśnie z Pesy. Chyba już Bombardiery wypiera nasza Pesa z Bydgoszczy. Nasza ci ona jest choćby przez fakt, że w XVIII wieku wielki i światły władca, mocno pogardzany w kraju naszym, czego ja oczywiście nie rozumiem, czyli Fryderyk II Wielki domu panującego Hohenzollern, zdecydował i kasę wydał na udrożnienie i ucywilizowanie Warci naszej kochanej. Powstała droga rzeczna, która połączyła nas, znaczy miasto nad trzema rzekami z Bydgoszczą. Dlatego o Pesie myślę – nasza.

No i właśnie te śliczne nowe tramwajki zwyczajnie czekają, aż wyjadą na trasy miejskie. Mało tego, MZK trenuje jazdy techniczne, przygotowuje swoich motorniczych do operowania nowymi tramwajami. Bo to trzeba się gdzieś zatrzymać, zadzwonić… Potem znów ruszyć. Ja, człowiek spieszony, bez prawa jazdy i samochodu własnego jestem od zawsze skazana na miejski transport. Na taki, który zadba o możliwość przemieszczania się szybko, wygodnie, za nieduży pieniądz. Na taki, który jest ekologiczny, nie narusza środowiska. Na przyjazny mnie i mojemu myśleniu o środowisku. I taki właśnie jest obecnie trenowany w Gorzowie.

Dzięki uprzejmości pana Prezesa MZK pojechałam sobie tramwajkiem nowym. Ale też patrzyłam przy okazji, jak MZK podchodzi do swoich ludzi. Jak tramwajarze, z dużym doświadczeniem siadają za sterami nowych bimbek. Jak jest ktoś obok nich, kto ich wspiera. No i szacunek. Tak to powinno być. Właśnie tak.

Ja tam nie mam złudzeń. Jak po mieście jeździć, to tylko z MZK. Bo raczej nie taksówkami. Czekam, bardzo mocno czekam, żeby bimbki wróciły znów na swoje szlaki. I też wiem, że ta śliczna czerwona bimbka, ten dziwny tramwaj uruchomiany od czasu do czasu też wróci na szlak. Znów przy bardzo ważnych okazjach, ważnych datach będziemy my wszyscy czekać, że znów zadzwoni, znów zazgrzyta… Dla mnie piękna bimbka… Bimbka czeka na swój czas. W MZK dmuchają i dbają. I niech tak zostanie.

Bez bimbki – tego czerwonego, starego wagonika - tramwaju nie wyobrażam sobie wielu miejskich wydarzeń. Oni w MZK też.

Tramwaje – mocno kosztowna rzecz… Mocno. Ale bez nich jest jakoś tak kaleko. Czekam zwyczajnie na nie…

I z drugiego kątka. Kompletnie innego od bimbek, choć w nieprosty sposób jednak bliski bimbek. Jeśli się przyjmie tramwaje za znaki kulturowe pewnych miejsc. Otóż nie jest żadną tajemnicą, że śledzę wszystko, co dotyczy miejsc pogranicza, miejsc, w których przyszło nam mieszkać. Interesuje mnie wszystko, co tyczy tak zwanych Ziem Odzyskanych, Ziem Zachodnich, miejsca, w którym przyszło mi żyć, miejsca, które cały czas nie ma właściwego określenia. Mieszkam w starej kamienicy – mieszkam tu od 20 już lat. Czasem nawiedzają mnie złe sny. Nie przywykłam. Mieszkam w domu, który kiedyś należał do kogoś innego. Zastanawiam się czasem, do kogo. Czytam różne rzeczy. Teraz Poniemieckie pani Karoliny Kuszyk. Mam burzę w głowie. Książka trochę uspokaja, a trochę nie. Pomagają mi książki pani Zofii Mąkosy… Pomaga mi też Talmud, choć religijna absolutnie nie jestem. Pomaga mi generalnie literatura… Tak my, zanurzeni w świat książek mamy. Leczy nas literatura.