W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Hilarii, Juliana, Lecha , 12 sierpnia 2020

No i po feriach zimowych

2020-02-10

Szłam do pracy i znów było jasno widać, że skończyły się ferie. Na ulicach wielu nastolatków, przed szkołami samochody dowożące pociechy. Tylko oni generują ruch…

To właściwie straszne, że tylko młodzi ludzie generują ruch w centrum. Kolejny raz doświadczyłam tego w trakcie minionych dwóch tygodni. Centrum zwyczajnie zamiera, kiedy szkoły odpoczywają. Co prawda da się zauważyć tam i ówdzie jakichś przechodniów, ale to garsteczka, o której trudno powiedzieć, że są emanacją miasta, które lubi myśleć o sobie, że jest całkiem spore.

Co prawda, jak się patrzy na nastolatków i ich zachowania na skwerkach i w załomkach ulic, to też można mieć sporo do życzenia. Bo jakoś trudno się pogodzić i kipowaniem niedopałków bezpośrednio na chodnikach, z trochę jednak plugawym językiem. Ale widać takie są prawa młodości. Ważne, że są na ulicach, ważne, że dodają temu miastu ruchu. Bo bez nich centrum jednak nie żyje.

A teraz z drugiego kątka. Właśnie skończyłam czytać „Poniemieckie” Karoliny Kuszyk. Piszę o tym, bo w tej książce jest sporo o naszych ziemiach, naszych bezpośrednich sąsiadach z podgorzowskich wsi, Barlinka i Witnicy. Jest sporo o Zbigniewie Czarnuchu i jego drodze w jednaniu się z sąsiadami. Dziś, na fali modnego cały czas regionalizmu, tę książkę powinien przeczytać każdy, kogo interesują powojenne losy tych ziem, ale nie w ujęciu wielkiej historii, tylko w odniesieniu do osobniczych przypadków. Przeczytałam w swoim życiu bardzo wiele rzeczy odnoszących się do pogranicza, do Ziem Zachodnich, do tych, które do 1989 roku nazywane były odzyskanymi lub zwróconymi Macierzy, cokolwiek to znaczy. Ale przyznam, że dawno nie czytałam rzeczy tak zajmującej. Tak ciekawie prezentującej to, co tu się działo i wydarzało przez lata w stosunku do – po. Nie będę tego rozwijać, zwyczajnie namawiam do lektury. Powiem tak, przy tej książce każda fabuła, no może z nielicznymi wyjątkami, staje się straconym czasem.