W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Dory, Gerarda, Maryny , 24 września 2020

Coś nowego powstaje w byłej romskiej restauracji

2020-02-15

Niezbyt długi epizod z romską restauracją właśnie nieodwołalnie i ostatecznie przeszedł do historii. Coś tam nowego powstaje, bardzo bym chciała wiedzieć, co.

Nie myślałam, że tak szybko restauracja U Babci Nońci przejdzie do historii. Trochę szkoda, bo jedzenie całkiem niezłe było. No cóż, widać tak musi być. Po restauracji na chwilkę w tym lokalu zacumowała wystawa o Biblii, którą właśnie w rozszerzonej wersji, ponoć lepszej, można oglądać w Książnicy (jeszcze nie widziałam, opieram się o zdania przemiłych znajomych, którzy już ją widzieli).

Natomiast od kilku dni w byłej restauracji coś się dzieje. Coś dla mnie ciekawego, bo przez jednak przykurzone szyby wdać ukraińskie ręczniki, ukraińskie lub białoruskie elementy ozdobne. Stoją tam już znów stoły. Może szykuje się kolejna restauracja, tym razem z jedzeniem z Ukrainy.

Jeśli tak, to ja jestem jak najbardziej za. Nie jest żadną tajemnicą, że mam lekką, a właściwie dużą fiksację właśnie na temat Ukrainy. Byłam tam parę razy, staram się znów wybrać. Lwów, to piękne miasto, zwyczajnie uwielbiam. Mam tam swoje ulubione kątki, mam kilka miejscówek, gdzie można zjeść coś pysznego. Podobnie mam z Żółkwią i Kijowem, oraz z kilkoma mniejszymi nie tak spektakularnymi dziurkami. W każdym z tych miejsc zawsze znajduję jakieś miejsce z dobrym, lokalnym jedzeniem. Inna rzecz, że niedobrego jedzenia na Ukrainie zwyczajnie nie jadłam.

Jeśli zatem na Chrobrego ma powstać ukraińska restauracja, to ja jestem jak najbardziej za. Będę sobie testować barszcz – nie ukraiński, bo oni tam na Ukrainie takiego nie znają. Barszcze właśnie tam za każdym razem smakują inaczej, nawet w Puzatej Chacie, takiej ichniejszej sieciówce z niedrogim, a bardzo dobrym jedzeniem. Moja ulubiona to ta na kijowskim Padole. Tam serwują barszcz z kulką gotowanych ziemniaków i obowiązkowo z kleksem kwaśnej śmietany. Ale lubię też i ten serwowany na Starym Rynku we Lwowie. Lubię też takie danko z grzybami i plackami ziemniaczanymi…. Ech, zresztą chyba tylko te małe solone rybki mi nie smakują.

I proszę. O jedzeniu ukraińskim pisze ktoś, kto smakoszem absolutnie nie jest, na jedzeniu się nie zna, a je, bo musi. Ale barszcz…. I coś jeszcze, to bardzo proszę.

Dlatego czekać będę z dużym utęsknieniem, na otwarcie tego miejsca. Bo jakoś zwyczajnie trudno mnie sobie wyobrazić, że może to być tylko na jednorazowe wydarzenie. Jakby jednak tak było i knajpki jedzeniowej tam nie będzie, przeżyję. A po smaki barszczowe znów pojadę na Ukrainę, bo znów mnie tam mocno, bardzo mocno ciągnie.

Tak, czy inaczej, coś przy Chrobrego znów się zadziewa. Trochę zaklęłam rzeczywistość. Zobaczymy, czy dobra ze mnie czarownica, czy też tylko moje chciejstwo to było.

A teraz z drugiego kątka. Klub Pioniera, klub stowarzyszający pionierów właśnie i już bardziej pionierów potomków przenosi się ze swej siedziby przy ul. Obotryckiej. Docelowo ma się znaleźć w Muzeum Lubuskim. Od przemiłej znajomej już wiem, że nie jest to żadna rewolucyjna zmiana, tylko jakiś trochę bardziej rozłożony w czasie, ale jednak. Może to i dobrze, że Klub znów znajdzie się w Muzeum. Tym bardziej, że naturalną koleją rzeczy, natury nie można zmienić, coraz bardziej będzie to Klub, który właśnie w Muzeum będzie miał swoje miejsce. To tam, albo do Archiwum Państwowego będą trafiać dokumenty i pamiątki związane z pierwszymi, którzy odważyli się przyjechać na Polski Dziki Zachód – idąc za prof. Beatą Halicką, tu zamieszkać, tu budować swoją przyszłość. Tu budować miasto, w którym przyszło nam mieszkać i pracować.

Jak znam muzealników, a znam i bardzo lubię, to wiem, że Klubowi będzie tam dobrze. Tym bardziej, że klubem cały czas opiekuje się pani Zofia Nowakowska, Honorowa Obywatelka Gorzowa i była szefowa muzeum. Ważne, aby zadbać o spuściznę po pionierach. A właśnie muzealnicy, archiwiści, ale i bibliotekarze umieją to robić najlepiej.

Ps. Jadę znów na targi turystyczne w Poznaniu. To będzie mój już trzeci czy czwarty Tour Salon. Wiem, że spotkam miłych znajomych, bo Santok się wystawia. Ale i Land Saksonia też, a mnie tam ciągle zawiewa. Ale i Land Brandenburgia też, a tu już jestem stale obecna. Mam znajomych. Biorę ze sobą walizkę na kółkach, tę małą. Tak na wszelki wypadek. Bo znów uczyniłam sobie mocne postanowienie, że nic nie biorę. No może długopisy…. Nie, nic nie biorę…

Ps. 2. A kto lubi dobrą muzykę, kto kocha Carmenę, jak muzycy nazywaj Carmen Georgesa Bizeta, kto lubi harfę… No to może naprawdę żałować, że nie wybrał się na walentynkowy koncert w Filharmonii Gorzowskiej. Oj zadziało się sporo i przepięknie. Za dwa tygodnie Moja Ojczyzna Bedřicha Smetany…. To taka muzyka, którą znamy, choć wcale nie kojarzymy po tytule czy nazwisku kompozytora. Coś zwyczajnie niebywałego. Po drodze jeszcze koncert kameralny. A na horyzoncie Kunst der Fuge samego wielkiego Jana Sebastiana Bacha, wielkiego Kantora z Lipska. Absolutne arcydzieło z tajemnicą. Dość dodać, że geniusz Glenn Gould pół życia poświęcił, aby właśnie Sztukę Fugi nagrać.  W FG Sztukę Fugi absolutnego geniusza kompozycji zagrają muzycy Kwartetu im. Henryka Mikołaja Góreckiego w składzie Maciej Grygiel – skrzypce, Łukasz Jaros – skrzypce, Joanna Głąb – altówka, Piotr Więcław – wiolonczela. Na klawesynie zagra Ekaterina Matokh…. Zwyczajnie szkoda przegapić…