W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Maury, Milany, Tomasza , 22 września 2020

Myślałam, że najgorsze już się wydarzyło

2020-02-17

Najgorsze, czyli zabetonowanie centrum, przykre remonty przestrzeni publicznej, stały i permanentny remont centrum. Ale w życiu nie myślałam, że coś takiego się jeszcze może wydarzyć. Barbarzyństwo okropne się w mieście stało.

Ktoś może powiedzieć, że ale co się stało. Przecież trzeba porządkować przestrzeń publiczną. Sama o tym piszę niemal cały czas. Owszem, trzeba, ale z głową. A tu zabrakło wszystkiego, głowy, empatii, wiedzy, ludzkiego podejścia do braci mniejszych.

Mam na myśli karczowanie działki na tyłach Szpitala Psychiatrycznego. Przyjechała maszyna i wykarczowała….a przy okazji zabiła jeże i ptaki. Mnie się to w głowie nie mieści. Nie mieści się takie działanie. Jak można było coś takiego barbarzyńskiego zrobić. Jak można było wjechać jakąkolwiek maszyną, przeorać grunt i dalej go orać, choć myślę, że ktoś, kto siedział za kierownicą maszyny, musiał widzieć, co się dzieje. A mimo wszystko zabrakło mu empatii, jak kto słowa nie rozumie, to powiem, współczucia wobec braci mniejszych. A mimo tego pojechał dalej. Efekt, coś okropnie strasznego. Coś niewyobrażalnie strasznego.

Zareagowali mieszkańcy, zareagowała policja, też Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Mało tego, wstrząsające, okrutne zdjęcia martwych zwierząt zdążyli zobaczyć już wszyscy. Żyjemy bowiem w erze maksymalnie szybkiego dostępu do informacji. Straszne zdjęcia okaleczałych i pozbawionych życia małych zwierząt przez bezdusznego człowieka już zobaczyli wszyscy. I stało się to w dobie, w czasie, kiedy też wszyscy wiedzą, że każda żyjąca istota ma swoje miejsce w łańcuchu życia. Albo powinni wiedzieć.

Poznańskie ZOO i Canpol Człuchów dołożyły maks starań, maks pieniędzy (sama się złożyłam, ale wiem, że bardzo wielu innych też), aby nieumarłe tygrysy wiezione na pewną śmierć uratować. Są w mieście ludzie, którzy pomagają zwierzętom, bezdomnym kotom, psom kupowanym jako prezenty i potem porzucanym. Są w końcu ludzie, którzy pomagają takim właśnie jeżom i wiewiórkom. Są też i tacy, którzy otwartym tekstem mówią, że nie wolno karmić ptaków w parkach chlebem, a ziarnem…. Mówi się o nas – oszołomy i głupki. Ok. Mogę być oszołomem i głupkiem, ale nigdy nie zgodzę się na krzywdę zwierząt, jak i inne, bezsensowne działania wobec przyrody.

W ubiegłym roku pracownik firmy zieleniarskiej wykosił świeżo zasadzone drzewa, zresztą z wielką pompą zasadzone. Było skonfundowanie miasta i obietnice, że nowe się pojawią. Może się pojawiły, ale nie chodzi o to, że kolejne drzewka można zasadzić. Chodzi o podejście do natury. O jej lekceważenie.

I o ile, da się przełknąć przywalenie centrum pancernymi płytami bez miejsca jakiegokolwiek na zieleń (choć ja nie mogę), bo zawsze można doniczkę z kwiatkiem czy jakimiś innym zielonym chaberdziem postawić, oczywiście nielegalnie, ale zawsze. To zwyczajnie nie da się w żaden sposób przełknąć tego,  co się wydarzyło za szpitalem psychiatrycznym.

Czysta działka, czysta, bez zieleni i bez zamordowanych zwierząt. Znakiem tego pewno tam powstanie kolejny blok, kolejne mieszkania. Karma ma to do siebie, że wraca. Jeże mają tak, że jak chodzą nocą, bo zwykle wtedy chodzą, to tupią. Głośno. Mam zatem nadzieję, że będą tupały tym, którzy tam w tym nowym bloku zamieszkają. Będą o sobie przypominać.

Co się w tym mieście wyczyniło, że co chwilka coś złego się dzieje? O co tu chodzi? Czyżby babę szeptuchę z Podlasia trzeba sprowadzić, żeby odczyniła to coś, co nam się tu ciągle wydarza? Przecież to kiedyś było jednak fajne i otwarte miasto. Co się do jasnej cholery i szlagu jaśnistego stało? Gdzie się podziali ci fajni ludzie, ci, którzy potrafili zatrzymać ruch na Sikorskiego, bo kaczuchy z kaczętami szły od Warty do Parku Wiosny Ludów lub osobiście jeże przenosili, bo jak wiadomo, kolczaste tracą zmysł kierunku, kiedy wejdą w światło? Już ich zupełnie nie ma?

Barbarzyństwo się stało wielkie. Zła karma znów naszła na miasto. Zła karma wraca. Zwłaszcza ta, która dotyczy żywych stworzeń, w tym człowieka. Bo jak kazał św. Franciszek z Asyżu – każde zło uczynione braciom mniejszym, do nas wróci. Kazał to ptakom, bo miał dość ludzi. No cóż.