W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Dory, Gerarda, Maryny , 24 września 2020

Nie ma zimy, pada deszcz, szkoda, że wody nie umiemy zatrzymać

2020-02-24

Jak do tej pory nie spadło w mieście ani grama śniegu. Nie było zimy i raczej nic nie wskazuje na to, żeby była. Za to pada deszcz….

Wspominałam o tym, że gdybym znów sobie wybrała zawód, to najpewniej zostałabym fachowcem od wody, jej badania i jej przechowywania w bagnach i innych oczeretach? Może hydrologiem, albo kanalarzem w najgorszym rozdaniu? Na pewno tak. Hydrolog – specjalista od wody, od przewidywania jak spadnie z nieba, jak tu się ona układa, jak nią zarządzać, aby jej nigdy nie brakło. Jak zapobiegać wielkim powodziom, bo już można, jak unikać suszy, bo też można. Kanalarz – zawód dziś pogardzany. Zawód dziś nieznany. Ktoś, kto patrzy, czy kanały odprowadzające wodę są drożne. Ktoś, kto jak trzeba, to bierze grabie, motykę i dawaj do dzieła. Ktoś, kto wie, że jak pewna nitka jest niedrożna, to trzeba zrobić wszystko, aby ją udrożnić. Zawód bliski glacjologom.

I właśnie ten mój hipotetyczny zawód każe mi codziennie patrzeć, jak wysoka jest Kłodawka, jak wysoka jest Warcia, jak wyglądają prognozy pogodowe. Bo jak pogodynki gadają, że znów ciepło, to ja się zwyczajnie boję. Potem sprawdzam, i szlag oraz cholery wszystkie, jest ciepło. Kłodawka ma stały stan, Warcia trochę wyższy… I tylko tyle. Jaka szkoda, że choć mamy komputery w domach, mamy wypasione komórki, to nie potrafimy zatrzymać wody, która teraz sobie spokojnie płynie, a za niedługą chwilkę będzie maksymalnie potrzebna.

Mamy luty, miesiąc, o którym stare ludowe powiedzenie mówi – szykuj buty. Luty – mrozy. Pierwszy luty w moim życiu, że szukam chłodu. Zwyczajnie boję się tego, co za chwilkę. Boję się bardzo. Woda sobie płynie, woda pada z nieba, a my tej wody w żaden sposób nie umiemy zatrzymać. Mało tego. Nie zrobiliśmy nic, aby się nauczyć, jak tę wodę zatrzymać. Pada deszcz. Zamiast śniegu. Ludzieńki narzekają na kałuże, na wszystko. A mnie zwyczajnie boli, że ta woda z nieba dziś jest darem, którego nie potrafimy docenić. Ok. Może to tylko moja projekcja, projekcja kogoś, kto od zawsze nienawidzi upałów, Słońca, ciepła. Ale mam nieodparte wrażenie, że chyba nie tylko. No cóż, zobaczymy….

A teraz z drugiego kątka. Z kulturalnego będzie. Otóż pani profesor Monika Wolińska, była pierwsza maestra Filharmonii Gorzowskiej została nagrodzona Glorią Artis. Chciałabym powiedzieć, że jestem zaskoczona, że dopiero teraz. Bo tę brązową winna dostać już kilka lat temu. Między innymi za to, co jej się udało osiągnąć w Gorzowie. Za wywindowanie Orkiestry FG na naprawdę wysoki poziom i tego, co w Gorzowie udało się w krótkim czasie zrobić. Co – długi papirus i wielce zaszczytny. Teraz winna odbierać srebrną Glorię za własne inne osiągnięcia. Kobieta, dyrygentka, podejmująca się trudnych wyzwań. Dyrygowała w Carnegie Hall. Dyrygowała wieloma ciekawymi rzeczami. My w Gorzowie cały czas mamy nadzieję, że dane nam będzie znów zobaczyć panią profesor za pulpitem. A jeśli pani profesor nie zechce, to ja zwyczajnie zrozumiem. Ale bardzo, ale to bardzo żal mi będzie, że jednak nie.

Powiem tak, chyba zresztą kolejny raz. Jak chce osiągnąć sukces jeśli chodzi o instytucję, o orkiestrę, to jest tylko jedna droga. Charyzmatyczny dyrygent, który wie, co chce osiągnąć. Prof. Monika Wolińska bardzo wiedziała. I co? Wszyscy wiedzą, co wyszło.

Pani profesor najwyższe słowa gratulacji z tytułu Glorii. Największe. I jak Pani znów we Frankfurcie nad Odrą zadyryguje, to my, pani fani tam się na koncercie stawimy. A jak nawet w Berlinie w Filharmonii Karajanowskiej to też tam będziemy. Samego dobrego pani profesor. Jak dobrze, że dane nam było choć przez moment uczestniczyć w życiu i myśleniu o muzyce w pani wydaniu. I złotej Glorii pani ja osobiście życzę.

Ps. Łaziłam ostatnio obok instytucji muzycznych Berlina. Obok Opery Komicznej, Opery Fryderycjańskiej, Konzerhalle na Placu Żandarmerii, obok Filharmonii Karajanowskiej. Wszędzie widziałam ludzi z karteczkami – Szukam biletu…. Oj, jak ja bym cię chciała czegoś w podobie doczekać w Gorzowie. Wiem, że nie będzie, a szkoda. Szkoda bardzo.