W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Maury, Milany, Tomasza , 22 września 2020

Archeo znów bada ślady przeszłości

2020-02-25

Rozbabrane centrum miasta co i rusz dostarcza niespodzianek. Ale jak kto się bierze za duże remonty w ścisłym, historycznym centrum starego średniowiecznego miasta, musi się z takimi niespodziankami mierzyć.

No i jest. Jest Brama Młyńska, albo pozostałości po niej. Ja tam się cieszę i co więcej, jeśli ten rozbabrany remont z terminem zakończenia never ma trwać jeszcze trochę, to niech trwa. Niech naukowcy, archeo – moja ulubiona służba ma czas, żeby spokojnie przebadać, obfotografować, obrysować, opisać. Bo potem znów wszystko zostanie zasypane, nawet ślad na ziemi po bramie nie pozostanie. Ale niech służby mają czas, aby wszystko zbadać.

Oczywiście w mediach społecznościowych odezwały się głosy – a zasypać w cholerę, zapomnieć, pominąć, po co nam to, trzeba na już ulicę udrożnić, niech jadą tramwajki i jeszcze więcej. Może teraz kogoś obrażę, ale tylko niedouczony profan może takie teksty wygłaszać. Bez wiedzy, bez historii nas nie ma. Trzeba wiedzieć i znać ważne rzeczy z przeszłości. Bo to nasza kotwica.

Powiem tak, ja też czekam na tramwajki. Bardzo mocno czekam, bo dla mnie tramwajki to podstawa komunikacji. Ale akurat odkrycie Bramy Młyńskiej i z lekka zatrzymanie kolejnych robót na tym Neverland to pryszcz. Mały pryszczyk. Gdyby tam wszystko szło jak powinno, to już dawno bylibyśmy po odkryciach, po remoncie, po całym bałaganie, który spowodował ostateczną śmierć absolutnego historycznego centrum miasta. Przecież nicnierobienie wykonawców przez długi czas do tego stanu doprowadziło. Dlatego akurat teraz obwinianie archeo, że znów coś się odwlecze, jest kompletnie nietrafione. Co więcej, mocno krzywdzące. Bo nie archeo odpowiada za totalny brak głowy w tym remoncie, nie archeo sprawiło, że więcej tam było przestojów aniżeli faktycznej pracy. Jakby kto miał wątpliwości, że tam się głownie nic nie robiło, odsyłam do mediów społecznościowych i do zdjęć mieszkańców – oj jest na co popatrzeć. Generalnie na zdjęcia z pustym placem budowy.

A skoro Brama Młyńska, jej relikty się pokazały, to tylko przypomnę o tym, co przy okazji tego dziwacznego remontu postuluję. Otóż przy tak ogromnym remoncie, który trwa już ze trzy lata, miasto powinno wyłożyć kasę na rzetelne opracowanie tego, co przy okazji z ziemi wyszło. I to nie żaden folderek, ale rzetelna, na dobrym papierze wydana monografia, z fotografiami, z rysunkami, z dobrym tekstami. Wiem bardzo dokładnie, kto powinien nad tym czuwać, kto powinien napisać teksty, wiem, kto powinien to wydać. Za całość winno odpowiadać archeo muzealne, z glossmi specjalistów od fortyfikacji średniowiecznych, o co przy odpowiednim budżecie nie powinno być trudno. I nie przyjmuję argumentów, że się nie da, że za drogie. Za drogie przy tak rozbuchanym budżecie, przy karach za nieterminowe wykonanie rzeczy całej? Wiem, ile kosztuje wydanie książki, dobrej książki. I wiem, że akurat takie wydawnictwo spokojnie mieści się w jednej z kar za nieterminowość.

Gdyby tak się stało, to Miasto miałoby się czym pochwalić w sensie intelektualnym. To byłaby niezwykła w skali całego kraju rzecz. Uda się? Oczywiście, że nie. Bo poza mną, Robertem, Grażyną, regionalistami i jeszcze może coś ze 20 innymi osobami na tym nie zależy. Zależałoby bardzo Muzeum, ale dyrekcja i archeo nie bardzo mogą się tego domagać. No nie bardzo wypada ani nie bardzo można. Dlatego ja się domagam. I będę to robić cały czas. Za każdym razem w kontekście tego dziwacznego remontu. Promocja takiego wydawnictwa byłaby pięknym ukoronowaniem remontu. Może MZK na tę okoliczność uruchomiłoby Czerwoną Bimbkę – ten zgrzytający i dzwoniący tramwajek, który kochają wszyscy w Mieście. Pomarzyć, dobra rzecz. Ja tylko po raz nty powtarzam…. Miastu i mieszkańcom takie wydawnictwo się należy…. Jak przysłowiowemu Burkowi zupa krupnik albo inny smakołyk w misce.

A teraz z drugiego kątka. Otóż z dużym zainteresowaniem obejrzałam w telepatrzydle kolejkę ludzi, mieszkańców Jeleniej Góry, którzy trzy dni stali w kolejce po dotację na zmianę kopciuchów na piece ekologiczne. Karnie stali, z karimatami i śpiworami oraz lekturą, która miała skrócić nudę oczekiwania. Właściwy urząd najpierw ze zdumieniem patrzył na rosnącą kolejkę ludzi. Potem się szybko przeorganizował i zrobił wszystko, aby ludziom dobrze się po te dotacje stało. Był wrzątek na herbatę, toalety, wolny dostęp do innych udogodnień. Efekt. Wielkie podzięki mieszkańców za takie potraktowanie ludzi walczących o ekologię w Jeleniej. To się zwyczajnie nie zdarza.

Ta opowiastka była mi potrzebna po jedną rzecz. My tu w Mieście, w ścisłym  centrum od kilku lat oddychamy spokojnie, bo ówczesny Szeryf doprowadził do programu KAWKA. Ile było labidzenia, ile żali przeróżnych. A priori, bo nikt za bardzo nie wiedział, co nas wszystkich czeka. Nikt z nas nie musiał czekać w kolejce do urzędu. To raczej urząd, a generalnie ZGM stał w kolejce do mieszkańców. Przekonywania było co niemiara. Efekt? Generalne zadowolenie (bo malkontenci jacyś zawsze się znajdą). Nawet mój ulubiony sąsiad, co zawsze kwestionował wszystko od urzędu, jest maksymalnie zadowolony.

Trochę mocno wyprzedziliśmy taką Jelenią Górę, znacznie mocniej taki stołeczny Kraków. Mało tego, ZGM nie może się opędzić od pielgrzymek innych mieszkańców, którzy też KAWKĘ lub coś w podobie by chcieli. Wszyscy czekamy na taką możliwość.

A z pewnego dobrego źródła wiem, że jeleniogórscy po dotacje na piece ekologiczne tak gremialnie ruszyli, bo ktoś im opowiedział, jak KAWKA w naszym mieście zatrybiła…. Choć oni tego programu nie mają, ale mimo to, ekologiczne, czyste i wygodne sposoby ogrzewania domów własnych są dla nich mocno pożądane… No cóż…. Ja się nie dziwię.