W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Cypriana, Justyny, Łucji , 26 września 2020

Kończy się remont katedry, zaczynam się obawiać

2020-02-27

Bardzo dobrze, że choć małymi krokami, ale jednak widać koniec remontu najważniejszego kościoła w mieście. Z drugiej jednak strony wcale nie do końca dobrze.

Dobrze, bo będzie znów będzie można zaplanować sensowną trasę turystyczną po mieście. I już nie będę musiała odpowiadać na telefony od turystów, że nie ma po co, bo nie dość, że miasto rozkopane do imentu, to jeszcze i katedra zamknięta na pięć spustów. A przecież akurat w tym kościele jest wiele fajnych rzeczy do pokazania. Choćby słynna szachownica, niestety ostatnio zastawiona była konfesjonałem, ale i z tym człowiek da sobie radę.

Rzeczą natomiast niepokojącą, przynajmniej mnie, w kontekście końca remontu katedry, jest przyszła przebudowa paskudnej Przemysłówki na potrzeby Miejskiego Centrum Kultury. I jak jestem całym sercem i duszą oraz wszystkim za poprawą infrastruktury właśnie MCK, to kompletnie nie podoba mnie się pomysł przenoszenia tej instytucji do centrum, do Przemysłówki właśnie.

Nie podoba mnie się, bo oznacza to choćby zniknięcie skweru na plantach, czyli miejscy po byłym murze obronnym, gdzie rosną już całkiem śliczne drzewa. Zamiast trawy, drzew i krzewów będzie kolejna pancerna budowla. Miasto już i tak wydziabało wiele krzaków, zniszczyło w centrum wiele drzew. Uważam, że lepiej pomyśleć nad remontem obecnej siedziby, a nie nad zagładą kolejnych płuc miasta, a właściwie ich fragmentów.

Choć nie wierzę w rozsądek obecnych władz, to jednak muszę do niego uderzyć. Przecież już nawet największe niedowiarki widzą, że klimat oszalał, Ziemia się gotuje, a my razem z nią. Dlatego każda inwestycja zmierzająca do likwidacji jakiegokolwiek drzewa oznacza drogę ku przepaści.

Jest coś takiego, co się nazywa efektem skrzydła motyla. Ni mniej, ni więcej, znaczy to tyle, że machnięcie skrzydła motyla może wywołać tsunami na drugiej półkuli. I właśnie tak zaczyna być z wycinaniem drzew. Nikt nie wie, kiedy maksymalnie napięta cięciwa wytrzymałości klimatycznej strzeli, które drzewo będzie tym ostatnim, za którym już zostanie tylko piach. Dlatego uważam, że z tą inwestycją należy się wstrzymać i ją przemodelować. Jest jeszcze czas. Podobnie jak z planami budowy hali sportowej, pod którą też trzeba wycinać drzewa. To jest dla mnie zwyczajnie niepojęte.

I chyba zaczyna być niepojęte oraz źle przyjmowane przez coraz większą liczbę mieszkańców, którzy zaczynają piętnować kolejne przypadki wycinania drzew w mieście. Co więcej, minął już zachwyt betonowaniem miasta, bo zbyt dużo tego jest. Coraz więcej mieszkańców nie chce kolejnych schodów obok już istniejących, nie chce wycinek drzew, nie chce zmian, które idą w stronę likwidacji zieleni. Myślę, że magistrat winien wziąć sobie to pod uwagę….