W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Maury, Milany, Tomasza , 22 września 2020

Moja ulubiona pisarka z Wawrzynem Literackim!!!! Znów!!!

2020-02-28

To się chyba zdarzyło po raz pierwszy w dziejach tej nagrody. Pani Zofia Mąkosa dostała znów Lubuski Wawrzyn Literacki za Winne Miasto.  Drugi w krótkim czasie.

Czasami złośliwce muszą się oderwać od miasta. I tak właśnie dziś będzie. Otóż dlatego, że kocham dobrą literaturę, szanuję pisarzy, którzy potrafią wykreować rzeczywistość tak, że chce się jechać w ich miejsca, poszukać śladów bohaterów, pogadać z ludźmi, którzy powinni ich znać.

Taką literaturę tworzy właśnie Zofia Mąkosa, moja najbardziej na tę chwilę i od jakiegoś pokaźnego czasu pisarka. I za tę literaturę właśnie odebrała swój drugi Lubuski Wawrzyn Literacki. Teraz laur przyniosła jej druga część trylogii Wendyjska Winnica, czyli Winne Miasto. GRATULACJE WIELKIE. Zaledwie dwa lata temu, bo w 2017 roku pierwszy Wawrzyn przyniosła pisarce pierwsza książka, de facto duży debiut literacki, czyli Cierpkie grona. Dwa lata temu, bo ten teraz Wawrzyn, za Winne Miasto jest za rok 2019. Kiedy czytałam Winne Miasto, wiedziałam, że również Wawrzyn się należy. Pisałam zresztą o tym, nawet wieszczyłam Brylantowego Wawrzyna. I jest, choć się brylantowym nie nazywa. I chyba w historii Wawrzynów nie było takiej sytuacji, że pisarka odbiera Wawrzyn, drugi Wawrzyn w tak krótkim czasie i to za kontynuację. Ja jestem maksymalnie szczęśliwa i bardzo, ale to bardzo gratuluję.

I żeby być uczciwym. Nie bardzo ceniłam do tej pory Wawrzyny. Z różnych przyczyn. Kiedy pani Zofia dostała pierwszy Wawrzyn, pomyślałam, że owszem, dlaczego nie,  przeczytam. Bo czytam wszystko. A potem wypadki potoczyły się szybko. Najpierw książkę przeczytała dr Krystyna Kamińska i była zachwycona. Następnie przeczytała ją Grażyna Kostkiewicz-Górska, szefowa działu regionalnego WiMBP w Gorzowie (moja guru jeśli chodzi o regionalizm i przy okazji ktoś więcej, aniżeli przemiła znajoma). Grażyna powiedziała – musisz. Pożyczyła mi nawet biblioteczny egzemplarz na weekend (pan dyrektor się nie gniewa, w niedzielę i tak by nikt z niego nie skorzystał). Przyszłam do domu, zrobiłam sobie dzbanek ulubionej herbaty i zaczęłam czytać. Z kanapy wstałam tak naprawdę dopiero, kiedy skończyłam. Dzbanek z herbatą został nietknięty. Napiłam się potem zimnej, też była dobra. A potem znów zaczęłam czytać, drugi raz, wolniej, bo znałam już treść, więc mogłam sobie uczynić przyjemność i się podelektować polszczyzną, wyśmienitą dodam, niuansami, obserwowaniem bohaterów – Marta, Tila, Janka, Gustaw Gogol, wredne sąsiadki, kultura Wendów …. I wiele, wiele innych rzeczy.

Napisałam wówczas do autorki, że mnie zauroczyła i przytrzymała. Dopytywałam, kiedy druga część, bo się nie mogę doczekać. Śledziłam popularność pisarki i książki. I czekałam. Jak tylko wydawnictwo dało znać, że za chwilkę sprzedaż drugiej części się zaczyna, natychmiast się zalogowałam i czekałam. Jak książka do mnie przyszła, scenariusz się powtórzył. Znów po lekturze napiłam się zimnej herbaty.

A jeszcze później ulubiona Książnica zaproponowała, abym poprowadziła spotkanie autorskie z panią Zofią. I znów mogłam się oddać przyjemności przeczytania. Znów musiałam pożyczyć pierwszy tom z biblioteki. A potem, po spotkaniu dostałam od Pani Zofii właśnie ten tom z osobistą dedykacją. Choć byłam gotowa, aby książkę kupić.

Mam oba tomy na bliskiej mi półce. Czasami nachodzi mnie konieczność poczytania sobie znów Wendyjskiej Winnicy, więc sobie czytam. I znów herbata stygnie w dzbanku, który ponoć długo trzyma temperaturę. No cóż.

Na czym polega magia i siła tych książek? Ano na tym, o czym wspomniałam wcześniej. Znakomicie skonstruowana opowieść, która przenosi czytelnika na pogranicze. Na nasze, choć na południu tereny. Wyraziści bohaterowie, znakomicie skomponowana opowieść, która trzyma się realiów. Świetnie oddane właśnie te realia, życie na wsi na pograniczu w 1939 roku, pokaz tego, jak nazizm zatruwał życie zwykłych ludzi, jak Biblia i luteranizm potrafiły się przeciwstawić mowie nienawiści, gadziej propagandzie – tu Marta Neumann, mama Tili jest znakomitym przykładem. To wielka opowieść o tych ludziach, tamtych czasach, nieprostych wyborach. To naprawdę wielka rzecz. Napisać dziś, w czasach, kiedy grafomaństwo święci sukcesy, takie powieści, to coś naprawdę wielkiego. Mnie te książki mocno przytrzymują.

Powiem jeszcze jedną rzecz. Trzeci tom jest gotowy. I tylko tyle mogę…..

Autorko ulubiona, GRATULACJE!!!!!!

Czekam na trzeci tom….

A dlaczego tak dużo dziś o tej literaturze…. Ano dlatego, że jak się na pograniczu mieszka, jak się zrozumie, że to pogranicze i różne rzeczy mogą się dziać, to taka literatura zwyczajnie pomaga. Pomaga zrozumieć.