W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Maury, Milany, Tomasza , 22 września 2020

Złota Rączka znów będzie pomagać mieszkańcom

2020-02-29

Jeden z naprawdę niewielu udanych pomysłów magistrackich ma kontynuację. Bardzo dobrze, że znów fachowcy będą pomagać seniorom.

Kiedy magistrat pierwszy raz ogłosił pomysł ze Złotą Rączką dla seniorów, zastanawiałam się, jak to zatrybi. Z najlepszego źródła, bo właśnie z otoczenia Złotej Rączki wiem, że pomysł spodobał się bardzo. Bardzo dobrze ocenili tę ideę ludzie, którym owa Złota Rączka pomogła. Jak program się skończył, seniorzy nie bardzo przyjęli tę informację do wiadomości. Co i trudno się dziwić, bo skoro coś dobrze działa, to dlaczego tego nie kontynuować. Tym bardziej, że nie kosztowało to jakichś niewyobrażalnych pieniędzy, a rzeczywiście pomagano tym potrzebującym, których czasem nie stać nawet malutką a konieczną naprawę.

Dlatego tylko się cieszyć, że magistrat znów uruchamia tę potrzebną i oczekiwaną pomoc. Każdy z nas kiedyś będzie w takim wieku, że będzie oczekiwał pomocy. Nawet w drobnych rzeczach. A jak powszechnie wiadomo, właśnie te drobne rzeczy, te szczegóły bywają najbardziej dojmujące, najbardziej dolegliwe. Tylko chwalić i mieć nadzieję, że akurat ten program będzie utrzymany na stałe.

A teraz z drugiego kątka, znacznie mniej przyjemnego. Znów w mediach społecznościowych, ale i nie tylko można zobaczyć focie śmieci wywożonych do lasów i do parków. O śmieciach w mieście pisać nie zamierzam, bo to już stało się standardem. Natomiast kwestia wyrzucania różnego badziewia w lasach i parkach jest czymś okropnym. I staje się palącym problemem w kontekście tego, że od 1 marca wchodzi obowiązek segregowania odpadów i to pod groźbą dotkliwych kar finansowych dla tych, którzy tego robić nie będą. A że wielu nie zamierza, to pokazują wszelakie sondy prowadzone przez zarówno sondażownie zawodowe, jak i te czynione ad hoc.

Trudno się trochę dziwić, że w generalności obywatele do segregacji podchodzą jak do jeża. Myślę, że za mało było edukacji wszelakiej. Za mało czasu, aby ludzi przekonać, że warto to robić. Za mało czasu, aby nauczyć, jak to robić. Może trzeba było zgapić, jak to robią w Skandynawii czy w Niemczech, albo na Pribałtyce, o Japonii nie wspominam, bo tam potrafią segregować nawet do 26 różnych frakcji, czyli wyodrębnionych pojemników. Z lekkim zażenowaniem, a nie lubię się czuć zażenowana przez innych, patrzyłam na, moim oczywiście zdaniem, nieudolne kampanie propagujące konieczność segregowania. Usiłowałam się połapać, dlaczego papier raz jest papierem, a raz śmieciem zmieszanym. Dlaczego jedne odpadki jedzeniowe są biodegradowalne a inne nie. I zawsze kuriozalna konkluzja – jeśli państwo nie wiecie, to można otworzyć aplikację w telefonie i tam będzie jak wół stało, do którego pojemnika wrzucić jaki odpadek. Już oczyma wyobraźni widzę, a wyobraźnię mam dość dużą, jak wszyscy stoimy we własnym domu, sprzątamy po obiedzie i z telefonem w ręku segregujemy…. Taż to się całości nie trzyma w żaden sposób.

Zmarnowana szansa, kolejna zresztą. A problem staje się naprawdę bardzo, bardzo palący. I rzeczywiście odwrotu od segregacji nie ma. Tyle tylko, jak do tego przekonać większość? Jak na razie nikomu się w generalności nie udało. I mam mocne przekonanie, że długo się jeszcze nie uda. No cóż..

I z kolejnego kątka. No i w pewien sposób dopadł mnie koronawirus. Nie, nie zachorowałam na żadne zaziębienie ani coś w podobie. Ów wirus dopadł mnie w ten sposób, że za dni kilka miałam jechać do Berlina na ITB 2020, czyli na największe targ turystyczne w Europie. No i nie pojadę, bo dyrekcja ITB podjęła wczoraj wieczorem decyzję, że targi w tym roku się nie odbędą. Organizatorzy, czyli Messe Berlin w wyważonym komunikacie poinformowali, że zmuszeni są odstąpić od organizacji wielkiej imprezy, która miała się zacząć już 4 marca. Rzeczowo wyjaśnili, że to jednak zbyt wielkie ryzyko, podali następny termin, czyli druga połowa marca 2021 roku i wyrazili nadzieję, że jednak wszyscy się do Berlina zjedziemy.

Tylko gratulować odpowiedzialności. Ale każdy, kto choć raz na ITB był, wie, jaka to wielka logistyka, jakie pieniądze w to są angażowane i jakie straty poniosą wszyscy – organizatorzy, wystawcy, potencjalni uczestnicy też. Toż to wielka turystyczna impreza. No cóż. Nie pojadę, choć mam akredytację. Nie pojadę, bo nie mam po co. Mogę się owszem wybrać do Berlina, ale nie na targi. Organizatorom mocno współczuję, sobie też, bo zwyczajnie wiem po ubiegłym roku, że lubię. No cóż. Życie pisze różne scenariusze, ale nikt z nas chyba nie przypuszczał, że przyjdzie mu się mierzyć z dżumą XXI wieku. Ja w każdym razie nie przypuszczałam….

Ps. A kto lubi dobrą muzykę, a mógł przyjść w piątek na koncert do FG, niech zwyczajnie żałuje. Zabrzmiała bowiem Moja Ojczyzna Bedřicha Smetany, czyli cykl symfonicznych poematów na temat Czech. Ja nigdy wcześniej nigdzie nie słyszałam tego dzieła w całości. Owszem, najczęściej grywany poemat – Wełtawę, wiele razy. Mam w domu zresztą płytę właśnie z Wełtawą. Kilka razy też zdarzyło mnie się posłuchać na żywo Taboru, ale całości nie. A jak do tego dołożyć znakomite, naprawdę bardzo dobre wykonanie, dla mnie to był crème de la crème. Moje serce było ucieszone, dusza też. A za tydzień VII Symfonia Głuchego Geniusza. Oj też się zadzieje. I dla porządku domu dodam, że Smetana Moją Ojczyznę też komponował, kiedy zmagał się z postępującą głuchotą…