W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Franciszka, Malwiny, Władysława , 2 kwietnia 2020

Cholera jasna, to nie był dobry weekend

2020-03-23

No nie był. I wcale nie mam na myśli rozwoju tej strasznej zarazy oraz oglądania tego, co się dzieje, a dziać nie powinno. 

Czas powiedzieć otwartym tekstem, mamy zarazę. I to dość zjadliwą. Serce mnie boli, kiedy patrzę na nierówną walkę służb medycznych z zarazą. Ale to serce rośnie, kiedy patrzy się na nas, kiedy znów włączamy się w walkę z tym cholerstwem. Bogaci tego świata przekazują cząstki swego majątku na walkę z tym czymś. Ale i niebogaci, a czasami wcale niezamożni włączają się w sposoby zwalczania tego cholerstwa. W regionie wiele firm ruszyło na pomoc. Szyją kombinezony, maseczki, ktoś dowozi jedzenie dla lekarzy i ratowników. Ruszyły znów społeczne zbiórki na pomoc. Znów rodacy pokazują, że w chwili zagrożenia potrafią się zebrać, potrafią ruszyć z pomocą. A kiepsko jest, bo jest. Brakuje niemal wszystkiego. W tym surowców do produkcji maseczek, kombinezonów. O przyłbicach, goglach medycznych czy rękawiczkach jednorazowych nie wspomnę. Bo to już jest wyższa szkoła jazdy, tej wytwórczej oczywiście. Patrzę na braci Czechów…. Oni to jednak potrafili. Ktoś powie – mały naród. Mały, ale jakże mobilny. Umieli i zrobili to, co my nie, bo przecież…. Aj, tam, nie będę złych klasyków cytować. Ale muszę zacytować mieszkańców Cieszyna, którzy wywiesili jakże wiele mówiący banner. Na nim stoi jak wół – Tęsknię za tobą, Czechu/Styska se mi po tobe, Cechu. Nad Olzą on wisi.

Tylko przypomnę, to prafraza i rozwinięcie wcześniejszego hasła – Tęsknię za tobą Żydzie, akcji wywołanej przez artystę Rafała Betlejewskiego. Akcji, która się odbiła wielkim echem w całym cywilizowanym świecie. Oj i jak dobrze, że tak. Tęsknimy za naszymi najbliższymi sąsiadami.

Może pora, żebym pojechała do Słubic i powiesiła przy mojej wiadomej ławce, tuż obok Słubickiego Miejskiego Ośrodka Kultury, banner z napisem – Tęsknię za tobą Niemcu. Wiadoma ławka, tam przez lata siedziałam i gapiłam się na Frankfurt, kiedy nie mogłam do niego pojechać. Tam się od lat wielu zatrzymywałam (i mam nadzieję, tak to zostanie, kiedy to cholerstwo już umrze śmiercią naturalną) z wycieczkami, które mi po Frankfurcie prowadzić przychodziło.

Na razie nie ma jak. Sama pieszo 90 km po drogach różnych nie pójdę. Chętnych do zawiezienia jakoś nie ma. Wcale się nie dziwię.

A teraz tak naprawdę, dlaczego to nie był dobry weekend. Z ogromnym smutkiem bowiem odebrałam informację, że na Niebieskie Łąki i do szacownego towarzystwa takich ludzi jak Klem Felchnerowski, dr Jan Muszyński, Andrzej Gordon czy Bolo Kowalski oraz wielu, wielu innych z tej kolorowej palety przeniósł się dr Andrzej Toczewski, historyk, wieloletni dyrektor Muzeum Ziemi Lubuskiej w Winnym Grodzie. Miałam ten szczególny zaszczyt, że dane mi było znać osobiście pana dyrektora. Wiele razy z Nim rozmawiałam, parę anegdot o życiu kulturalnym Gorzowa i Winnego Grodu mi sprzedał. Mało tego, otworzył mi drogę do poznania fascynujących ludzi w Winnym, w tym do pana dr. Jana Muszyńskiego. Bo gdyby nie słówko od pana Toczewskiego, to nigdy nie odbyłabym jednak jednej z najbardziej fascynujących, inspirujących i kolorowych rozmów w moim życiu. Mam na myśli spotkanie z Janem Muszyńskim. Potem widywaliśmy się gdzieś mimo by. Ale kiedy napisałam pewien tekst, którego zresztą do dziś się wstydzę, to pan dr Andrzej Toczewski był uprzejmy do mnie zadzwonić. Z połajanką. Ale jaką. Z jaką rewerencją mnie napominał. Do końca życia zapamiętam zarówno formę, jak i treść. I każdą książkę, którą teraz czytam o operacji berlińskiej filtruję przez tę rozmowę.

Dla mnie ta znajomość była bardzo ważna. Bardzo ciekawy człowiek, duża erudycja, wielka kultura rozmowy, znakomita polszczyzna. Świetny historyk, otwarty człowiek. Otwarty na inne rzeczy, a nie tylko na historię sensu stricto. O teatrze też kilka razy rozmawialiśmy… Ciekawe to pogwarki były.

Mamy czas zarazy. Zwyczajnie nie wiem, kogo ze znajomych w Winnym Grodzie mogę poprosić o to, aby zapalili w moim imieniu zniczka…. Jak to cholerstwo się przewali, a ja przeżyję, to pojadę do Winnego i sama sobie uczynię Dziady. Pożegnam człowieka, który bardzo mi w wielu rzeczach pomógł, a wcale nie musiał.

Na tym polegała wielkość Andrzeja Toczewskiego, nic nie musiał. Chciał. Dlatego informacja o tym, że już na Niebieskich Łąkach zasiada, była dla mnie informacją okropną. Okropną, bo miałam i mam stale kilka pytań…. Nie zdążyłam. Zatem może już sobie te pytania za jakiś czas wyjaśnimy na tych Niebieskich Łąkach….

Odszedł od nas Andrzej Toczewski. Ech.

Spokoju panie dyrektorze, ech…