W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Anatola, Leszka, Tamary , 3 czerwca 2020

I znów kolejny niedobry weekend minął

2020-03-30

Niedobry, bo to cholerstwo przyspiesza i coraz gorzej wygląda rzeczywistość. Ale niedobry, bo przyniósł informację o tym, że znów świat kultury się skurczył. Tym razem jednak dramatycznie.

Są ludzie, o których się myśli, ja myślę, że nigdy nie odejdą. Że będą zawsze, a przynajmniej tak długo, jak ja będę żyła i świadomie postrzegała rzeczywistość. Do takich ludzi należał, szlag, właśnie należał, maestro Krzysztof Penderecki. W moim domu brzmi „Siedem bram Jerozolimy”. Nawet domownicy, którzy jakoś niekoniecznie lubią muzykę klasyczną, w tym przypadku nową, muszą tego posłuchać. To moje pożegnanie Mistrza.

Pamiętam moje pierwsze spotkanie z osobą i dziełem Mistrza. Byłam kompletnie nieopierzoną studentką i dopiero odkrywałam świat klasyki. Koleżanka przyniosła wiadomość, że do Poznania przyjeżdża Maestro Penderecki. Mieliśmy, my całkiem spora grupa, szczęście, że jeszcze były bilety – wejściówki.

Nie bardzo pamiętam, co wówczas słuchałam. Pamiętam za to paletę uczuć, jakie wówczas mnie opanowały. Siedziałam na podłodze, tuż za plecami dyrygującego Maestro. Za mną siedzieli ludzie, jakaś większość, która nie rozumiała muzyki i przyszła tylko zobaczyć Sławę. Przede mną orkiestra i muzyka. Zostałam wówczas zaczarowana.

Potem minął jakiś czas i w Warszawie słuchałam Pasji według św. Łukasza. A jeszcze potem zdarzyło się usłyszeć Siedem bram Jerozolimy. A kiedy byłam właśnie w Jerozolimie, to w uszach brzmiała mi ta patetyczna muzyka.

A jeszcze później została otwarta Filharmonia Gorzowska i znów dane mi było patrzeć na Maestro i słuchać jego Muzyki. Siedziałam tam, gdzie niemal od początku instytucji siedzę, czyli na miejscu R24 i znów wróciły do mnie uczucia, kiedy pierwszy raz słuchałam właśnie tej muzyki.

Od zawsze myślałam o Krzysztofie Pendereckim jako o kimś wybitnym, genialnym, wielkim, znakomitym. Podobnie jak i o jego muzyce. Zaszczytem wielkim było dla mnie słuchanie jego kompozycji pod jego dyrekcją. Nigdy nie myślałam, że będę słuchać o jego odejściu.

Cholera, to znów nie był dobry weekend…