W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny , 25 maja 2020

Było miast zielone, będzie muralowe

2020-05-15

Coraz więcej ciekawych i pięknych malunków pojawia się na odnawianych choćby częściowo elewacjach. I bardzo dobrze, może chuligani, których w mieście nie brakuje, pięć razy się zastanowią, zanim podniosą na nie ręce.

Od kilku dni obserwuję, co prawda zdalnie, ale jednak, jak przybywa nam pięknych murali i to w ślicznym stylu. Pojawiają się na Zawarciu, czyli lewy brzeg goni osiedle Słoneczne, jak do tej pory niekwestionowanego lidera w dziedzinie właśnie malunków na elewacjach.

Pojawiają się coraz to nowe scenki przypominające, że miasto kiedyś było zielone, piękne i zadbane. Do zakończenia II wojny światowej można było tu podziwiać mnóstwo budynków w stylu berlińskiego art deco. W innych częściach miasta spotykano architekturę charakterystyczną dla dzielnic robotniczych, taki mały Giszowiec albo Finow mamy na Zawarciu właśnie. No i wszędzie rosło maks drzew, krzewów. Robotnicze to było miasto, ale jakoś przemyślane i jednak zadbane.

Potem przyszło zakończenie II wojny światowej, pamiętny marsz Armii Czerwonej przez centrum i spalona po tym ziemia, potem lata zaniedbań najlepszego na świecie ustroju, jeszcze potem kilka zmian i mamy, to co mamy. Szczęściem, mamy w mieście trochę utalentowanych malarzy – grafficiarzy, mamy kilku przyjaznych urzędników, którzy pomagają, bo widzą sens w tym pomaganiu i mamy coraz większą galerię coraz fajniej ozdobionych ścian. Moimi ulubionymi stają się właśnie te nawiązujące do przeszłości, tu szczególnie te malowane przez pana Romka Picińskiego. Oj jak dobrze, że mamy takiego artystę w mieście.

I właśnie na tych muralach widać, że miasto było kiedyś zielone. A teraz mamy, to co mamy. Nie będę już pisała o deptaku w centrum, powiem tyko, że są w kraju, takie miejsca, gdzie jest jeszcze gorzej. Ostatnio oglądałam zdjęcia rynku w Bartoszycach. Zgroza. Po prostu zgroza. Boję się tylko, że coś podobnego powstanie na Chrobrego. No cóż, pożyjemy, zobaczymy…

A teraz z drugiego kątka. Otóż choć ponoć życie wraca z wolna do normy, do jakiejś normy, to nadal nie mogę pojechać do Niemiec. Ponoć granice mają zostać otwarte 12 czerwca. To kolejna obietnica rządu. Pożyjemy, zobaczymy. Ja się zwyczajnie nie mogę doczekać, bo jakoś tak mam, że aby nie zwariować ostatecznie, muszę co jakiś czas zajrzeć do zachodnich sąsiadów, napić się kawy w pewnym miejscu, pogapić się na ludzi, no poczuć się jak w Europie. Zobaczymy, co z tych obietnic wyniknie. Mam nadzieję, że już naprawdę będzie można pojechać sobie na krótką wycieczkę.

Ps. Już pisałam jakiś czas temu, ze jedna z najciekawszych wokalistek, jakie znam, czyli Rasm Almashan wydała w końcu własną płytę. Powiem tak, słucham jej już jakiś czas  coraz bardziej mi się podoba… Polecam. Fajny klimat. Jak ona brzmi można posłuchać choćby tu: 

https://www.youtube.com/watch?v=MxX1HEJLrYY.

Ja się uzależniłam, choć właściwie uzależniona jestem od czasów Kultura De Natura, kiedy to wystąpili na Reggae nad Wartą.