W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Anieli, Feliksa, Kamili, 31 maja 2020

Coś dziwnego można zobaczyć w centrum miasta

2020-05-19

Nie, wcale nie chodzi mi o deptak, który mnie zwyczajnie przeraził, kiedy go zobaczyłam. Chodzi mnie o nowe miejscówki dla bezdomnych.

O tym, że bezdomni bytują przy Schodach Donikąd lub w okolicach placu Staromiejskiego pisałam n razy. Bo to takie stałe miejsca, gdzie można tych ludzi spotkać. Ostatnio para bezdomnych „zamieszkała” na klatce schodowej mojej przemiłej znajomej i ona z człowieka spolegliwego, życzliwego, z otwartym sercem oraz dłonią między innymi bezdomnym stała się kimś, kto już taki przestał być. Kiedy zapytałam, co się stało, krótko powiedziała – przyjdź i zobacz, a sama zrozumiesz.

No i właśnie do tych stałych miejscówek doszły kolejne, w samym centrum miasta, w ostatnich krzakach i krzaczorach, jakie można jeszcze przy ul. Sikorskiego spotkać. Stoi sobie stolik, parasol, coś na kształt namiotu. Ktoś sobie wygodnie mieszka, bo owego mieszkania z ulicy, z chodnika po prostu nie widać. Takich miejsc w samym centrum namierzyłam przynajmniej dwa, oznacza to, że na pewno jest ich więcej.

Zresztą bezdomnych pojawiło się więcej w okolicach Kwadratu, a to za sprawą Biedronki i innych sklepów. Mnie nie przeszkadzają, ale jest mi tych ludzi zwyczajnie żal. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie da się ich uszczęśliwić na siłę, nie da się zapewnić im dachu nad głową, przynajmniej nie wszystkim, na takich zasadach, na jakich robą to wszystkie organizacje pomocowe. A na innych zwyczajnie się nie da, bo nikt nic mądrzejszego nie wymyślił. Dlatego patrzę na nich ze współczuciem.

Zresztą nie zawsze bezdomność jest wypadkową tylko chlania wódy. Bywa też wynikiem splotu niekorzystnych okoliczności życiowych lub po prostu wolnym wyborem, w co trudno uwierzyć, ale tak bywa. W każdym razie, mnie tych ludzi jest zwyczajnie żal.

A skoro zaczynają zamieszkiwać w centrum, znaczy to jedno – wyludniło się śródmieście i mają tam względny spokój. A t bardzo niedobry prognostyk.

I z innego kątka będzie. Dziś mija dokładnie 75 lat od chwili, kiedy „Głos Wielkopolski” – oficjalny organ prasowy dla miasta Gorzowa w tamtym czasie także ogłosił, że Landsberg ma nosić nazwę Gorzów nad Wartą. Jeszcze trochę wody w tej Warcie popłynąć musi, aby nazwa miasta została zmieniona na Gorzów Wielkopolski, co to do dziś cierniem w oku niektórych jest. Ale tak, czy inaczej dobrze się jednak stało, że ostała się nazwa Gorzów, a nie postulowana przez księdza profesora Stanisława Kozierowskiego Kobyla Góra. Choć z drugiej strony, nazwa śmieszna, ale bez nadmiernego patosu, może lepiej pasowałaby do Gorzowa, który ciągle nie umie znaleźć swojej tożsamości, ciągle jest zlepkiem różnych mniejszości.

Gorzów to brzmi dumnie. I tylko tyle. Bo ani nie ma dumnych zachowań, ani nie ma tożsamości z miejscem – vide – chuligani wszędzie niszczą wszystko, babcie z ogródkami działkowymi kradną kwiaty z miejskich gazonów – to tylko czubek góry lodowej, ale czubek, który nikomu nie przeszkadza.

Gorzów brzmi dumnie i Gorzów to stan umysłu oraz Gorzów mój kocham ogromnie – hasła, i nic więcej. Od 75. lat Landsberg to Gorzów i tyle.