W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Anieli, Feliksa, Kamili, 31 maja 2020

Można sobie popatrzeć na torowisko bez betonu

2020-05-20

Prace przy Szlaku Królewskim aż furczą. Beton i inne badziewie znika w tempie ekstraszybkim. Byłoby super, gdyby wzorem cywilizowanych miast pojawiła się tam trawa.

Rzadko tam zaglądam, choć to po sąsiedzku. Rzadko, bo jakoś nie lubię oglądać przygotowań do remontów. Tym razem jednak poszłam, żeby zobaczyć, jak tam się dzieje. No i dzieje się bardzo dynamicznie. Beton i połamane płytki chodnikowe znikają w tempie maks szybkim. Mam na myśli deptak na Chrobrego.

Może to i dobrze, bo jak coś robić, to właśnie tak, szybko i dokładnie oraz w miarę sensownie. Powiem otwartym tekstem. Zwyczajnie boję się, że powstanie tu coś na kształt tego, co jest przy Magistracie.

A mogłoby być tak ładnie, jak w kilku miastach w Polsce i w bardzo wielu w Europie. Bo jak się popatrzy na dobre wzory, to ulica wcale nie musi być betonową pustynią. Tramwaj może jechać po torowisku – trawniku, szlak pieszy nie musi być przywalony grubymi kamiennymi czy betonowymi płytami. To nader ważne w dzisiejszych czasach, kiedy jest coraz cieplej na dworze, kiedy klimat nam pustynnieje, kiedy trzeba się chronić przez palącym słońcem i wszystkim, co ze sobą upał niesie. Kolejny raz przywołam przykład Wiednia, najbardziej eleganckiego z europejskich miast – tam trwa proces przywracania zieleni w centrum i nie tylko centrum. O moich ulubionych wzorach estońskich nie wspomnę.

Zwyczajnie boję się, że kolejne miejsce w moim sąsiedztwie powstanie betonowa pustynia, bo w taką niestety zamienia się Kwadrat.

A teraz z drugiego kątka. No i się wszyscy ucieszą i to jak. Otóż jest decyzja prezydenta, że otwiera się najbardziej ulubione gorzowskie miejssce do handlu. Otóż już w tę niedzielę otwiera się giełda przy Szczecińskiej. Ja tam tego fenomenu nie rozumiem, ale nie rozumiem też matematyki. Dlatego nie będę oceniać, co to za miejsce jest. Dla mnie, jak powiedziałam, to fenomen. Wiele razy przejeżdżałam tamtędy w niedzielne ranki, kiedy razem z klubem turystycznym przemieszczaliśmy się do punktu niedzielnej łazęgi. I za każdym razem patrzyłam ze zdziwieniem na te kramy stojące w błocie albo w kurzu przy resztkach Ursusa, na te tłumy łudzi, które tam spędzały niedzielny ranek. Dobrze, że nie musiałam wdychać oparów grillowych…. Nie rozumiem, ale człowiek wielu rzeczy nie rozumie. Skoro ktoś to lubi, a lubi bardzo, bardzo, bardzo dużo gorzowian, to niech i tak będzie.

Coś musi być w tym fenomenie, bo przecież jak tylko zaczęło się luzowanie ograniczeń pandemicznych, to do magistratu zaczęły napływać zapytania właśnie o to. O to, kiedy giełda zostanie otwarta. Nie inne miejsca, a właśnie giełda.

Tak więc giełda rusza w najbliższą niedzielę. Ciekawe, czy w maseczkach, czy też bez… Bo kto tam tego wirusa widzi….