W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Anieli, Feliksa, Kamili, 31 maja 2020

Bój o park nam się szykuje…

2020-05-21

W siłę rośnie w mediach społecznościowych grupa ludzi, którzy nie chcą zmian, drastycznych zmian w Parku Róż. Wszyscy obawiają się skutków takich jak na Kwadracie czy przy Sikorskiego

Magistrat zapowiedział gruntowny remont parku Wiosny Ludów. Okazało się, że zgłosiły się trzy firmy i żadna raczej nie ma szans, bo chce więcej niż zakłada granica wyznaczona przez magistrat. Czyli na tę chwilkę sprawa się odwleka.

No i powiem tak, informacje o planowanych zmianach w parku ożywiły znaczną społeczność w mediach właśnie społecznościowych. Ludzie już zapowiadają jakieś akcje, pisanie protestów do magistratu. Powód? Otóż wszyscy boją się, że efekt będzie taki jak na Kwadracie czy w centrum. Boją się betonu czy innych płyt. Boją się wycinania drzew – bo jak sami mówią, w zapewnienia magistratu zwyczajnie nie wierzą. Boją się w końcu, że park totalnie się zmieni. Piszą, czego nie chcą – nie chcą nowej twardej i ciężkiej nawierzchni na parkowych alejkach, nie chcą utwardzonych brzegów stawu, nie chcą jakichś fikuśnych, zupełnie niepasujących do parku ławek, nie chcą w końcu nikomu niepotrzebnych do niczego stolików szachowych, bo jak pokazuje wzór nie tylko Kwadratu, nikt przy nich w żadne szachy ani nawet w zapomniane pchełki nie gra. Nie ta tradycja. W końcu nie chcą jakichś tam fikuśnych wodotrysków. Chcą za to wygodnych, wysypanych mineralnym podłożem alejek i tak utwardzonych, że żaden deszcz im nie zaszkodzi. Chcą sprytnie schowanych i dostępnych oraz sprzątanych toalet, chcą, aby park nie stał się tym czymś, co skwer przy Łaźni czy wspomniany przeze mnie wielokrotnie Kwadrat.

Ja podobnie myślę o wszelakich przebudowach miejsc zielonych w mieście. Bo co rewitalizacja, to klęska. Zeschnięta trawa z rolki, uschnięte nowe tzw. nasadzenia w miejsce wyciętych starych, szerokie jak pasy do samolotów chodniki tam, gdzie aż prosiło się zostawić trawę i krzaki. O przywaleniu wszystkiego straszliwymi płytami pisałam nie raz.

Pamiętam, jak kilka razy rozmawiałam z różnymi paniami urzędnik o tym, co na papierze, a co potem wychodzi. Nawet niektóre z nich przyznawały mnie i nie tylko mnie racje, że jednak nie tak.

Myślę, że tym razem ludzie z grupy zielonych będą protestować i to głośno, bo jest o co walczyć. I powiem od razu, że nie ma takiego planu, którego nie można byłoby skorygować. Bo zieloni parkowi nie są przeciwni remontowi jako takiemu. Są przeciwni remontowi czy rewitalizacji, która ma zmienić wygląd parku, a przecież nie jest to zupełnie potrzebne.

Myślę, że jeszcze jest czas, aby przyjrzeć się tym planom raz jeszcze, skorygować je, posłuchać ludzi, którzy absolutnie nie chcą źle. Tylko chyba z lekka mają już dość totalnych zmian, jakie niosą za sobą wszelakie rewitalizacje, które w kilku przypadkach mają się zwyczajnie nijak do podstawowego znaczenia tego słowa.

A za przykład totalny, że jednak należy słuchać ludzi, niech posłuży ścieżka z Widoku do centrum biegnąca obok Filharmonii. Rewitalizator założył, że ją ładnie wywinie i poprowadzi do parkingu. A co zrobili ludzie? Ano to, co przypuszczałam. Nadal chodzą skrótem i całą rewitalizację trochę Diabli wzięli.

Kilka razy podpowiadałam, że w takich przypadkach obowiązuje zasada angielskiego trawnika. Dlatego też Anglicy oraz inni, którzy tę zasadę stosują, jakoś nie mają problemu z ładnymi ścieżkami i wydeptanymi obok nich skrótami. No cóż.