W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Estery, Kiry, Rudolfa , 7 lipca 2020

Powtórzę po raz kolejny, presja ma sens

2020-06-24

Nie będzie rewitalizacji parku Wiosny Ludów. Ponoć wykonawca nie dopełnił koniecznych wymogów. A może uznał, że jednak trochę ludzi będzie mu patrzeć na ręce?

Już wiadomo, że nie będzie w tym roku rewitalizacji parku Wiosny Ludów, bo firma, która wygrała przetarg, nie dopełniła koniecznych formalności. No tak, kwity są zawsze najważniejsze. Ale w tym konkretnym przypadku to bardzo dobrze, że kwity, a właściwie ich brak, zadecydowały.

Spiskowa teoria dziejów już hula w mediach społecznościowych i głosi, że potencjalny wykonawca wystraszył się masowego poruszenia mieszkańców, którzy panicznie i alergicznie zaczęli reagować na hasło – rewitalizacja. Nie będę po raz tysięczny i pierwszy pisać o tym, że boimy się określenia rewitalizacja, bo każdy średnio zainteresowany dziejami miasta oraz tym, co tu i teraz wie, dlaczego tak reagujemy. Dziwić się raczej nie należy.

Miasto będzie musiało rozpisać nowy przetarg i będzie musiało zadbać o kasę, a po ruinacji wszelakich planów, jakie spowodowała zaraza, może to być trudne. Może być tak, że plany rewitalizacji czy czegokolwiek w przypadku tego parku będą musiały pójść w odstawkę na kilka lat. Dobrze, bo będzie chwila na przyjrzenie się i zmiany w proponowanym projekcie. Moim zdaniem one są zwyczajnie konieczne. Dotyczą niezbyt dużych zmian, ale jednak.

Dlatego też uważam, że mądra presja, mądre domaganie się odejścia od projektu, który jednak nie wytrzymuje oczekiwań mieszkańców, ma sens. Nie chodzi o dziecinne nie, bo nie, ale o takie działanie, które nam wszystkim tylko na dobre wyjdzie.

A teraz z drugiego kątka. Otóż poprowadziłam znów malusią wycieczkę po mieście. Państwo byli z Gdańska, więc konkurencja turystyczna nie da się w żaden sposób porównać. Ale byli zadowoleni, podobały się te kątki Gorzowa, w które zaprowadziłam. Była to w krótkim czasie wycieczka prywatna – nie przez biuro, nie duża grupa, a jedna rodzina. I kolejny raz udało mnie się wyznaczyć hity wycieczkowe. Przede wszystkim – rzeźby metalowe – tu absolutnym hitem jest rzeźbka Edwarda Jancarza, postać Jana Korcza, Nelly oraz …. Janusz Gorzowski. Po drugie – kamienice gorzowskie wzorowane na art deco berlińskim. Po kolejne zieleń. I hit absolutny – bulwar. Żałowaliśmy, że nie ma kawiarni, żeby sobie usiąść i wypić kawę oraz sok. No i jak padło pytanie o smaki lokalne, to mogłam opowiedzieć, co uczyniłam zresztą, o renecie landsberskiej. Ale znów nie mogłam powiedzieć, gdzie można ciastka z renetką skosztować albo kupić słynne masełko jabłkowe. Tego zwyczajnie brakuje. Podobnie jak i knajpeczki, gdzie można byłoby posmakować lokalnego jedzenia. A jak wziąć pod uwagę, że Miasto to jednak tygiel kultur i nacji, to jednak szkoda. Może jak już ruszą knajpki na bulwarze, na co wszyscy czekamy, to się ta kwestia zmieni. No i jeszcze jedna kwestia. Zwyczajnie brakuje w mieście miejsca, czytelnego i łatwo dostępnego, gdzie będzie można kupić choć najmniejszą pamiąteczkę. Magnesu, pocztówki, mapki, książeczki – i tu wiem, że to jest jednak trudne. Bo liczą się zyski, bo ktoś, kto się zdecyduje na poprowadzenie takiego miejsca, stoi na trudnej krawędzi. Bo jednak turystyka to ta gałąź biznesu, która się w mieście nie umie zagnieździć i nikt nie ma pomysłu, co i jak zrobić, aby była. No cóż, Gorzów to jednak nie jest Saint Tropez i nie ma się co łudzić, że turyści będą do nas drzwiami i oknami walić. Może jak już ruszą, w co wierzę, knajpeczki na bulwarze, to wówczas tam będzie można drobne rzeczy, pamiąteczki kupić. Wszak jest w mieście pewna firma, która ma już dobre doświadczenia w promocji, ma w ofercie rzeczy, które można kupić jako pamiątki. Może trzeba jeszcze poczekać i liczyć na takie powiązanie różnych turystycznych gałęzi.

No i dobrze by było, żeby może miasto też zdecydowało się na lepszą promocję swoich gotowych produktów. Mam na myśli choćby książki dotyczące miasta, w tym Wzorce dzieciństwa Christy Wolf, Rubież Natalii Bukowieckiej-Kruszony czy zupełnie zapomnianą a niesłusznie książkę Ilony Sychwskiej-Rosiek Spisek nad Wartą. Naprawdę mamy się czym chwalić. A jakby jeszcze do tego dodać małe folderki reklamowe…. A jak do tego dołożyć siłę Królowej Jadwigi na rzece, to naprawdę można fajne rzeczy osiągnąć. Pomarzyć dobra rzecz.

I naprawdę zdarzają się coraz częściej turyści, zdarzają się, warto o nich zadbać.

Ps. Dziś 24 czerwca. Świętego Jana. Zgodnie z tradycją, można się swobodnie kąpać w rzekach i jeziorach…. Sezon letni uważam za otwarty…. No cóż. Ja człowiek, który nienawidzi lata, zaczynam odliczać dni do przesilenia jesiennego i do zimy. Oby w końcu do nas ta śnieżna i mroźna przyszła. No cóż, trudno. Tęsknię do chłodu i już.