W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Estery, Kiry, Rudolfa , 7 lipca 2020

I znów powstaje strategia rozwoju miasta

2020-06-29

Już to chyba było. Spotkania z przedstawicielami różnych dziedzin, potem kwerendy, ankiety i takie tam różne. I co? I raczej nic.

Wzruszają mnie zawsze opowieści o budowaniu różnych strategii, o tworzeniu długofalowych planów, które mają dać tylko dobre lub bardzo dobre efekty. Z dużą dozą tkliwości patrzę, jak o dwa pokolenia młodsi ode mnie eksperci z pozorną uwagą słuchają, co mam do powiedzenia, kiwają uczenie głowami, coś tam notują, a potem i tak robią po swojemu, bo w swoim mniemaniu mają rację. Z dużą dozą sympatii słucham różnego rodzaju ekspertów, którzy mają żadne doświadczenie, ale i tak wiedzą lepiej. Przeżyłam w różnych miastach kilka różnych strategii i planów, przeczytałam stosy kwitów, jakie po przygotowaniu tychże powstało i zawsze z taką samą zadumą patrzyłam, co z owych strategii, planów, założeń i jakkolwiek to zwać, zostawało.

Dlatego z podobną tkliwością będę patrzeć teraz na budowanie nowej strategii. Znów zjadą się stratedzy Bogi wiedzą skąd, znów pani lat 25 będzie mnie pouczać, że przecież lepiej dla mnie będzie jeśli… – i tu każdy może sobie wpisać, co chce, bo to w gruncie rzeczy znaczenia żadnego nie ma. I tak wyjdzie jak zawsze to samo, czyli poza pogadaniem, wyprodukowaniem stosów zadrukowanego papieru i przekonaniem iluś ludzi, że stworzyli coś genialnego, nic z tego nie będzie.

Dlaczego nie? Bo ludzie są tylko ludźmi, niezależnie gdzie mieszkają. Bo czy to będzie Gorzów, czy to będzie Poznań, Nowy Jork, Tallin, czy mała Skwierzyna, społeczności rządzą się swoimi prawami. Ludzie lubią wygodnie i spokojnie żyć, mieć dostęp do dóbr kultur (nie wszyscy oczywiście), nie lubią, jak im się za bardzo w garnki zagląda. Poza tym lubią mieć proste chodniki, parki w zasięgu niedługiego spaceru, gabinet lekarza i może dobrą kawę na dzień dobry.

Na pewno nie bardzo lubią być na siłę socjalizowani – przykłady? Proszę bardzo. Pomysł na rady osiedli nie sprawdziły się nigdy. Właśnie świętujemy 75. rocznicę porzucenia takiego projektu w mieście. Nie lubią też, jak im się tworzy przestrzenie aktywności takiej, jakiej oni nie akceptują – siłownie pod chmurką są tego najlepszym przykładem lub tworzenie sąsiedzkich podwórek, bo wspólnoty sąsiedzkie już zwyczajnie nie mają zwyczaju przesiadywać w takich sztucznie utworzonych miejscach. Skąd wiem? Ano stąd, że mieszkam w starej kamienicy z utrwaloną od II wojny tkanką ludzką.

Rozumiem, że trzeba pewne rzeczy projektować, ale ja mam zwyczajnie ograniczony margines zaufania do długofalowych i szumnie nazywanych planów. Wystarczy bowiem niewiele, aby wszystko wzięło w łeb. Tak jak moje tegoroczne plany, przynajmniej na tę część roku. Wszystko było poukładane, zapięte, nic tylko realizować. I co? Przyszła zaraza i wszystko szlag jaśnisty trafił. Ale niekiedy i zarazy nie trzeba, aby wszystkie plany czy też strategie wzięły w łeb. Wystarczy, że ludzie,  którym coś się zaplanowało, powiedzą nie.

Dlatego też z dużą tkliwością będę patrzeć, jak powstaje nowa strategia. Z dużą tkliwością. I chciałabym dożyć faktu jej wdrażania. Naprawdę życzę powodzenia w realizacji. Ale złudzeń za bardzo nie mam.

I z drugiego kątka. To nie był dobry weekend z kilku powodów. Na kłopoty rodzinne nałożyły się inne sprawy. Ale najbardziej przykra informacja przyszła od Bogdana Dziekańskiego, który poinformował, że na Niebieską Muzyczną Łąkę przeniósł się Freddy Cole, gwiazda amerykańskiego jazzu, która w 2008 roku zagrała w Gorzowie. Pamiętam ten koncert, pamiętam bardzo dobrze. Rozumiem, że na każdego z nas czeka ta sama noc, ale jednak smutno się robi, kiedy odchodzą najwięksi.

Prezes Dziekański miał i ma szczęście do gwiazd, zawsze w Piwnicy gościli i mam nadzieję, że będą gościć znakomici muzycy. A pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu ktoś chciał nam w myśl jakiejś strategii odebrać Piwnicę…. Do dziś mam ciarki na grzbiecie, kiedy o tym pomyślę. Fakt, staram się rzadko o tym myśleć.