W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Emila, Karoliny, Kary , 5 sierpnia 2020

Klub wraca tam, gdzie jego miejsce

2020-07-01

Klub Pioniera wyszedł jakieś kilka lat temu z Muzeum Lubuskiego, posiedział sobie w centrum, a teraz wraca do Muzeum i to jest najlepsza z możliwych decyzja.

Klub Pioniera wymyśliła i nadal animuje Honorowa Obywatelka Miasta pani Zofia Nowakowska, historyk z wykształcenia i zamiłowania, swego czasu szefowa Muzeum. To ona pierwsza uznała, że trzeba zadbać o pamiątki po tych, którzy tu, na ten Dziki Zachód przyjechali po zakończeniu II wojny światowej. To ona pierwsza zaczęła systematycznie gromadzić wspomnienia i inne świadectwa tworzenia się polskiej państwowości na tym absolutnie obcym terenie. Systematycznie, bo niby jak ma robić zawodowy historyk, który lubi swoją pracę. I tak sobie Klub działał, aż zmieniła się dyrekcja Muzeum i musiał się wyprowadzić. Przeniósł się zatem na Obotrycką i też sobie jakoś tam działał.

Ale czas ma to do siebie, że biegnie nieubłagalnie i niesie za sobą różne zmiany. Przyszedł czas, aby Klub wrócił do matecznika, czyli do Muzeum Lubuskiego. I bardzo dobrze. Bo pani Zofia zaczęła niedomagać, trzeba ją wesprzeć w tym, co dla pamięci pierwszych polskich mieszkańców miasta robi. No i wsparło ją w tym dziele muzeum. Myślę, że kwestią czasu i to raczej w krótszej perspektywie będzie przejecie klubu przez pracowników muzeum. Być może trzeba się będzie zastanowić nad formułą istnienia, bo i Pionierów ubywa, ale i wydaje się, że niknie zainteresowanie także okresem pionierskim tych ziem.

Być może klub zmieni się w jakąś muzealną komórkę, która będzie nadal zajmować się pionierami, historią tworzenia się polskości na tych ziemiach, ale w taki sposób jak dziś historycy zajmują się powstaniami styczniowym i listopadowym. Oczywiście zapomnieć wkładu tych ludzi w małą ojczyznę zwyczajnie nie wolno, ale trzeba iść do przodu.

Razem z klubem do Muzeum przeniosło się Polskie Towarzystwo Historyczne. I też dobrze, bo po co mają się historycy tułać po jakichś tam biurach, skro mogą mieć siedzibę właśnie w willi Schroederów. Ja tam też bym chciała mieć swoją siedzibę w tak pięknym i tak historycznie naznaczonym miejscu.

Inna rzecz, że takie przenosiny oznaczają także pewne uporządkowanie przestrzeni historycznej. Mam na myśli dokładnie tylko to, że w jednej placówce zajmującej się historią znów znajdują się dwie ważne społeczne organizacje też zajmujące się historią. Bardzo dobrze. A z a drugiej strony historią miasta, ludzi, dziejami Dzikiego Zachodu zajmuje się wiele różnych instytucji w mieście. No jakoś tak się dziwacznie porobiło.

A teraz z drugiego kątka. Otóż w symboliczny sposób odbył się Festiwal Tańca, jedna z moich najbardziej ulubionych imprez w mieście od lat. Oczywiście w wersji ludowej lub folkowej, bo na tych innych tańcach typu modern to się słabo znam, a balet klasyczny najlepiej się sprawdza na innych scenach. Oglądałam w Internecie początek i koniec, czyli występy gorzowskich zespołów tanecznych, jednego ze znaków kulturowych miasta. I tak sobie myślałam, ile w gruncie rzeczy straciliśmy przez zarazę. Ile wszyscy w różnych aspektach własnego życia straciliśmy. Ja swoje plany i wakacje, inni dużo więcej.

Mam nadzieję, że jednak kiedyś to cholerstwo w jakiś sposób zostanie opanowane, na tyle, aby dało się zwyczajnie z tym wirusem żyć i znów wrócimy do normalnego życia. Oby jak najszybciej.

Ps. Dziś mija 30 lat od chwili, gdy Cygański Teatr Muzyczny Terno wyjechał na tournée po zachodnim wybrzeżu Francji. Zresztą Terno się trochę napodróżowało po świecie. Bo i w USA koncertowali, ale i całej Europie. A cała Europa przyjechała do Gorzowa na Romane Dyvesa, festiwal, który chyba też tylko wirtualnie się odbędzie.