W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Emila, Karoliny, Kary , 5 sierpnia 2020

Mickiewiczowi znudziło się stanie w worku

2020-07-04

Przyjechałam na moment do miasta i tu taki siurpryz. Mickiewicz Adam stoi nadal tam, gdzie stał, ale już bez wora. Wieszczowi chyba znudziło się stanie w opakowaniu.

Szłam sobie wolnym krokiem od dworca Gorzów Wielkopolski Centralny ku domu swemu. Miałam w pamięci, że tramwajki już ruszyły, ponoć bezszelestnie już jeżdżą, więc uwaga była mocna, bo po co pod bimbką życie kończyć. Przeszłam przez tory, wlazłam na rondo nowe, bo jakoś tak po nim od długiego już czasu chodzę, a tu zonk… Oko moje złowiło postać Mickiewicza Adama, z tą jego dłuższą ręką, grzywą rozwianych włosów i generalnie z marsową miną.

Wow, pomnik, pierwszy polski w darowanym Polakom niemieckim mieście dzięki wielkiej polityce, wyzwolił się z czarnego wora. Pewno ktoś pomógł, bo nie myślę, że samemu mu się to udało. W każdym razie, znów można się pogapić na Mickiewicza. O tyle ciekawe to jest, że stoi na poziomie ulicy, czyli można zobaczyć wszystkie drobne a istotne rzeczy ważne w przypadku dzieł sztuki. Bo mimo wszystko, mimo chichotów z pokraczności tej rzeźby, jest ona dziełem sztuki. Postałam chwilkę niedługą, pogapiłam się na Wieszcza, wygłosiłam stałą regułkę moją w przypadku artefaktów tego poety wygłaszaną (nie przytoczę, bo i po co denerwować fanów). Zapowiedziałam wieszczowi, że wrócę znów, aby dokładnie go obfotografować i poszłam sobie dalej, ku domu memu.

A potem usiadłam na własnej kanapie i znów mnie najszło myślenie o Mickiewiczu, a dokładnie o tej rzeźbie. To jakieś fatum chyba, cholera jasna, jest, że muszę o tym myśleć. Bo ja, absolutnie nie fanka postaci oraz spuścizny, myślę o tym, jak potraktowano pierwszy polski, pierwszy patriotyczny znak w mieście. Nie kocham poety ani jego dzieła. Więcej, nie lubię i absolutnie nie cenię. Ale zawsze w przypadku tej rzeźby myślę o ludziach, którzy przyjechali do dobrze zorganizowanego, niemieckiego miasta. Ci ludzie musieli się oswoić, omoić to miasto. I kiedy już się pogodzili, że będą mieszkać w tych kamienicach, w tych mieszkaniach, gdzie łazienka, lodówka, sedes to coś normalnego, to zapragnęli mocno zaznaczyć polską obecność. Złożyli się na ten z lekka pokraczny (w Szczecinie mają bardziej pokraczny) pomnik. Był dla nich ważny. A za nimi i dla nas. A teraz co? A teraz nie wiadomo co.

Szkoda bardzo, że ten akurat pomnik, ta rzeźba stoi otoczona technicznym płotem. Zapomniana, nikomu nie potrzebna. Może kilkunastu ludziom w mieście, ale generalnie niepotrzebna. Bo mam nieodparte wrażenie, że nawet jak Mickiewicz stanie gdzieś tam, to będzie właśnie gdzieś tam. Szkoda zatem wysiłku tych pierwszych. Szkoda bardzo. No cóż. Może właśnie tak ma być. Doprawdy tak ma być? Ja w każdym razie z rana pójdę i sobie pofotografuję. Tyle mojego będzie.

A teraz z drugiego kąteczka. Otóż dworzec Gorzów Wielkopolski Centralny chyba nie na wyrost jest nazywany centralnym. Bo ożył peron numer 2. Do tej pory przez lata było tak, że żył peron nr 1 i nr 4. A teraz pociągi z daleka zajeżdżają na nr 2. Kasy nieczynne, bo pracują do 17.00 czy 18.00, sklepiku z gazetami i przekąskami nie ma, maszyna do kawy nie działa, w biletomacie wielu biletów nie kupisz, toalety nie ma, ale pociąg zajeżdża na peron 2. No panie i panowie oraz ty dziatwo szkolna, którzy po kraju lubicie się szwendać, mamy kolejny peron. Tylko po co? No właśnie po to, aby gorzowski dworzec (w moim języku jednak jakiś taki kurnik z pretensjami do wielkości) nazywał się główny lub też centralny. Dobre w tym wszystkim jest i to, że choć tablice informacyjne zaczęły działać. I tam jak wół na miedzy stało – pociąg z daleka zajeżdża na peron 2. Niemal jak ten z Harry Pottera… Dziwne.

Ps. Dziś 4 Lipca, Dzień Niepodległości, najważniejsze święto USA. Uwielbiam amerykańskie kino, te filmy, w których jest mowa o Dniu Niepodległości. Mnóstwo ich jest. Mnie zawsze wzrusza podejście Amerykanów do tego dnia. Gdziekolwiek są, ten dzień jest celebrowany i świętowany. W taki sposób, że można się by było i trzeba uczyć. Dla mnie prywatnie 4 lipca jest też dniem pamiętnym. Bo milion lat temu stałam w wijącej się kolejce do konsulatu amerykańskiego po wizę do USA. To było dokładnie 3 lipca, czyli dzień wcześniej. Wszyscy bywalcy gadali, że nic się nie uda, bo oni już świętują. Miałam coś 160 numer… Nie wyglądałam jak ktoś, kto wizę winien dostać. Dostałam. Jedną z siedmiu tego dnia. Dziś Dzień Niepodległości. Wszelakiej. Niepodległość to faza umysłu. Wówczas konsulowie to wiedzieli. Dziś też wiedzą. Wszystkiego najlepszego wszystkim, dla których niepodległość, wolność, swoboda myśli i czynu jest ważna. Wszystkiego naj. A amerykańska wycieczka uświadomiła mi jedno. Jak się czegoś bardzo chce, to się to osiąga. Zawsze. Potem pojechałam do Ukrainy, Gruzji, Izraela, Japonii, wszędzie…. Przyjaciołom i rodzinie w dniu ich najważniejszym wszystkiego naj. Ta pogardzana Ameryka potrafi jednak czegoś nauczyć.