W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Damiana, Mirabeli, Wincentego , 27 września 2020

Deptak coraz bardziej rozkopany

2020-07-24

Nie wiem, do czego służą takie wielkie świdry, ale takie coś właśnie pojawiło się na Chrobrego. Remont rozkręca się coraz bardziej.

Przyglądam się z uwagą remontowi Chrobrego, bo jest to zwyczajnie fascynujące zajęcie. Nie ma ulicy, są za to głębokie wykopy, coraz głębsze po prawdzie. Ludzie tam też tymi łopatami machają. Coraz to nowe ustrojstwo maszynowe się pojawia. No jednym słowem, dzieje się i to całkiem sporo.

Fakt, przechodniom mały skrawczek chodnika został po jednej i po drugiej stronie, ale skoro ma być dobrze, to przeczekamy. Postanowiłam zatem sprawdzić, jak sobie radzi lokalny biznes z tą mocno niewygodną sytuacją. No i optymizm na razie jeszcze jest. Od kilku właścicieli lokalnych biznesów usłyszałam, że jak na zarazę i takie remonty, to i tak nie jest źle. Bo przecież mógłby nikt nie przyjść, a ludzie jednak przychodzą. Od kolejnej osoby dowiedziałam się, że przeczeka całą tę zadymę, bo ma być pięknie i się szybciej skończyć niż przy Sikorskiego, ale o najgłówniejszej ulicy w mieście ten ktoś nie chciał mówić, tylko machnął ręka, bo i mówić za bardzo nie ma o czym. No i wszyscy snuli wizje, jak to będzie cudnie, kiedy już chodnik będzie równy i będzie można postawić stoliki i parasolki, no będzie cudownie. Takie są nadzieje. No i tylko jedna prośba od wszystkich, żeby nie przywalić deptaku czymś takim jak na Sikorskiego oraz pomyśleć o zieleni – i też nie w donicach, ale gruncie.

Powiem tak, byłam i nadal jestem zaskoczona optymizmem lokalnych przedsiębiorców. Ja tamtędy jedynie przechodzę, ale optymistką wcale nie jestem, ani troszeczkę. Bo jakoś zwyczajnie nie wierzę, że tym razem uda się bez opustek i jakichś krzywych rzeczy. Tak więc lokalni przedsiębiorcy są ode mnie o niebo lepsi, bo mają w sobie nutkę optymizmu…

A teraz z drugiego kątka. Otóż z Książnicy dochodzą coraz to lepsze informacje. A dokładnie chodzi o to, że biblioteka kupuje książki jak szalona. Nowości jest cała masa, coraz to nowe tytuły dochodzą… No nic innego człowiekowi nie zostaje, tylko czytać.

A tak swoją drogą, to bardzo dobrze, bo choć istotą bibliotek wszelakich jest gromadzenie literatury wszelakiej i jej udostępnianie, to tak naprawdę gros czytelników ściągają właśnie nowości. Mówią to wszyscy bibliotekarze, więc chyba w tym jest rzecz. Jeszcze jakiś czas temu biblioteka cierpiała na braki nowości, teraz to się mega poprawiło. Ale bardzo dobrze, że można tam wypożyczyć stare książki, jak choćby Cholonka Janoscha, którego ja zwyczajnie kocham. Podobnie jest z książkami z czasów ponoć słusznie minionych, choć chyba jednak nie. Ostatnio musiałam sięgnąć do takich strasznych ramot z czasów socrealizmu i co? I były…

Dyrekcja Książnicy zapowiada, że nadal będzie kupować nowości, czyli raj dla czytaczy będzie się powiększał.

Ps. I teraz odrobina prywaty będzie. Jak nie macie pomysłu na sobotni wieczór, to namawiam do pójścia na koncert na Starym Rynku. Tam zagra kapelka FolkFor dowodzona przez pana Grzesia Tobisa, na co dzień klarnecistę Filharmonii Gorzowskiej. Kapelka gra przecudowną muzykę – taką etno, taką folk, taką z lekka ludową, no coś absolutnie przepięknego. To takie granie, że od razu na duszy się robi radośnie, a wszelakie smutki idą precz. Polecam bardzo.