W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Damiana, Mirabeli, Wincentego , 27 września 2020

Miasto zapowiada porządki wokół Chrobrego

2020-07-25

No i lepszej informacji dnia być nie mogło. Magistrat zapowiada, że chce szeroko patrzeć na miasto i będą porządki przy niegdysiejszym Szlaku Królewskim.

Nikomu nie trzeba tłumaczyć, co to Szlak Królewski, ale jakby kto zapomniał przez te wszystkie remonty, to przypominam - ul. Chrobrego i Mieszka I od katedry do placu Grunwaldzkiego. Prawda, że trudno dziś to miejsce nazywać takim szlakiem? No w każdym razie, przebudowa torowiska hula na potęgę, wykopy są tam takie, jakby szukano skarbów jakowychś. 

Ostatnio miasto ustami rzecznika zapowiada, że będzie porządkowanie tego terenu, co prawda na razie mowa jest o McDonald's i terenach głównie tam. Ale ja mam nadzieję, że na tym się nie skończy i impet pracy porządkowej skieruje się na kawałki ulicy dalej. No i jakby kto w magistracie nie wiedział, albo zapominał, co tam jest, to pozwolę sobie króciutko wyłuszczyć.

Zakładam zatem, że o trawniku - tak zwanym ziołowym pisać nie muszę, bo to właśnie otoczenie McDonald's.  Ale o byłym kinie Słońce i tym paskudztwie, co je teraz okrywa, to już zwyczajnie muszę napisać, bo może ktoś zapomni. I nie przekonuje mnie, że to własność prywatna. Istnieją sposoby, aby opornych właścicieli zmusić do działania czyli zmiany tego okropieństwa. Tuż obok jest mega zaniedbany kawałek, na którym dziś parkują samochody, a kiedyś, kiedyś, kiedy rosło tam wysokie i stare drzewo, był ogródek całkiem niezłej restauracji z włoskim jedzeniem na moją kieszeń. Potem drzewo wycięto, gruzy zostawiono i straszy. 

Idźmy dalej. No i to już poważny problem, bo Szkoła Muzyczna. Co prawda, ma się ona przeprowadzić do Kwartału Kultury, w który ja nie wierzę, ale niech ta będzie. Zostaje budynek, który na już potrzebuje albo remontu albo... I to słowo absolutnie nie przejdzie mi przez usta. Ale idźmy dalej - po drugiej stronie - wyrwa w pierzei. Dziś tam stoi zapomniany przez wszystkichrapawilonik oraz większy z tureckim jedzeniem. Do urody im daleko, zwłaszcza kiedy się weźmie pod uwagę najbliższe sąsiedztwo. Po przeciwnej stronie - śliczny (mógłby być) skwerek malarzy, który trzeba uporządkować właśnie, pomyśleć o nowych ławeczkach, dosadzeniu zieleni, wyprowadzeniu stamtąd pojemników na odpadki i dostawieniu nowych koszy na śmieci. Takich już zamkniętych, jakie są w normalnych krajach, żeby te czarne ptaszory nam miasta nie zaśmiecały.

Idźmy krok dalej - ulica Łokietka, ale za kawiarnią Śnieżka. Na już obowiązkowo trzeba wyprowadzić tych ponad dziesięć kast na odpady domowe i uporządkować. 
I tak dalej, i tak dalej. Jak widać, roboty jest mnóstwo, ale jak ktoś zechce, to czemu nie, czemu ma się nie udać. Ja tam sceptyczna jestem zawsze, jeśli chodzi o działania urzędników, ale tym razem będę trzymać mocno kciuki. Niech się choć to uda bez jakichś krzywych i dziwnych działań. Niech choć to.
A teraz z drugiego kątka. Otóż pojawiły się znaki gorzowskie na najsłynniejszej budzie z kebabem w Berlinie. Mam oczywiście na myśli Mustafa's Gemuse Kebap na Mehringdamm - jedyna buda z kebabami, o której piszą wszystkie przewodniki świata i miejsce, które jak magnes ściąga wszystkich turystów. Stać w kolejce trzeba coś ze 40 minut, chyba że się człowiek pojawi o 4.00 nad ranem. Ale o znakach miało być, a nie kolejkach. No więc jak się człowiek mocno przypatrzy upstrzonej różnymi nalepkami ladzie, to zobaczy nalepkę też z Miasta nad Trzema Rzekami. Zawiozła ją tam i przykleiła osobiście Marysia - córka znanego gorzovianisty. Czego ja osobiści bardzo gratuluję, bo mnie to do głowy wcześniej nie wpadło, a do stolicy zachodnich sąsiadów jeżdżę jak po tlen. Inna rzecz, że ja jakoś rzadko staję w tamtej kolejce, i nie, nie jadłam nigdy tego kababu. W każdym razie, teraz każdy, kto z miasta na ten przysmak pojedzie, będzie się mógł pogapić na znaki rodzime. I zakładam, że lepiej się mu ten kebab będzie jadło. Jakoś tak jest, że lubimy wszędzie widzieć jakieś swoje znajome rzeczy. 

Ps. Dziś mija 115 lat od chwili, gdy firma Willy’ego Senckpiehla (1875-1947) rozpoczęła budowę nowego kościoła św. Krzyża przy  ul. Warszawskiej wg projektu Konrada Nonna (1877-1947). Pierwszy po schizmie Marcina Lutra katolicki kościół w Landsbergu. Moim zdaniem najpiękniejsza gorzowska świątynia, choć szczególny sentyment mam też do kościoła Marcina Lutra właśnie, czyli p.w. Chrystusa Króla. I jakby kto pytał, w tym rankingu katedra jest poza wszelakimi gradacjami...