W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Alfreda, Maksymiliana, Selmy , 14 sierpnia 2020

Wielkie koszenie trwa, a mnie telepie

2020-07-29

Telepie mnie szlag jasnym, bo nie ma potrzeby tego robić. Nie ma potrzeby koszenia. No i telepie mnie kichanie.

Nie uwierzyłam, kiedy usłyszałam charakterystyczny odgłos. Zwyczajnie nie uwierzyłam. A potem minęłam róg ulicy i co? I oczywiście. Jakaś mocno zmotywowana ekipa cięła trawę równo z gruntem. Tę lichą trawkę, która z trudem daje sobie radę w ten nieobliczalny pogodowo czas. Leciały skoszone trawki aż niemiło było patrzeć. Leciały, a mnie serce coraz mocniej bolało i zwyczajnie zaczynało brakować chustek do nosa, bo tylko jedną paczuszkę miałam ze sobą.

Tyle się prosi, mówi, tłumaczy, grozi, no nie wiem co jeszcze, żeby miejskie trawniki zostawić w spokoju, nie ciąć, nie kosić, pozwolić rosnąć zielsku swobodnie. Dbać tylko o to, żeby na chodniki nie wyłaziło i żeby Barszcz Sosnowskiego albo trujący bluszcz tam się nie rozplenił.

Zmiany w pogodzie są takie, że naprawdę trzeba dbać o każdy zielony badyl. A wykoszenie trawy, która i tak słaba i niepielęgnowana poza cieciem jest, do niczego dobrego nie doprowadzi. Tyle razy już magistrat obiecywał, że kosić nie będzie, a tu co? Ano kiszka zwyczajna.

Powiem tak, zaczynam mieć głęboki wstręt do regulowanej przez człowieka zieleni. Zaczynam nie lubić słynnych barokowych ogrodów, dla których do niedawna szwendałam się po Saksonii. Przestają mnie się kompletnie podobać te przystrzyżone i ułożone zgodnie z linijka i ekierką ogrody, bo stają się złym wzorcem dla innych.

Koszenie w mieście ma dla mnie jeszcze jeden zły aspekt. Trawki nie są sprzątane i latają potem jako to suche siano. Jestem alergikiem, mocnym. Kichanie i ból głowy oraz spojówek powodują u mnie nie tylko latające pyłki i mocne olejki eteryczne, ale także suche siano. Dlatego też prywatnie cholera i wszystkie inne plagi mnie telepią, kiedy słyszę charakterystyczny, niczym niepodrabialny dźwięk kosiarek do zieleni.

A teraz z drugiego kątka będzie. Otóż miasto zakończyło przetarg na monitoring. Ma być przecudownie, bo i system informacyjny miejski komunikacyjny jak w każdym cywilizowanym mieście, ale i samo zerkanie na miasto – co się w nim dzieje, też ma to dać. Oj, oby. Skoro ludzieńki same nie umieją zadbać o swoje, pozwalają na niszczenie fasad i tego, co miejskie, to może kaganiec podglądu, jak w „1984” Orwella pomoże… Ja tam idiotką nie jestem i nie bardzo wierzę, że dzięki temu uda się połapać i przykładnie ukarać tych debili ze sprejami. Piszę tak, bo tak o nich myślę. Bo kim trzeba być, aby popaćkać nową elewację? Przykład – świeżutki, proszę bardzo – jeden z 10-piętrowców przy ul. Jagiełły. I nie chodzi mnie o treść napisu, tylko o sam fakt.

Poczekamy zatem na monitoring, zobaczymy, co nam on da. Jak pierwszy wandal ze sprejem zostanie ukarany, powiem, że warto było.

Ps. Dziś mija 60. rocznica śmierci Wilhelma Meyera (80 l.), byłego miejskiego radcy budowlanego (1921-1933), który kierował budową nowego mostu na Warcie, nowego ratusza i modernizacją teatru. Radca byłby dziś szczęśliwy z tego, jak Osterwa wygląda.