W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Alfreda, Maksymiliana, Selmy , 14 sierpnia 2020

Teraz została już tylko legenda

2020-07-30

Na Niebieskie Łąki fotograficzne przeniósł się Zenon Kmiecik, faktyczny ostatni ze Stolika nr 1. Została już tylko legenda….

To nie był dobry wczesny wieczór. Zadzwonił telefon, przemiła znajoma powiedziała, że nie żyje Zenek Kmiecik. Zmartwiłam się bardzo. Bardzo, bo zwyczajnie kilka dni temu o nim myślałam. Nie widziałam go od jakiegoś pokaźnego czasu. Od ludzi z Jazz wiedziałam, że chory jest i raczej z domu nie wychodzi.

Zenka bardzo dobrze znali bywalcy Jazz. Od zawsze z aparatem, od zawsze fotografujący różne wydarzenia. Od zawsze w dobrej komitywie z jazz gwiazdami. Szczupły, niezbyt imponującego wzrostu, w okularach. Kiedyś zawsze w towarzystwie żony Urszuli, potem sam z synem, aż w końcu sam.

Życzliwy, nienarzucający się w żadnym towarzystwie. Ostatni faktyczny zasiadacz przy legendarnym Stoliku nr 1.

Z chwilą jego odejścia Stolik na dobre przeniósł się na Niebieskie Łąki. Pozostała tylko legenda i jakieś tam szczątkowe opracowania. Myślałam wczoraj w nocy, że może potrzeba zasiąść i tę legendę jakoś opisać. Ale jak? Tak legendowo, tak bajecznie, tak krotochwilnie, czyli nieprawdziwie. Czy też tak, jak to teraz trzeba, z całym aparatem naukowym, z szukaniem po archiwach i w różnych zakamarach, jak to zrobił prof. Dariusz Aleksander Rymar w stosunku do Zdzisława Morawskiego i wyszło mu z tych poszukiwań, że było dwóch Morawskich – ten prawdziwy – zupełnie nieznany i ten nieprawdziwi – znany wszystkim starszym uczestnikom kultury gorzowskiej jako Książę Poetów. Ten mi wykreowany sam przez siebie.

Myślałam długo. Grał mi Jan Sebastian Bach, jak zwykle słuchałam jego suit wiolonczelowych, tym razem w wykonaniu Mischy Maiskyego i dochodziłam coraz bardziej do wniosku, że jednak ja się za to nie wezmę.

Zenek Kmiecik niczego w swoim życiu nie udawał, niczego nie kreował. Robił dobre zdjęcia, pijał wódeczkę z przyjaciółmi artystami, siadał z nimi przy jednym stoliku, dokumentował ich życie. Był stale obecny w gorzowskiej kulturze przez kilka dziesięcioleci. Był super fajnym człowiekiem. Starsi gorzowianie, ci, co nie uczestniczyli w gorzowskiej kulturze mogą go pamiętać, jak stał na progu Foto Koralewski z fajeczką. Bo jak nie było klientów, to czemu nie zapalić? Ci, co w kulturze uczestniczą, pamiętać go będą, bo był zawsze obecny na różnych imprezach.

Ostatnie ziemskie pożegnanie Zenka we wtorek o 11.00, w kaplicy za Products. Dziwnie się pisze takie słowa. Tym bardziej dziwnie, że jak mówił mi przed laty Zenek – Wiesz, ta moja ławka jest coraz bardziej pusta, coraz mniej nas jest, a właściwie zostałem sam. Teraz już na tej ławce nie ma nikogo.