W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Luizy, Włodzmierza, Zuzanny , 11 sierpnia 2020

Może powinniśmy wziąć przykład z sąsiada

2020-07-31

Koszulki z logo, plecaczki, mapki, widokówki, i całą masę ciekawych gadżetów reklamowych można dostać w Punkcie Informacji Turystycznej. U nas? Ano nie.

Poinformowała mnie przemiła znajoma, że mnóstwo interesujących rzeczy można dostać w Punkcie Informacji Turystycznej. Już się mocno ucieszyłam, że jednak ktoś coś postanowił zmienić w temacie promocji miasta poprzez gadżety, ale potem zobaczyłam, że to jednak nie o nas chodzi. Bo dziesiątki naprawdę interesujących turystycznych drobiazgów za bardzo rozsądne ceny można owszem nabyć, ale w Dębnie.

Popatrzyłam sobie na ich promocję miasta właśnie przez pamiąteczki i zwyczajnie pozazdrościłam. Bo wybór jest doprawdy imponujący. Blisko 50 różnych rzeczy i wszystkie z logo miasta, które jakoś tak specjalnie turystyczne nie jest.

Powiem tak, nawet największa maruda – dla przykładu taka, jak ja, coś dla siebie znajdzie. Bo i książki o Dębnie, w tym literackie, bo mapki, bo pamięć zewnętrza, bo przypinki, bo okulary, czapeczki, koszulki, smycze, torebki różne i wiele innych rzeczy. I wszystko w naprawdę rozsądnych cenach. Jedyne wspólne, co mamy z Dębnem w tej kwestii, to to, że Punkt usytuowany jest w Bibliotece, przepięknym budynku, który sam dla siebie jest wart odwiedzenia. Wszystkie rzeczy wyeksponowano w przeszklonych gablotach. Każdy może wejść i popatrzeć oraz najzwyczajniej w świecie kupić.

Jaka szkoda, że u nas ciągle to się nie udaje. Ciągle nie ma woli, żeby akurat tym się zająć. A przecież są nieśmiałe próby, aby wyjść z tego martwego punktu. Jest Wild West, jest PTTK Ziemi Gorzowskiej, cos tam ma Muzeum Lubuskie. Jakby to wszystko do kupy razem zebrać, to już byłby niezły początek. Do tego należałoby dołożyć jakiś miejski program – to naprawdę nie są jakieś wielkie pieniądze.

Wiem od Agnieszki Pospiesznej, do której trafiają turyści, że zapotrzebowanie na takie gadżety jest, bo jednak turyści trafiają do miasta. Poza tym sami gorzowianie nie raz, nie dwa szukają rzeczy, które mogą w jakiś sposób promować miasto, kiedy gdzieś tam jadą. Mówię o tym od dawna, bo rzecz staje się coraz poważniejsza. I naprawdę pora wielka, aby to się zmieniło. Skoro nikt w mieście nie ma pomysłu, to może warto pojechać do sąsiada i zapytać, jak oni to zrobili. Mało tego, podgorzowskie gminy też już zrozumiały potrzebę takich działań i zaczynają zmieniać swoje podejście do promocji poprzez niewielkie przedmioty opatrzne własnym logo. Takie czasy, że to robić zwyczajnie trzeba. A jak się weźmie pod uwagę fakt, że ze względu na zarazę ludzie z lekka zmienili sposób odpoczynku i jeżdżą w miejsca nieoczywiste, to co tu deliberować. Trzeba i już.

A teraz z drugiego kątka. Dziś mija dokładnie pięć lat od chwili, kiedy toodsłonięto dwa murale, powstałe z inicjatywy Stowarzyszenia Sztuka Miasta przy wsparciu Towarzystwa Miłośników Gorzowa, wykonane przez Krzysztofa Matuszaka, Tomka Sozańskiego i Magdalenę Brambor; jeden z nich znajduje się na budynku przy ul. 11 Listopada 113 i upamiętnia Christę Wolf (1929-2011), drugi – przy Teatralnej 38 i poświęcony jest Zbigniewowi Herbertowi (1924-1998). To był początek mody na takie malowidła naścienne i od tamtego czasu pojawiło ich się bardzo wiele, w większości, a właściwie wszystkie to ciekawe rzeczy odnoszące się do miasta – jego historii, tradycji. I choćby one mogą być natchnieniem dla twórców małych gadżetów reklamowych – bo ja dla przykładu, zbieraczka miedzy innymi coraz popularniejszych szmacianek chciałabym mieć taką z muralem z Zawarcia czy z osiedla Słonecznego. Te malunki mogłyby się znaleźć na miejskich magnesach, można byłoby wyznaczyć szlak turystyczny – mapka, niewielki folderek i już jest. Mamy przecież szlak figur metalowych – też przydałoby się opracowanie – to są gotowe znaki turystyczne. Trzeba tylko chęci, aby właśnie w tak nietypowy sposób zacząć się promować. Bo przecież Mury Miejskie i zabytkowe budynki są wszędzie.

Ps. A w Kostrzynie, mimo że festiwalu nie ma, pojawili się woodstockowicze. Będą robić wielką kostrzyńską domówkę z komputerami, ale na polu woodstockowym. Sporo znajomych już się też umawia na wspólne oglądanie najfajniejszego festiwalu pod chmurką razem – oczywiście w obowiązkowych strojach organizacyjnych, czyli w koszulkach. No takie fisie to ja bardzo dokładnie rozumiem….