W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Alfreda, Maksymiliana, Selmy , 14 sierpnia 2020

Zawyją syreny, warto się zatrzymać na chwilę

2020-08-01

Miasto tradycyjnie uczci pamięć Powstania Warszawskiego włączeniem syren o 17.00. W godzinę W warto się zatrzymać choć na chwilę.

Od lat ustalił się wzorzec postępowania - obchodzenia wybuchu Powstania Warszawskiego. Piszę świadomie nieortograficznie, bo winno być małymi literami, ale jako stara harcerka, przez pokaźną część życia związana ze środowiskiem Szarych Szeregów, jakoś inaczej nie umiem.

Wzorzec polega na tym, że wyją syreny, teoretycznie wszyscy winni się zatrzymać, przystanąć i pogrążyć w chwileczce zadumy. To czysta teoria, ale dobrze że choć ona jest. 

Od lat w chwili wybuchu godziny W myślę o znajomych, którzy walczyli w Powstaniu. Znałam ich całkiem sporo. Z jedną powstaniec, bo dostawała alergii na określenie powstanka, nawet trochę się przyjaźniłam. Ale z drugiej strony myślę też o Powstaniu przez pryzmat "Pamiętnika z powstania warszawskiego" Mirona Białoszewskiego i z biegiem czasu właśnie ta perspektywa staje się mnie coraz bliższa. Niemodnie i wręcz niepatriotycznie jest mówić u nas o tej perspektywie, ale właśnie spojrzenie na wojnę, na wszelakie powstania i rokosze z tej strony jest, przynajmniej dla mnie, coraz ważniejsze, ciekawsze i istotniejsze. 

A skoro mówię dziś o Powstaniu, to muszę przyznać, że zadziwiają mnie niektóre zachowania ludzi, którym się wydaje, że to znakomity sposób na obchody. Mówię tylko o gorzowskich przypadkach  - wycinanie na włosach kotwicy powstańczej, tatuowanie jej sobie na nogach, ryczenie na ulicach niezrozumiałych tekstów... No nie tak się powinno, moim zdaniem oczywiście, czcić ten bolesny w każdym aspekcie dzień. 

Nie ma w perspektywie historii wydarzeń ważniejszych w dniu 1 sierpnia. I raczej długo, długo nie będzie. 

A teraz z drugiego kątka. Zaraza trzyma, no w każdym razie nic nie wróży jej odejścia w jakiejś niedługiej perspektywie, ale nie znaczy to, że wszystko zamiera. Właśnie Filharmonia Gorzowska dostała katalogi od zaprzyjaźnionych instytucji, czyli od Państwowej Baranadenburskiej z Frankfurtu oraz z Herfordu. Podobnie jak mapy i przewodniki, tak samo lubię przeglądać właśnie katalogi z zapowiedziami tego, co ma nastąpić. Przewija się w mojej głowie muzyka, odkrywam coś nowego. No fajna zabawa. I tak sobie właśnie przeglądałam katalog z Frankfurtu, a tam niespodzianka. Otóż odkryłam, że prof. Monika Wolińska, której nikomu w Gorzowie przedstawiać za specjalnie nie trzeba, będzie dyrygować 30 października we Frankfurcie, a 1 listopada w Poczdamie właśnie Państwową Orkiestrą Brandenburgii. Na afiszu Koncert skrzypcowy D-dur op. 35 Piotra Czajkowskiego, czyli coś absolutnie pięknego oraz Symfonia d-moll nr 1 op. 13 Siergieja Rachmaninowa. Też coś absolutnie pięknego. Sprawdziłam, ile kosztują bilety - jakoś oszalale nie, więc jak nic nie stanie na przeszkodzie, to sobie się wybiorę i to chyba do Poczdamu, bo tam mi prościej dojechać niż do Słubic i Frankfurtu.

Pamiętam, jak jakiś czas temu byliśmy z przemiłymi znajomymi w Słubicach na koncercie, który Maestra poprowadziła właśnie z tą orkiestrą, to były zapowiedzi o tym, że dojdzie do stałej współpracy i doszło. Nam przychodzi tylko żałować. No cóż.