W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Damiana, Mirabeli, Wincentego , 27 września 2020

I znów z ziemi coś ciekawego wylazło

2020-08-05

Doprawdy w ciekawym mieście mieszkamy. Gdzie łyżka budowlańca w ścisłym centrum średniowiecznego miasta nie drapnie, to zawsze lub prawie zawsze znajdzie coś ciekawego. I także teraz się to stało.

Remont Spichrzowej pokazał, że w ulicy są pozostałości murów miejskich i jakiejści chyba baszty. Znów zrobiło się ciekawie, nawet bardzo. Bo naprawdę wyszły średniowieczne lub lekko późniejsze kamulce, które się w czytelne układy murów układają. Znów archeo ruszyło do roboty, znów mierzy, rysuje, fotografuje i opisuje. Może za jakiś czas doczekam się ciekawego artykułu w Nadwarciańskim Roczniku Historyczno-Archiwalnym. Mało tego – może. Zwyczajnie nalegam, tym bardziej, że akurat ten kawałek miasta jest jakoś tak średnio opisany.

Miastu serdecznie współczuję, bo na pewno jakieś opustki terminowe będą. Miastu w sensie magistrat. Miastu w sensie – my regionaliści i zaciekawieni przeszłością mieszkańcy, nawet tą dawną, gratuluję. Bo znów mały promyczek wiedzy o przeszłości został odsłonięty. I nawet jak trochę prace się spowolnią, to tylko dobrze. Dobrze tym bardziej, że jak już te wszystkie wykopki w centrum – ścisłym, historycznym, średniowiecznym mieście się skończą, to będzie materiału aż nadto, żeby w końcu dobrą monografię napisać. Kasa powinna być na takie kwalifikowane, z całym aparatem naukowym oraz całą ikonografią wydawnictwo z kar za nieterminowość w remoncie Sikorskiego ulicy.

Wiem, ile kosztuje wydanie dobrej naukowej książki. W sensie czasu i kasy. Ma kto tę książkę napisać. Bo archeo ma materiały. Więc zajmie to specjalistom coś ze dwa lata pod warunkiem, że żadnymi pierdołami nikt archeo głowy zawracał nie będzie. Kasa – też powinna być i nie przyjmuję żadnego tłumaczenia, że coś tam, że brak, że …. Powodów milion i każdy do obalenia. Zwyczajnie nie ma rady, wydawnictwo musi być.

A skoro przy poważnych rzeczach jesteśmy, przy kwalifikowanym wydawnictwie, gdzie powaga nauki polskiej oraz odpowiedzialność archeo zaangażowana będzie, to wiem, że nie będzie tam miejsca na opowieści bajeczne. A takich przy okazji znajdzie się kilka. O połączeniu brzegów Warci naszej kochanej tajemnym przejściem do kaplicy św. Urbana bajać w piśmie nie będę, bo wystarczy, że bajam na wycieczkach. Ale jedna jeszcze historia mnie się w tym momencie przypomniała.

Otóż jakieś milion lat temu byłam na spotkaniu u pana Stanisława Ziółkowskiego, właściciela wówczas bardzo znanego sklepu z autoczęściami i też warsztatu samochodowego przy ulicy Spichrzowej. Absolutnie nie pamiętam, jakie czorty mnie tam zaniosły. Na pewno było to jakieś zlecenie redakcyjne. Poszłam, pan Ziółkowski prezentował różne machiny i urządzenia. Ja kiwałam głową jak ten Chińczyk z saskiej porcelany. Słowem, nic a nic nie rozumiałam z tych maszyn. I już stamtąd wychodziłam, już prawie oddychałam trochę nieświeżą bryzą Warci naszej kochanej, a tu zonk. Pan Stanisław zapragnął pokazać swoją piwnicę. Co było robić. Poszłam. Szliśmy króciutko i nagle pokazała się nam dziwna konstrukcja. Furtka. A dokładnie w grubym murze coś takiego, co rzeczywiście mogło być przejściem. Wąskie, na jedną osobę przejście z łukowym sklepieniem.

Napisałam wówczas, że mamy furtkę w starym murze obronnym miasta, furtkę, która mogła służyć rybakom, służącym, szpiegom, komukolwiek…. Wyśmiali mnie wówczas wszyscy. Dokładnie wszyscy, z którymi opiniami się liczyłam i liczę do dziś. Usłyszałam mnóstwo uszczypliwości i prześmieszności. Bywa. Trudno. Taki los, kiedy się pretenduje do miana regionalisty. Ale dziś, w świetle tego, co archeo znów znalazło, może to nie była bajka, może to nie była nadinterpretacja. Może i nawet istniało to tajne przejście z drugiego brzegu Warci naszej kochanej do św. Urbana? No nie, tego na pewno nie było, jak i wielu innych tajnych przejść, które tak bardzo rozpalają wyobraźnię. Ale ta dziwna konstrukcja, w grubym murze, to wąskie przejście jest. Co z nim? Archeo na pewno się dokopie i na pewno wyjaśni. Bo ja w archeo wierzę bardzo mocno. Jakoś tak mam, że jak mnie archeo dziwne rzeczy wyjaśnia, to ja rozumiem, o czym do mnie archeo gada. Rozumiem ten język. A jak nie rozumiem, to się nie boję prostego pytania zadać. Archeo pokiwa głową, westchnie nad niedoukiem i niedouka objaśni tak, żeby niedouk zrozumiał. I w końcu rozumie. Bo archeo ma tak, że zawsze wszystko dobrze i bardzo jasno wytłumaczy.

Sumując. Książka musi być. Musi. Będzie zachwyt i szczęście dla miasta.

Ps. I trochę w klimacie archeo. Dziś mija dokładnie pięć lat od chwili, kiedy podczas prac ziemnych na podwórku kamienicy przy Młyńskiej 3 odkryto niewybuch z lat II wojny światowej; była to ostania, jak dotąd, interwencja saperska w mieście, akcja usunięcia pocisku trwała 2,5-godziny, na ten czas ewakuowano ok. 50 osób. Archeo tam nie zaproszono, a może szkoda.

Ps. 2. Dziś 79 urodziny obchodzi Kurt Mazur. Lekarz, chirurg, dziś mieszkaniec Stuttgartu. Gorzowianom zainteresowanym dziejami miasta znany jako właściciel unikatowej kolekcji zdjęć miasta. Zdjęcia wykonał głównie jego ojciec, ale rodzinie, kiedy przenosiła się do Niemiec Zachodnich, udało się negatywy przewieźć. Wybitnie ciekawy człowiek. Wszystkiego naj na urodziny panie Doktorze. Bez pana zdjęć, bez pana kolekcji miasto byłoby uboższe.