W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Libuszy, Wacławy, Wacława , 28 września 2020

Znów przymiotnik rozpalił dyskutantów

2020-09-11

Co jakiś czas wraca na tapetę publicznej dyskusji sprawa nazwy miasta naszego. A dokładnie ścierają się dwa poglądy – zwolenników i przeciwników obecności Wielkopolski w nazwie.

I znów się zaczęło. Znów w przestrzeni publicznej, na łamach mediów społecznościowych kolejny raz ktoś wywołał dyskusję – ma być, czy też nie ma być Wielkopolski w nazwie miasta nad trzema rzekami. Padają argumenty rzeczowe – historyczne, ale też sentymentalne, że ktoś się przyzwyczaił, że nazwa lepiej wygląda w taki sposób, niż sam biedny i goły Gorzów. Dyskutujący dzielą się po równo. Jakoś nie bardzo widać, która opcja miałaby odnieść spektakularny sukces.

Lubię sobie oglądać te dyskusje, bo sama w nich udziału nie biorę, ponieważ rzeczą rzadką jest w dzisiejszych czasach, aby ludzie poświęcali tyle energii własnej na kruszenie kopii o język, o przymiotnik, o rzecz w gruncie rzeczy mało istotną, ale jednak bardzo ważną. Fajnie jednak, że komuś się chce walczyć o zmianę, która chyba się nie uda.

Popatrzyłam sobie na Stargard, do niedawna jeszcze Szczeciński. Mijają chyba ze dwa lub trzy lata, kiedy miasto skutecznie wyrzuciło z nazwy ten przymiotnik. No i okazuje się, że jednak siła przyzwyczajenia jest drugą naturą. Nawet sami stargardczycy często się mylą i też używają starej nazwy. Ale są puryści, którzy pilnują i dbają, aby używać poprawnej nazwy miasta, czyli bez przymiotnika. Co się więcej zmieniło? Ano nic. Nadal miasto w zachodniopomorski, nadal pełne zabytków, nadal śliczne.

Co by się zmieniło w przypadku Gorzowa, gdyby przymiotnik odrzucić? Też nic, poza tym, ze nazwa by się skróciła.

Co się wydarzy? Ano na pewno nic. Ale dyskusje co jakiś czas będą wybuchać, a ja im się będę przyglądać.

A teraz z drugiego kątka. Otóż rzecznik magistratu zaczął tłumaczyć konieczność wycinki 420 drzew – publicznie. No i jak wynika z jego wyjaśnień, w większości to sami gorzowianie chcą tych wycinek, sami mieszkańcy wskazują drzewa do wycięcia, bo stare, bo coś tam. No a w parku Słowiańskim to ze 200 ich będzie, do usunięcia, ale też stare i chore i generalnie niepotrzebne. Powiem tak. Nie wierzę w to tłumaczenie. Tym bardziej, że znam wiele przypadków prób usunięcia zdrowych drzew czy wybujałych krzewów, bo komuś się widok z okna nie podoba. Nie wierzę, że mieszkańcy sami z siebie wskazali aż około 200 drzew w parku Słowiańskim.

Wiem, że urząd i tak zrobi to, co zamierza. Ale i tak chyba dobrym jest, że poczuł się w obowiązku choć odrobinę się potłumaczyć. Ja i tak stoję na stanowisku, że o zieleń trzeba dbać, jak o źrenicę oka, trzeba usuwać betonowe i różne okładziny na chodnikach i torowiskach, trzeba walczyć o małą retencję, trzeba walczyć o każde drzewo. Może to nudne, ale trudno, walka o czyste powietrze, chłód i wilgoć niezbędną do życia może być nudna. Mnie nie znudzi się nigdy. Szkoda tylko, że jest jeszcze sporo ludzi, którzy tego nie rozumieją.

Ps. Dziś mija 19 lat od chwili ataku na WCT i start wojny islamskich ekstremistów z całym cywilizowanym światem. Pamiętam dokładnie, jak się o tym dowiedziałam. Byłam w górach, padał deszcz. Wróciłam na kwaterę, byłam mokra, było mi zimno. W plecaku miałam rum do herbaty, cytrynę i trochę ciemnego cukru. No i kiedy weszłam na kwaterę, od właściciela usłyszałam – Renata, wojna jest. Nie uwierzyłam, włączyłam telewizor…. Rumu nie otworzyłam. Wojna trwa do dziś.