W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Libuszy, Wacławy, Wacława , 28 września 2020

I już wiem, po co na dworcu pojawił się peron drugi

2020-09-14

Jak tylko dworzec centralny Gorzów został po remoncie estakady otwarty, to się mocno zastanawiałam, po co peron numer 2 powstał. Przecież już nie ma pociągów do Rudnicy czy Myśliborza, więc po co? Teraz już wiem.

Było tak. Wracałam z Berlina, po prawdzie z Poczdamu i Wannsee, ale z Berlina ostatecznie. Jechaliśmy do Miasta pociągiem – moim zdaniem trochę pociągiem widmo. Dlaczego widomo? Bo jak szukać w oficjalnych rozkładach jazdy czy to polskich, czy niemieckich, to już go za bardzo nie widać. Niby jest, niby można, ale jak już się kto chce upewnić, to się zaczynają schody.

Niemiecka informacja nie widzi dworca Gorzów Wielkopolski Widzi natomiast – Wschodni, Zieleniec, Wieprzyce, Karnin nawet. Dobrze, że nie ma tam Deszczna czy Skwierzyny lub Santoka…I jak się wpisuje połączenie – to się zyskuje kosmiczne wręcz połączenia. Jak w polskiej informacji szukać, to też jakieś takie dziwne połamańce komunikacyjne się widzi. Dlatego ja, stara kolejowa podróżniczka wiem, że nie można internetowym informacjom zadawać z pozoru prostego pytania, zadaję dlatego zwykle pokrętne. Czyli idzie to tak. Z Gorzowa do Kostrzyna, potem do Berlina. Z Berlina do Kostrzyna i potem do Gorzowa. I zawsze mam obraz. Ponieważ od lat wielu tam i z powrotem podróżuję, więc wiem, jak to się może ułożyć.

Tak też było i tym razem. Na Lichtenbergu czekaliśmy na pociąg z Kostrzyna. Przyjechał. Ale ludzieńki, którzy nim podróżowali, chcieli do Ostreutza. Bo pociąg ich informował, że tam dojadą. Musieli wysiąść, bo toć dalej nie jedzie. Była z lekka zadyma. Wsiedliśmy  w końcu i my. Dojechaliśmy do Kostrzyna. I tu zonk. Zostajemy, wysiadamy? Zostaliśmy, bo siedzieliśmy w pierwszym wagonie, więc jedziemy. Dojechaliśmy do Gorzowa. I tu panie dziejku, konsternacja. Bo nie na czwarty peron, ani na pierwszy, ale na drugi. I dlatego już wiem, po co w Gorzowie ten peron jest. Po to, żeby po wielu perypetiach informacyjno-podróżniczych w końcu tam wysiąść.

Gorzów, kiedyś miasto, które miało wiele możliwości komunikacyjnych, dziś ma dwie linie i dworzec. Nie ma już linii do małych miast i wsi, ale jest dworzec. Dobrze, że wyremontowany. Jak następnym razem znów pojadę do Berlina, znów będę celować w takie połączenie, aby na peronie nr dwa wysiąść…. Ot ironia i zagwozdka. Dobrze być stałym podróżnikiem kolejowym. Wówczas nawet totalne głupoty tego przewoźnika nie są w stanie zaskoczyć. Choć kto wie? Wyobraźnia kolejowych ekspertów, którzy nigdy koleją nie jeżdżą, bo mają wypasione samochody, jest nieograniczona. Dziwnym tylko jest to, że jednak rzeczywistość widziana zza biurka i zza szyby samochodowej jakoś im pozwala na układanie połączeń, z których nigdy nie będą korzystać.

Ja będę koleją jeździć. Lubię bardzo. Szybko, sprawnie, bez kłopotu. Oczywiście od Kostrzyna dalej na zachód. Będę.

I jak dojadę na peron drugi w Gorzowie, to będę maksymalnie zachwycona oraz zaskoczona. No cóż.

A teraz z innego kąteczka. Trzy lata mijają, kiedy to w Lebus (przepiękne miejsce, przepiękne, historyczne, urokliwe, cudowne….) życie zakończył żubr, który od trzech lat krążył po lubuskich lasach, w tym także w okolicy Gorzowa. Wszyscy go widzieliśmy, wszyscy czekaliśmy, aż ktoś coś zrobi. Ale ludzie nie znają żubrzego myślenia. U nas, po tej stronie Odry zwierzę by sobie łaziło, leśnicy by patrzyli, Park Narodowy Ujście Warty by się też zainteresował, bo pojedynczy żubr to coś mocno ciekawego. Tym bardziej, że żubry to chyba raczej w gromadach żyją. Tym, tamtym razem stało się inaczej. Żubr przeprawił się na drugą stronę Odry. Ciekawe jak? Bo toć nie po moście kolejowym czy drogowym. Może odnalazł starą historyczną przeprawę przez Odrę, ten historyczny bród. Przeszedł. I spotkał ostateczność. Szkoda wielka, szkoda bardzo. Zabrakło komunikacji między służbami. Szkoda.

Ps. Dziś mija 20 lat od śmierci wybitnego człowieka. Dokładnie 20 lat mija od śmierci redaktora, pisarza, komentatora, sumienia prześladowanych, dobroczyńcy wolnych ludzi, myśliciela…. Jednym słowem od śmierci Jerzego Gedroyca. Wszyscy czytaliśmy teksty z paryskiej Kultury. Kolportowane w bezdebicie, w bibule, w słowach moich wykładowców na poznańskim uniwersytecie. Można się było z Redaktorem nie zgadzać, można było polemizować. Ale paryska Kultura, Jerzy Giedroyc, Zofia Herztowa, Andrzej Bobkowski (Szkice piórkiem), Józef Czapski…. I wielu, wielu innych. Dziś już chyba nikt nie pamięta. A szkoda. Dziś mija 20 lat od chwili, kiedy zabrakło Redaktora. Szczególnie dziś jego głos byłby bardzo ważny. Mnie szalenie brakuje.