W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Augusta, Saturnina, Urbana, 31 października 2020

I kolejny mural w miejskim pejzażu

2020-09-25

Od jakiegoś czasu plasterkiem na paskudne ściany lub na chuliganów są murale. Teraz pojawił się sportowy – Stalowy. I bardzo dobrze,

Paskudny kurnik z małymi okienkami od lat robił i nadal robi za kasy do wyremontowanego stadionu Stali. Kiedyś tak mocno w oczy nie kłuł, bo i stadion do najpiękniejszych w galaktyce nie należał. Ale przyznam, że kilka razy mnie przez mózg mignęła taka oto konstatacja, że paskudny badziew to jednak jest. A jak stadion przeszedł gruntowny remont i stał się sportową perełką, to ten kurnik boleśnie ranił swoim wyglądem wszystkich.

No i w końcu przyszedł ten czas. Co prawda Pankracy nie zakręcił młynkiem, ale komuś w Stali chyba naprawdę zaczęło przeszkadzać, jak to miejsce wygląda. No i jest. Ozdobiony muralem w barwach Stali i z podobiznami wielkich zawodników zwyczajnie nabrał klasy. Zresztą jak i wszystkie budynki, które zyskują takie narracyjne malunki.

Nie ma zresztą chyba dziś nikogo, kto by powiedział coś złego o tym sposobie ozdabiania budynków. W tym przypadku korzyść jest jeszcze jedna i taka, że mnóstwo chuliganów latających po mieście ze sprejami pięć razy się zastanowi, nim coś na tym muralu napaćka.  Stalowa ręka jest ze stali i to nie tylko na torze – takie hasło usłyszałam od moich sąsiadów, zbitych kibiców czarnego sportu.

Ze stali, nie ze stali, bardzo dobrze się stało, że kurnik już nie straszy, a wręcz przeciwnie, pasuje, z lekka, bo z lekka, ale jednak do stadionu.

A teraz z drugiego kątka. Otóż tak, marudziłam o Sikorskiego i jego przebudowie, marudziłam. A teraz już nie marudzę, tylko zbieram od znajomych i przemiłych znajomych opinie. Nie żebym latała jak kot z pęcherzem po mieście i zaczepiała ludzi, bo nie. Ale ludzieńki same do mnie dzwonią – popatrz, jak paskudnie wygląda już przy katedrze, jak ten kamień pobrudzony przypomina coś najgorszego, popatrz, jak wygląda na wysokości nowego ronda, a będzie jeszcze gorzej, bo ten kamień chłonny jest i doczyszczenie będzie kosztować majątek, popatrz, jak wygląda ten parking, co go ponoć nie miało być – plamy od oleju i innych. No i jeszcze jeden głos – trzeba mówić głośno, żeby czegoś takiego nie położyli na Chrobrego, bo będzie paskudnie. Taki materiał ma to do siebie, że chłonie i zatrzymuje wszystko. Powstają brudne, brzydkie plamy i zacieki.

Może też dlatego, jak się przyjrzeć wszędzie, miasta stosują innego rodzaju materiały na wybrukowanie swoich rynków i zamienieni ich w pustynie bez drzew. No nie wiem, nie znam się na kamieniach, ale wiem, że nie lubię chodzić do centrum miasta. A jak poszłam onegdaj, popatrzyłam, to mnie zemdliło, więc czym prędzej się oddaliłam.

No cóż…. Drzewa usychają, kamienie zamieniają się w brudne coś, tramwajki przestają jeździć, zwyczajnie nie ma powodu, aby tam chodzić.

Ps. Jak się okazuje, prowizorki są zawsze najtrwalsze, i to nie tylko w polskiej rzeczywistości. Otóż mija dokładnie 115 lat od chwili pożaru mostu na Warcie i oddania do użytku właśnie prowizorycznej przeprawy przez rzekę – Notbrücke. Zostala ona wybudowana według projektu landsberskiego architekta Maxa Huhna i służyła prawie 20 lat. No cóż…