W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Augustyny, Łukasza, Urbana , 30 października 2020

Zwyczajnie czegoś nie rozumiem

2020-10-12

Nie rozumiem, nigdy nie zrozumiem i koniec. Otóż nie rozumiem, że maksymalnie zamyka się kulturę, a badziewiarskie giełdy mają się dobrze albo wręcz znakomicie.

No i bum. Jesteśmy w tak zwanej żółtej strefie, jak i cały kraj zresztą. Co to oznacza, wszyscy wiedzą. Dla mnie dotkliwa sprawą jest pozamykanie kultury, bo do tego się sprowadza ograniczenie miejsc w instytucjach kultury. Teatry, kina, filharmonia mogą działać przy obłożeniu 25 procent. Żadne wskaźniki, żadne nie pokazały ani razu i nigdzie, że ludzie zakażali się właśnie w instytucjach kultury. Nawet w słynnym Bergamo, gdzie manipulowano informacjami dotyczącymi zachorowań. Ale decydenci uznali, że to konieczne. Nie będę komentować, choć w głowie mam język, który jednak nie przystoi dobremu portalowi.

Tymczasem giełda, czyli miejsce badziewia wszelakiego, miejsce absolutnie paskudne, gdzie można kupić Szwarc, mydło i powidło a także żywe zwierzęta, ma się dobrze. Każdy może sobie tam pojechać, każdy może się posnuć w tłumie, każdy. Nie ma ani pół słowa o tym, że zamyka się dostęp, albo że chociaż kramy rozstawia się co 5 metrów, nie ma żadnych obostrzeń. I to mnie drażni. Raz, bo zwyczajnie nie trawię tego miejsca, tego ba dziewiarskiego charakteru, tej bylejakości. Drażni mnie taki bazarowy sznyt, który ma się nijak do flomarków choćby u naszych zachodnich sąsiadów.

Patrzyłam na zdjęcia znajomych i nieznajomych z niedzielnej giełdy i uwierzyć nie mogłam, że przy zamykaniu kraju jakoś nikt nie zamyka takich miejsc. Ludzi moc, bez żadnych reguł. No i oczywiście, przecież na badziewiarskiej giełdzie nikt, absolutnie nikt się nie zarazi, w przeciwieństwie do teatru czy filharmonii. Absurd absurdalny. Zresztą jak bardzo dużo innych absurdów. No cóż.

A teraz z nieco innego kątka. Nie da się pogodzić dwóch rzeczy – nadreprezentacji dzikich zwierząt w mieście i nienawiści do myśliwych. A dokładnie z czymś takim mamy do czynienia. Od razu zastrzeżenie – nie jem dziczyzny, nie rozumiem kultury łowieckiej, nie potrafiłabym strzelić do zwierzęcia (zresztą z czego, bo ja nigdy nie trzymałam w ręce żadnej broni, a tym bardziej ustrojstwa do strzelania). Dlatego też akceptuję to, że dzikie zwierzęta wchodzą do miast i miasteczek. Boję się dzików, bo zresztą wszyscy się boją, ale akceptuję ich obecność. Skoro się stoi bokiem do myśliwych i nie zgadza się na polowania, to trzeba się przyzwyczaić do tego, że dziki będę ryć w trawnikach, lisy grzebać w śmietnikach. Tak się to bowiem układa, że jak jaki gatunek nie ma wroga w naturze, to zaczyna dominować.

Ja się rozumowo nie zgadzam na strzelanie do zwierząt, zatem muszę się zgodzić na ich obecność w mieście, a jest ich coraz więcej.

W tak kwestii panuje obecnie jakieś dziwne przemieszanie. Bo z jednej strony nie chcemy zwierząt w mieście, a z drugiej boimy się dzików i innych czworonogów, które coraz śmielej spacerują po naszych ulicach. No cóż. Trzeba się na coś zdecydować.

Ps. Dziś mijają 163 lata od chwili uruchomienia linii kolejowej Kostrzyn - Gorzów - Krzyż, stanowiącej fragment tzw. Kolei Wschodniej, wielkiej magistrali kolejowej między Berlinem a Królewcem; otwarcia dworca w Gorzowie dokonał król Prus Fryderyk Wilhelm IV, który przybył z małżonką specjalnym pociągiem; jest to początek gorzowskiego węzła kolejowego. Ciekawostką historyczną jest to, że była to niemal ostatnia aktywność króla, który zapadał na ciężką chorobę psychiczną. Krótko po tym fakcie został ubezwłasnowolniony, a regentem w jego imieniu został jego brat Wilhelm, ten który w 1871 roku został pierwszym cesarzem II Rzeszy Niemieckiej. Ot takie tam rzeczy się wówczas wyprawiały.