W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Adeli, Felicyty, Klemensa , 23 listopada 2020

To była najgorsza informacja od jakiegoś czasu

2020-11-18

Zwyczajnie nie uwierzyłam. Zwyczajnie się popłakałam. A przecież miało być dobrze. Zenek Michałowski nie wygrał tej walki, choć w życiu wygrał wiele innych.

Cały dzień siedziałam przy komputerze. Najpierw sprawy pracowe, potem musiałam szybko dokończyć ważny tekst, bo czas oddania do redakcji minął już jakiś pokaźny czas temu. Kiedy wszystko zostało ogarnięte, popatrzyłam w Internet, a tu, szlag i niech cię zarazo zaraza trafi. Informacja najgorsza z możliwych. Zenon Michałowski przegrał walkę o życie, jak usłyszałam, z tym straszliwym Covidem, koronawirusem, który sieje mordercze spustoszenie na całym globie.

Zenona Michałowskiego, do którego przez lata mówiłam panie Zenku, znałam dobre 20 albo i więcej lat. Poznałam Go, kiedy pisałam jakieś swoje pierwsze teksty o ludziach Solidarności. Pamiętam to spotkanie. Radosny, przyjazny ludziom człowiek, które swoje przeszedł, był w stanie mówić o nieciekawych czasach w sposób zwykły. Bez patosu i udawanego bohaterstwa, co bardzo często jest takim ludziom przypisane. Trzeba było protestować przeciwko opresyjnej władzy, to się protestowało. Trzeba było ponieść określone przykrości i niedogodności, to się poniosło. Czy żałował podjętych decyzji? Nie, nie żałował. Czy gdyby trzeba było znów ponieść ryzyko i konsekwencje, to by poniósł? Tak, oczywiście.

Potem przez lata pozostawaliśmy w kontakcie. Kilka razy pisałam o innych rzeczach, które pan Zenek robił. Czasami pozostawaliśmy w sporze na gruncie choćby wartości, bo pan Zenek był katolikiem, a ja wiadomo, nie jestem. Nigdy nasz dyskurs nie był paskudny, z cechami napaści czy obrażania jednej ze stron dyskusji. Zwykle dochodziliśmy do jakiegoś consensusu. Niekiedy nie, ale to nic nie zmieniało w naszych stosunkach.

Ostatni raz spotkałam pana Zenka na wieczorze wyborczym Ani Synowiec, po jej starcie do senatu. Piszę o pani mecenas w taki sposób, ponieważ z Anią jestem na ty, zresztą ona tak ma, że z całym światem jest na ty. Zenon Michałowski zaangażował się bardzo we wsparcie tej kampanii. Ja też ją wspierałam, więc mocno nam było po drodze. Wieczór wyborczy odbył się w Jazz Clubie Pod Filarami, bo niby gdzie miał się odbyć. Ania mnie zaprosiła, więc z przyjemnością poszłam. Przyszedł też pan Zenek. Przywitaliśmy się serdecznie, bo niby jak mieliśmy się przywitać. Staliśmy w jakimś małym kółku i sobie gadaliśmy o rzeczach ważnych i mniej ważnych. I na to naszedł Wiesław Ciepiela, rzecznik magistratu, a w generalności uważny obserwator rzeczywistości. Popatrzył na nas, zaśmiał się życzliwie i stwierdził, że to budujące, kiedy ludzie z różnych stron barykady tak się zachowują. Popatrzyliśmy na niego uważnie i razem stwierdziliśmy, że właśnie tak mamy. Że choć czasami różnią nas poglądy, to kultura i dobre wychowanie nakazuje taki styl. Mało tego, tak się zachowują ludzie, którzy się lubią. To był ostatni raz, kiedy się widzieliśmy.

Potem przyszła zaraza, zrobiło się strasznie. A straszniej jeszcze, kiedy zaprzyjaźniony kolega powiedział mi, że pan Zenek leży w szpitalu i walczy z zarazą. Kilka razy później pytałam o to, jak tam z nim. Przez moment zrobiło się nawet pozytywnie. Wydawało się, że wszystko idzie ku lepszemu. A tu masz. Taka straszna informacja. Jednak zaraza pokonała dobrego człowieka, człowieka, który miał tylko 70 lat i mógł jeszcze przez lata żyć i robić tylko dobre rzeczy, bo tak robił.

Internet, media społecznościowe zalała fala kondolencji. Trudno się dziwić, bo pan Zenek nie był anonimowy. Biznesmen, działacz niepodległościowy, człowiek, który mocno wspierał gorzowski sport. Dobry i otwarty na wiele rzeczy. Wielu ludzi miało z nim do czynienia i jakoś nigdy nie był z kimś w sporze. Nie znam nikogo, kto mówiłby o panu Zenku źle. Nawet ludzie, którzy mieli z nim nie po drodze w jakichś kwestiach.

To naprawdę była okropna informacja dnia. Okropna.

Panie Zenku, będę pana pamiętać. I z kim ja teraz w tak komfortowy sposób będę się spierać o kwestie ważne? Będę pana pamiętać.