W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Agnieszki, Jarosława, Nory , 21 stycznia 2021

A jednak się brudzi, i to nawet bardzo

2021-01-05

Kiedy powstawał nieszczęsny deptak na Sikorskiego, różni fachowcy mówili, że to bzdurny pomysł. Czas pokazuje coraz bardziej, że mieli rację.

medium_news_header_29412.jpg

Wiele razy pisałam o deptakach w różnych miejscach, w których zdawało mnie się bywać. Jako wzorzec zwykle podawałam niemieckie miasta, jak choćby Budziszyn, bo tamten deptak jest dla mnie niedościgłym wzorem. Zachowana kostka brukowa, małe sklepy, tylko ruch rowerowy, no coś pięknego. Podobne deptaki widziałam też na Pribałtyce oraz, a nich będzie, też w Japonii.

Dlatego jak tylko prezydent zapowiedział deptak na Sikorskiego, zwyczajnie nie wiedziałam sensu. Zresztą nie grodzi się starych historycznych szlaków. Inni natomiast podkreślali niefunkcjonalność takiego rozwiązania. Jak już zaczęły się prace, specjaliści przestrzegali, że zastosowanie takiego materiału jest złe, bo deptak będzie się brudził. Mocno brudził, a jego czyszczenie będzie trudne.

No i co? No i znów wyszło na to, że specjaliści mają rację. Bo deptak tylko z nazwy jest deptakiem. Przecież od Pionierów w kierunku do Warszawskiej normalnie jeżdżą po nim samochody, przy magistracie parkują normalnie samochody. Po drugie – jest niefunkcjonalny, bo po co tam spacerować? No i nawierzchnia jest nierówna, można się nieźle poturbować. No i po ostatnie – zwyczajnie się brudzi. Brudzi, bo zastosowany kamień jest wysoce higroskopijny i trudny do czyszczenia. A przecież mądrzy ludzie przestrzegali. Szkoda, że nikt w magistracie ich nie słuchał. Teraz mamy coś dziwnego, jakąś taką hybrydę, która jest niefunkcjonalna i na dodatek już dość mało elegancka.

Podobnie będzie z Chrobrego, która teraz też jest zamieniana w miejską pustynię bez zieleni, też wykładana jest kamieniem. I też nikt nie słucha mieszkańców, którzy coraz głośniej proszą, aby centrum nie zamieniać w betonową pustynię.

Dla przykładu – w takiej Łodzi, gdzie drzew i krzewów było jak na lekarstwo, właśnie się prowadzi akcję zazieleniania. Implementuje się drzew i krzewy w takie miejsca, o których łodzianie nigdy nie myśleli, że mogą być zielone. A u nas? A u nas – łup i kostka, łup i jakiś kamień. Jednym słowem – koszmar.

No i dywagacje o zieleni doprowadziły mnie do hali sportowej. Zapadła decyzja, będzie wycinka drzew. Powiem tak, jak wiele razy w podobnych sytuacjach mówiłam – nic w dzisiejszych czasach nie jest warte wycinki choćby jednego drzewa. Tym bardziej, kiedy trzeba wyciąć ich więcej. I powiem tak, nie jestem wierząca, ale jestem przesądna. I wierzę, że karma uczyniona ludziom, zwierzętom, środowisku wraca. Tak będzie też z tymi wyciętymi drzewami.

Czasami żałuję, że nie mieszkam w Islandii, w której prawo elfów jest tak samo poważnie traktowane jak prawo ludzi. Tam mają znikomą liczbę drzew, więc nikomu nie przychodzi do głowy ich wycinać. Ale jak ktoś chce poprowadzić nową drogę przez szczególny teren, to musi się liczyć z tym, że może się nie udać, bo akurat tam mogą żyć elfy. No tak.

Renata Ochwat