W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Kingi, Maryna, Tycjana , 3 marca 2021

Nareszcie wiem, dlaczego wygolono górki przy Filharmonii

2021-01-14

Kiedy kilka lat temu miasto goliło, co znaczy wycinało do gołej ziemi pagórki przy Filharmonii, nie mogłam się temu nadziwić i zwyczajnie żal mi było chaszczy. Teraz wiem, po co to było.

Przez wiele lat, podobnie jak i inni gorzowianie, przywykłam do tego, że pagórki najpierw za kinem Kopernik, a potem wokół Filharmonii są porośnięte chaszczami. Prowadziły przez nie dróżki i drożynki, swoje miejsca mieli tam psiarze i pewna pani, która uwielbiała słońce i latem spędzała w chaszczach całe dnie. Nic nie było widać, bo chaszczory były wysokie. No i nagle któregoś dnia przyjechały wycinarki i wygoliły chaszczory do ziemi. Mnie się ich zwyczajnie żal zrobiło, bo nagle pagórki stały się łyse, bez tajemnicy. Uważałam, że to zupełnie niepotrzebne.

Ale teraz wiem, po co. Bo w końcu przyszła zima ze śniegiem, co prawda nie za dużo go jest, ale jest. No i nagle wszystkie pagórki zaroiły się od dzieciaków na sankach i innych zjeżdżadełkach. To sama radość patrzeć, jak najmłodsi świetnie się bawią, bo jest śnieg, bo jest górka, bo można wyjść z domu. I nikomu z nich nie przeszkadzało, że ktoś się wykopyrtnął, komuś sanki odjechały, ktoś się pośliznął i nagle zaczął zjeżdżać na własnej pupie. Nawet mamy i taty się uśmiechali.

To naprawdę fantastyczny obrazek w tej ponurej dobie pandemii, zamknięcia, obostrzeń. Niech ta zima jeszcze potrwa, niech śnieg jeszcze popada, niech małe i maleńkie, ale i te większe choć taką radość mają. Zresztą na sankach oraz na beleczym dzieciaki zjeżdżają z każdej górki w mieście, a przecież mamy miasto na siedmiu wzgórzach, więc jest z czego zjeżdżać. Oczywiście standardem jest jeżdżenie w Parku Róż od strony ronda. Zawsze zimą psie górki zamieniają się w tory saneczkowe. Szczęściem, jakoś zjazdy nie kończą się w stawie….

A teraz z drugiego kątka. Otóż w mieście przybędzie nowych autobusów. Mam nadzieję, że będą w takich kolorach jak nowe bimbki oraz że MZK ich nie oklei jakimiś paskudztwami, bo za takie mam wszelakie reklamy na miejskich środkach komunikacji. Do znudzenia bowiem będę powtarzać, że miejskie środki komunikacji są także nośnikami reklamy miasta – nie trzeba jechać daleko, wystarczy tylko do Berlina, aby się o tym przekonać. Zresztą w takim Poznaniu czy Szczecinie też jakoś już odeszli od oklejania… Poczekamy zatem na nowe i zobaczymy, co tam panie dziejku się wydarzy.

O planowanym centrum przesiadkowym już mnie się zwyczajnie nie chce pisać, bo kto i po co miałby tam się przesiadać. Skoro nawet czasami trudno bilety kupić, bo kasa zamknięta, a w biletomacie nie ma biletu na określony kurs. Ech, dziwne to wszystko.

Ps. Dziś mijają dokładnie 34 lata od chwili, kiedy w regionie padł rekord zimna. Rano w Słubicach, Międzyrzeczu i Choszcznie odnotowano – minus 28 st., w Gorzowie – minus 25; obowiązywał 20. stopień zasalania, z powodu niskich temperatur nieczynny był SDH „Kokos” i kilka innych większych sklepów w mieście. To tak na marginesie, bo ja tęsknię za zimą, a synoptycy ostrzegają, że nadciąga syberyjski jęzor chłodu. Tym bardziej się cieszę, że mam KAWKĘ.