W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Kingi, Maryna, Tycjana , 3 marca 2021

To nie był dobry dzień dla kultury, dla Filharmonii

2021-01-14

Kiedy rano zaczynaliśmy przygotowania do koncertu karnawałowego, nikt nie przypuszczał, że wieczorem przyjdzie taka straszna informacja. Odszedł od nas Maestro Jacek Kraszewski.

medium_news_header_29475.jpg Fot. Renata Ochwat

Był jeszcze nie bardzo późny wieczór, kiedy zadzwonił telefon. Smutny głos mojej bezpośredniej szefowej powiedział, że Maestro Jacek Kraszewski przegrał z tą straszną zarazą, z jaką mierzy się cały świat. Zmartwiałam. Bo jak to? Przecież już szło ku lepszemu, bo informacje ze Szczecina zaczynały być optymistyczne. Potem jeszcze było kilka kolejnych telefonów od przyjaciół z miasta i też ze Szczecina. Wszyscy mówili to samo – Maestro nie żyje.

Kiedy Maestro zachorował, przyjęliśmy to z bólem. Dla nas, ludzi Filharmonii, była to absolutnie niedobra informacja. Bo zjadliwa zaraza jest nieobliczalna, a Maestro i tak miał już wystarczająco dużo problemów ze zdrowiem. Ale łudziliśmy się, że jednak będzie dobrze, że wyjdzie z tego cholerstwa. No jednak boginie Parki okazały się nielitościwe.

Pan Jacek Kraszewski został dyrygentem naszej orkiestry za kadencji dyrektora Mariusza Wróbla. Uczyliśmy się współpracy, poznawaliśmy się i układaliśmy sobie pracę.

Jak każdy artysta miał swoją wizję pracy, wytyczał własne drogi i ich odczytania. To ta para – Kraszewski-Wróbel wymyśliła Pikniki Chopinowskie a dzięki Maestro do Gorzowa przyjechało mnóstwo utalentowanych młodych pianistów. Dzięki kontaktom Maestro Orkiestra Filharmonii Gorzowskiej zagrała w kilku ciekawych miejscach, jak choćby w Legnicy czy w katedrze św. Jakuba w Szczecinie oraz w Filharmonii Szczecińskiej.

Kiedy zaraza zaczęła się rozlewać po kraju, kiedy po raz pierwszy zamknięto instytucje kultury, Maestro mówił – trzeba przeżyć, nie można się dać. My się nie damy. Kiedy po pierwszym lockdownie wróciliśmy do sali koncertowej, Maestro mówił, że teraz już będzie normalnie. Oczywiście przestrzegał procedury maseczkowej, oczywiście napominał. A potem przyszła ta okropna informacja. Wiedzieliśmy, że choroba zaatakowała z mocą, wiedzieliśmy, że jest ciężko, ale przecież już szło ku lepszemu. A tu masz, taka straszna informacja.

Profesor Jacek Kraszewski był muzykiem z wykształcenia i powołania. Od dziecka chórzysta i do końca związany z polską chóralistyką, sam zresztą prowadził swój chór w Szczecinie. Skrzypek, dyrygent, wychowawca i pedagog. Był wykładowcą Akademii Sztuki w Szczecinie. Ale w swojej drodze zawodowej pełnił różne funkcje, między innymi dyrektora artystycznego Opery w Poznaniu.

Mieliśmy z Maestro taką małą tradycję, z lekka zabawę. Za każdym razem, kiedy ja stałam za stołem inspicjenckim, a Maestro wychodził do dyrygowania, żartowaliśmy, że tym razem kompozycję poprowadzi w kanonicznym czasie – takim, jak podają przewodniki muzyczne, czy też o tę minutę szybciej. Zawsze po padało pytanie – no jak pani Reniu? Jaki czas? Wiele razy żartowaliśmy, że te przewodniki to jakieś gamonie piszą, co to tempa właściwego nie znają, bo każą grać orkiestrze jakoś tak dziwacznie wolno. Na Piknikach Chopinowskich, po występach uzdolnionych młodych pianistów mówił – i co z tego, że Piknik, tu nikt taki sobie nie ma prawa występować. I już zresztą szykował listę kolejnych, których chciał do Gorzowa zaprosić, pokazać naszym melomanom.

Od czasu do czasu rozmawialiśmy o kulturze Niemiec, muzyce, ale i malarstwie. Lubił zwłaszcza obraz Jeana-Etienne’a Liotarda Dziewczyna z czekoladą z drezdeńskiego Zwingeru. Potrafił zajmująco mówić o tym, co tam jest najważniejsze, a czego być może nie widać na pierwszy rzut oka.

Bywał szorstki, ale artyści tak mają.

To był okropny wieczór dla nas, pracujących w Filharmonii Gorzowskiej, dla muzyków, dla nas – administracji, ale i dla melomanów, którzy zdążyli się do Maestro przyzwyczaić. To był okropny czas dla kultury polskiej, bo straszna zaraza pokonała człowieka, który jeszcze wiele lat mógł tworzyć. Okropny to był wieczór.

Maestro, będziemy Pana pamiętać.

Renata Ochwat