W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Bogumiła, Eweliny, Mirosława , 26 lutego 2021

Wszyscy już zapomnieli, co to znaczy mróz

2021-01-18

Kiedy szłam rano do pracy, ze zdziwieniem patrzyłam na gołe kostki u niektórych młodych dziewczyn. Gołe kostki w temperaturze -12 stopni Celsjusza, to jednak głupota.

Całą niedzielę spędziłam na lataniu po dworze, bo tak wyszło. A że lubię mróz, lubię chłód, więc tylko na zdrowie mi to wyszło. No i kiedy późną nocą znalazłam się w domu własnym, zwyczajnie po raz milionowy doceniłam wygodę mieszkania w pomieszczeniach przyłączonych do KAWKI. Pisałam o tym mnóstwo razy, ale tak naprawdę po raz pierwszy od przyłączenia Nowego Miasta do tego systemu przyszły rzeczywiście wysokie mrozy. Do tej pory bowiem temperatura spadała do jakichś maks -6. A tu masz, kawałek syberyjskiego jęzora zimna musnął także i nas.

No i do czasu, do kiedy KAWKI nie miałam, w domu w takich przypadkach było zwyczajnie zimno. No bo nie ma pieca ani grzałek, które spowodują, że będzie jednolicie ciepło. Tylko centralne ogrzewanie daje tę jakość. No i kolejny raz odmówiłam coś na kształt dziękczynienia ówczesnym władzom za ten program.

Patrzyłam też późno w nocy na kominy sąsiednich kamienic. W takie noce jak ta, przed KAWKĄ waliło z nich czarnymi śmierdzącym dymem jak fest. No bo wszyscy się grzali, co dziwne nie jest. Tym razem, jak zresztą zwykle od trzech lat, kominy nie dymiły, bo i niby po co.

Tak więc KAWKĘ należy chwalić, należy władzy dziękować i należy się cieszyć, że ją wprowadzono oraz mieć nadzieję, że reszta miasta też zostanie do niej przyłączona.

A teraz z drugiego kątka. Otóż miasto nie bardzo wie, co ma zrobić z felernymi przystankami tramwajowymi na nie mniej felernym deptaku. Przystanki okazują się być niebezpieczne, bo nierówne, ludzie się wywracają, trochę sobie krzywdę robią. Trzeba zwyczajnie je zabezpieczyć i nie ma co się zastanawiać. Bo nie dajcie bogi wszelakie i ty babo z zakalcem, a nuż ktoś sobie naprawdę poważną krzywdę zrobi i co wówczas? Miasto chyba jednak nie powinno czekać, aż ktoś sobie poważnie uszkodzi głowę, kręgosłup lub nogi. A do tego wszystko zmierza.

Powiem po raz tysięczny, to był głupi pomysł i teraz się mści. Głupi ze wszech miar. Ale karma wraca. Nie grodzi się starych, historycznych dróg, a Kostrzyńska i Sikorskiego oraz Warszawska leżą dokładnie na trasie drogi starszej niż samo miasto. Nie zamyka się takich szlaków, nie robi się sztucznych deptaków. A jak już, to się nie wykłada ich kamieniem, który jest trudny do rozpoznania i maksymalnie nieodporny na brud. A my tu mamy kumulację tego wszystkiego. Dlatego trudno się dziwić, że deptak odbierany jest w kategorii knot i to sztucznie ożywiany. No cóż.