W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Kingi, Maryna, Tycjana , 3 marca 2021

Wystarczyło trochę śniegu i już armagedon

2021-01-20

No tak, trochę śniegu, trochę lodu a już tragedia. Wypadki na lokalnych i nie tylko drogach, kolej w zapaści, bezdomni zamarzają….

medium_news_header_29509.jpg Fot. Redakcja

Za każdym razem, za każdą zimą, oczywiście bez tej ubiegłego roku, bo jej zwyczajnie nie było, jest to samo. Niech tylko trochę popada, niech tylko trochę przymrozi, a już jest wielka, narodowa tragedia. Na drogach lokalnych wypadki i to ze skutkiem śmiertelnym, na eskach karambole i końce świata. Bezdomni zamarzają albo okupują klatki schodowe. Prawowici lokatorzy dzwonią do służb, bo im się śmierdzący nieco nowy ktoś nie podoba. Kolej notuje spóźnienia takie, że strach wyruszać z domu gdziekolwiek. Na chodnikach zalega błoto pośniegowe, wszyscy chodzą naburmuszeni, bo zima przyszła. Tylko dzieciaki są szczęśliwe, bo mogą sobie pojeździć na sankach lub na beleczym, polepić bałwana i ewentualnie potarzać się w tym czymś, w co się śnieg zamienia.

Taki oto apokaliptyczny obraz maluje się po zaledwie naprawdę dwóch dniach z silniejszym mrozem. I oto wszyscy z radością obwieszczają – koniec mrozów!!!! Idzie ocieplenie!!!

Wszyscy z niewielkimi wyjątkami, do których ja się zaliczam. Mnie zwyczajnie brakuje chłodu i lodu, śniegu i mrozu i uważam, że szkoda, iż zima tak szybko odpuszcza. Choć może jeszcze nas zaskoczy i znów przymrozi i przysypie.

A tak serio – zwyczajnie nie rozumiem, jak taki smarkaty mróz mógł narobić takich szkód. Jak dla mnie to prosty znak, że ktoś nie umie jeździć, więc za kółko niech nie siada. Jak zwykle mróz i śnieg zaskoczył służby, co jest dziwne, bo zawsze są w gotowości. No i jak zwykle kolej swoją nieudolność organizacyjną będzie miała na kogo złożyć. Bo kolei właściwie niewiele trzeba, aby wszystkie pociągi pospóźniały się po 60 lub 90 minut. Może to być upał letnią porą, trochę mrozu zimą, ulewne deszcze jesienią, albo nie wiadomo co. Bo po II wojnie światowej dewizą polskiej kolei powinno być określenie – i tak się będziemy spóźniać, i co nam zrobicie… Ja tylko tu sobie pozwolę przypomnieć, że w 2019 roku w Japonii, która leży w Pacyficznym Pierścieniu Ognia i naprawdę ma pięć razy bardziej pod górę z pogodą i trzęsąca się ziemią niż nasz piękny kraj w środku Europy, wszystkie pociągi, w tym superszybkie shinkanseny łącznie spóźniły się niecałą minutę, co i tak było powodem do ogólnonarodowego labidzenia i wyścigów w przepraszających ukłonach, ponieważ ogólny czas spóźnień w porównaniu do roku poprzedniego wzrósł o kilkadziesiąt, coś ze 20 sekund. Powtórzę – kilkadziesiąt sekund. A u nas? A u nas to są lata świetlne i jakoś tak wszystkim to na sucho uchodzi.

No cóż. Teraz pewno będzie labidzenie, że mokro jest. Jakoś tak z tą pogodą bywa, że nigdy nikomu się w pełni nie podoba. Ja będę labidzić, bo dla mnie jest za ciepło.

A teraz z drugiego kątka. Jakoś mi tak przeleciała informacja, że znów zaczyna się gra w Lubuskie Wawrzyny Literackie, znaczy można było do nich książki rozmaite zgłaszać. Jako że ja nie najlepiej myślę o tej nagrodzie, znakiem tego nie bardzo zwracam na nią uwagę. Oczywiście w całej historii tych generalnie zielonogórskich nagród znajdą się chlubne wyjątki, z którymi nie dyskutuję, więcej, chwalę i czytam, to jednak w większości uważam, że Wawrzyn na siłę został rozciągnięty na naszą część lubuskiego. Ani tu za bardzo środowiska piszącego, dziennikarskie też się kurczy, jakoś tak się dzieje, że wszystko maleje. Owszem, popatrzę na Wawrzyny tego 25 lutego, ale jakoś czarnego gorzowskiego konia nie widzę. Wszyscy, co mieli dostać, dostali, a innych jakoś nie widać. Co zrobić, taka gmina...

Renata Ochwat