W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Kingi, Maryna, Tycjana , 3 marca 2021

Odliczanie trwa, coraz bliżej do finału

2021-01-21

Jeszcze dziesięć dni, jeszcze tylko trochę godzin i będzie wiadomo, jak zagrała w tym trudnym bardzo roku Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Ja nie mam złudzeń, że dobrze.

medium_news_header_29518.jpg Fot. Marta Ciećwierz/FB Od lewej Paweł Podkański, Paweł Anioł, Marta Ciećwierz i Paulina Prucnal-Zawadzka

Niech nawet nie padną rekordy, niech nawet zbierzemy mniej kasy, ale na pewno zagramy tak, jak tylko potrafimy najlepiej. Właśnie główni aktorzy sztabu gorzowskiego - Marta Ciećwierz, Paulina Prucnal, Paweł Anioł i Paweł Podkański wrócili z Warszawy, wiedzą, co i jak i dawaj w ostatni galop do roboty. Ostatni, bo przecież od lat wiadomo, że ledwo kończy życie jeden sztab, to już trzeba myśleć o kolejnych. Od lat właśnie tak to wszędzie trybi i Gorzów nie jest tu żadnym wyjątkiem. Wiele razy gadałam z Martą, dzieckiem WOŚP, bo dzięki orkiestrze zyskała zdrowie, ale i dzieckiem, bo od dziecka prowadzi sztaby. Jak była smarkata, to reprezentowała ją jej mama Olga, a potem już ona sama szefowała i szefuje temu sztabowi.

Po latach różnych eksperymentów, różnych ludzi u mikrofonów finałów ukonstytuował się sztab, który jest wiarygodny, rzetelny, sprawdzony, no taki, który niemal zęby zjadł na organizacji, przeprowadzeniu finału oraz rozliczeniu tej całej wielkiej imprezy.

Nikt, kto nie pracował przy jakiejkolwiek organizacji jakiejkolwiek imprezy nie zdaje sobie sprawy, jak wielka jest to logistyka, jak wiele nitek trzeba w jedno powiązać, aby wszystko poszło bezkolizyjnie, sprawnie i generalnie dobrze w odbiorze nawet największych marud. Nawet malusi koncercik gdzieś pod lipą czy pod gruszką wymaga maks wielu zabiegów, a co mówić o czymś tak wielkim, co jest z jednej strony dobrą i radosną zabawą, a z drugiej odpowiedzialną publiczną zbiórką publicznego, ludzkiego grosza do tekturowych skarbonek.

Przez lata brałam udział w tym przedsięwzięciu, brałam, biorę i będę brać udział, bo uważam, że nie ma drugiej tak dobrej inicjatywy, która ma na celu tylko pomoc tym, którzy jej faktycznie potrzebują. Trzeba mieć mega fisia, aby się generalnie w to angażować, bo o czarną łatkę jest bardzo prosto. A tym ludziom się zwyczajnie chce. Wiele razy, szczególnie w mroźne, zimowe styczniowe niedziele patrzyłam na Pawła Podkańskiego i Daniela Zielińskiego, którzy już niemal bez głosu, ale ciągle zapalali ludzi do licytowania fantów, bez których zwyczajnie można żyć, ale jak tu nie dołożyć się do wielkiego dzieła, jakim jest rzeczywista pomoc potrzebującym – małym i maleńkim, ich rodzicom, ale i ich dziadkom. Bo przecież programy pomocowe WOŚP to realna pomoc właśnie małym i maleńkim, ale i dziadkom.

Ja sama w namacalny dla mnie sposób doświadczyłam tego, że WOŚP działa, i to działa skutecznie, kiedy mój tata, ciężko schorowany, trafił do szpitala w Międzyrzeczu. Leżał na łóżku darowanym przez WOŚP, diagnozowano go i leczono dzięki sprzętowi WOŚP, a na pytanie, co by było gdyby nie WOŚP, usłyszałam, że cóż, pewno by też jakoś było, ale z akcentem na jakoś. Byłam maks wzruszona, że jest nie jakoś, a dobrze. I nie wiem, czy moje grosze poszły akurat na ten oddział, bo to ma absolutnie żadne znaczenie. Ważne, że takie oddziały powstały w całym kraju.

Dlatego liczę czas i godziny do chwili, kiedy znów, wbrew wszelakim przeciwnościom losu, znów Orkiestra zagra, a zagra najpiękniej jak umie. Nie ma na świecie, ani w bliżej nam znanym kosmosie drugiej takiej orkiestry. Nie ma i raczej chyba nie będzie, bo gdzie się znajdzie drugi taki dyrygent?

Przeciwności w tym roku są mega wielkie. Zaraza nie odpuszcza, ludzie jednak boją się wychodzić z domów. Może tym razem w puszkach będzie mniej grosza, ale mamy wszyscy konta, można przekazać 5, 10, 15 czy ile kto tam chce złotych na WOŚP.

Sztab już pracuje, skarbonki już są, ja liczę godziny do finału, bo choć już się złożyłam, grosz inny poleci na konto, to nic i nikt mnie nie odbierze przyjemności wrzucania po 2 zł do kilku puszek dzieciaków, które będą kwestować w mieście. W mieście i po wsiach. Nie bez kozery mówię o wsiach, bo tam też zbiórka będzie prowadzona. Nigdy nie zapomnę, jak kilka lat temu, po szwendaczce leśnej z moim ukochanym klubem Nasza Chata dotarliśmy do Bogdańca. Padał zimny, zmrożony deszcz. Byliśmy zmęczeni. Każdy z nas się na wyjeździe z Gorzowa opodatkował na WOŚP. Nie musieliśmy więcej, ale na widok tych zziębniętych dzieciaków każdy z nas wyjął z kieszeni po grosiku i im do skarbonek wrzucił. Dzieciaki były szczęśliwe. Nam się lepiej zrobiło na duszy.

Odliczam czas, odliczam dni, godziny. Dla tej orkiestry zwyczajnie warto. Bo gra ona dla nas. Przede wszystkim dla nas. Do końca świata i jeszcze o jeden dzień dłużej.

No i miało być o czymś jeszcze, ale nie będzie, bo i po co mieszać różne sprawy. Ta akurat wydaje mnie się ważna na tyle, żeby o niej pisać.

Renata Ochwat

PS. Widać, że kocham WOŚP? Kocham i co zrobisz na ludzkiego fisia? Nic nie zrobisz. Mam kilka fisiów, może trochę więcej, jednak dwa są najważniejsze – WOŚP i Fryderyk II domu panującego Hohenzollern. Nie przystają do siebie nijak, ale kto powiedział, że fisie muszą do siebie przystawać? No nikt. I przy tym pozostańmy.