W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Kingi, Maryna, Tycjana , 3 marca 2021

Ludzie zaczynają mieć już dość siedzenia w domu

2021-01-22

Ktoś zaprasza na wycieczkę, ktoś inny informuje, że idzie na spacer i może ktoś się przyłączy. To najbardziej widomy znak, że zaczynamy uciekać od wirtualnego świata.

Gdzie nie rzucisz okiem albo kamieniem, to tam masz oferty – ale wszystkie on line. Kultura on line, zakupy on line, zamawianie jedzenia też on line, bo najczęściej się trudno dodzwonić gdziekolwiek. Szczęściem można jeszcze pójść do biblioteki, bo inaczej człowiek zupełnie by oszalał. Okazuje się, że coraz bardziej mamy tego życia w necie dość. Ja w każdym razie na pewno.

Dlatego z wielką przyjemnością notuję, że inni też mają dość i zaczynają się organizować. Dla przykładu – mój klub chadza na podgorzowskie wycieczki w tak zwanych podgrupach. Koleżanki i nieliczni koledzy umawiają się i gdzieś tam razem wędrują. Blisko bo blisko, ale po lesie albo po jakichś polach czy murawach.

Podobnie mają gorzowskie oddziały PTTK, też z wolna zaczynają się skrzykiwać i wybierać na wycieczki, oczywiście z pełnym zachowaniem reżimu sanitarnego. Malutkie grupki, zachowanie odległości. Jak usłyszałam od znajomych – nie mam siły już siedzieć w domu, jeszcze trochę, a zwariuję. To ogólne stwierdzenie, bo niektórych komentarzy zwyczajnie w przyzwoitym portalu nie da się zacytować, zresztą i nie kwestia. Kwestia jest taka, że ktoś nie domyślał reżimów covidowych, nie pomyślał, że trzeba zwyczajnie pozwolić ludziom poruszać się w otwartej przestrzeni.

Mało tego, także gorzowscy restauratorzy mają z wolna dość. Ktoś przebudowuje wnętrze tak, aby uczynić je bardziej uniwersalnym, ktoś inny robi coś podobnego. Wszyscy czekają, aż w końcu będzie można normalnie wyjść do miasta, pójść na kawę czy na makaron. Zwyczajnie wszystkim coraz bardziej doskwierają konieczności wymuszone przez zarazę.

I co jeszcze dziwniejszego, zaczęli do nas do Filharmonii dzwonić rodzice, którzy już chcą wracać na Muzyczne Raczkowanie i Filharmonię Juniora. I ze zdziwieniem przyjmują, że nie możemy ich zaprosić, bo obostrzenia covidowe nam tego zabraniają. Co i rusz słyszę – ojej, jaka szkoda, a myślałam, myślałem, że już można do was przyjść. No cóż, poczekamy, ale już za wami tęsknimy. Dodam tylko, że to miód na nasze uszy…

Ja z konieczności życiowych muszę się przemieszczać, więc widzę, że ludzie już dokładają i tak maks starań, aby jednak trzymać dystans, dbają o siebie i innych.

Ps. Dziś mijają dokładnie 43 lata od chwili, gdy w Trzebiszewie podpisano polsko-brandenburski traktat o żegludze na Warcie, który zapewniał wszystkim wolność żeglugi na Warcie i Odrze. Fakt, dawno temu to było, ale jakże istotny był to układ. I Trzebiszewo to była Polska, a już kolejna wioska to były Prusy. Mało kto o tym wydarzeniu pamięta, a naprawę był to istotny układ.