W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Kingi, Maryna, Tycjana , 3 marca 2021

Inny Dzień Pamięci i Pojednania niż zwykle

2021-01-26

No tak zaraza postanowiła, że chyba zatoczy okrągły rok i wszystko dotknie. Tak jest teraz z Dniem Pamięci i Pojednania, w moim osobistym kalendarzu – jednym z najważniejszych świąt w roku.

Dzień Pamięci i Pojednania ma dziś bardzo ważny wyraz symboliczny. Zawsze miał, ale w obecnych czasach ma jakby mocniejszy. To dzień, kiedy zmieniła się państwowość naszego miasta, dzień, kiedy zmieniła się historia i kiedy zaczęło się wszystko, co polskie. I już wiadomo, że w tym roku obchody będą inne. Nie przyjadą goście z Niemiec, nie będzie publicznych obchodów tak ważnego wydarzenia, jakim zwykle jest uderzenie w Dzwon Pokoju. Także przepiękny koncert w FG odbędzie się bez publiczności, tylko przez Internet, a goście i zaprzyjaźnieni z nami ludzie w Niemczech mogą  sobie go obejrzeć w komputerze. Szkoda bardzo.

Szkoda, że zaraza jednak cały czas trzyma, że nawet i ten symboliczny dzień trzeba obchodzić w ciszy i samotności. Dlaczego ten dzień jest tak ważny, przynajmniej dla mnie? Otóż, kiedy poszłam do szkoły, to się na lekcjach historii dowiedziałam o odwiecznych wrogach naszego kraju, w tym o strasznych Niemcach. Potem przez lata trwałam w tej wiedzy, nawet dość plugawo określałam zachodnich sąsiadów. Aż pewnego razu pojechałam po raz pierwszy do Niemiec i coś mi zaczęło nie bardzo stykać, a potem pojechałam dokładnie do Poczdamu i już zupełnie przestało mi stykać. Zaczęłam się interesować lokalną historią, to się przełożyło na rewizję wiedzy ze szkół powszechnych, no i masz. Tak powstał podstawowy bzik mój, czyli fascynacja Fryderykiem II Wielkim domu panującego Hohenzollern (nota bene właśnie leci do mnie kolejna książka o nim, tym razem biografia wojskowa władcy autorstwa Christophera Duffy’ego). Mam w domu całkiem sporą półkę książek dotyczących wzajemnych polsko-niemieckich relacji, mam sporo dotyczących nieprostych ludzkich historii i im więcej wiem, tym bardziej twierdzę, że właśnie takie Dni Pamięci i Pojednania są po prostu niezbędne.

Dlatego choć przez Internet, ale będę uczestniczyć w tych wydarzeniach. Będę, a sama prywatnie pójdę sobie pod Dzwon Pamięci i stanę daleko od ludzi, ale na tyle blisko, aby Go usłyszeć.

Dodam tylko, że miasto nasze wypracowało wręcz modelowe stosunki z poprzednimi mieszkańcami. Obchody na szczeblu międzynarodowym zaowocowały między innymi tym, że przełożyły się one na znajomości i przyjaźnie prywatne, które trwają do dziś. Oczywiście, uczestników tych wydarzeń jest coraz mniej, co jest wynikiem biologii, ale są. I mam nieodparte wrażenie, że trwać będą tak długo, dopóki ostatni uczestnik tamtych wydarzeń nie przejdzie na Niebieskie Łąki. Potem zostanie tylko pamięć.

Ps. Dziś mija dokładnie 40 lat od chwili, gdy w Teatrze im. Osterwy odbył się uroczysty koncert z okazji rocznicy wyzwolenia Gorzowa; na koncert złożyły się utwory poetyckie i muzyczne w wykonaniu artystów scen poznańskich i gorzowskiej oraz ilustracje filmowe nawiązujące do wydarzeń sprzed 36 lat i okresu pionierskiego. Montaż ten opracował i wyreżyserował Jerzy Górny (1932-2006), wówczas aktor teatru gorzowskiego. Tak więc widać, że Dni Pamięci to nie jest tylko wynalazek naszych czasów…