W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Bogumiła, Eweliny, Mirosława , 26 lutego 2021

Trochę inne oblicze zimy

2021-02-17

Piękne obrazki, dzieciaki na sankach, narciarze – takie obrazki przede wszystkim widać podczas tegorocznej, przepięknej zimy. A są też i inne.

Z olbrzymim zdumieniem odkryłam, co podczas pięknej zimy robi Anna Łaniewska, bardzo popularna gorzowska aktorka. Otóż dokarmia ptaki, bo jest jedną z najbardziej znanych, jeśli nie najbardziej znaną w mieście obrończynią ich praw. Dba o ich dobrostan, nawet opiekuje się miejskimi gołębia, którymi ja się zwyczajnie brzydzę.

Ania nie karmi jednak ptactwa chlebem czy okruchami piekarniczymi, bo tego zwyczajne robić nie można. Ania targa do własnego domu wory z ziarnem różnorakim, warzywami i gotuje dla nich jedzenie, które jest strawialne i przyswajalne. Piszę o tym, bo zwyczajnie ja podziwiam. Bo to jest ciężka praca. Przecież łatwiej pójść na sanki czy łyżwy, ulepić bałwana i spokój. A ptaszętom rzucić kawałek suchej bułki.

Myślę, że takie postawy jak Anny Łaniewskiej trzeba pokazywać, bo to rzadkość. Rzadkie podejście do postrzegania zwierząt w mieście. A to zaczyna się robić problem. Dziki są już oczywistością – co niektórzy traktują je jak niedźwiadki w Tatarach – dokarmiają, niemal głaszczą i ustawiają się do zdjęcia. Coraz więcej jest też lisów w mieście. Za chwilę pojawią się na pewno jakieś kolejne, bo to jest naturalna konsekwencja zawłaszczania terenów zamieszkałych przez nie. Brak natomiast jakiegoś programu, jakiejś polityki postępowania wobec zwierząt. No i dlatego też ogląda się takie obrazki, jak resztki jedzenia wyrzucane z balkonów – dla ptaszków naturalnie, jak dzieci z babciami i dziadkami karmiące kaczki w parku bułkami czy czymś w podobie – a nie powinno się tak robić, bo ptaki mocno chorują.

Zima, zwłaszcza taka zima, to dobry moment, aby podedukować dzieciaki właśnie w kwestii dbania o zwierzęta w mieście.

A teraz z drugiej strony, bo kątek to rzecz niepoważna. Otóż obejrzałam sobie znów wizualizację przebudowanej Przemysłówki na rzecz Miejskiego Centrum Kultury. No i tak, gratuluję pomysłu zlokalizowana sali koncertowej w byłej hali kasowej banku. Dlaczego? Bo jest przede wszystkim za niska. Chyba że zostanie podniesiona lub podłoga będzie obniżona. Ja oczywiście urbanistką nie jestem, dlatego zapytałam specjalistów, i każdy z nich potwierdził moje spostrzeżenie – oczywiście na bazie tego, co można zobaczyć na wizualizacjach. Co tam dalej będzie w tym mega licznych pokoiczkach – to mnie mniej interesuje. Natomiast bardzo zainteresowało mnie to, że znów zostaną wycięte drzewa i krzewy w centrum. Kolejne drzewa i krzewy pójdą pod topór, bo potrzeba postawić jakiś budynek. Centrum jest systemowo ograbiane z zieleni. I to w tym wszystkim jest po prosto okropne. Po prostu okropne.

Ps. Dziś 70. urodziny obchodziłaby harcmistrzyni Alina Błoch, nauczycielka SP7 i bardzo znana instruktorka Związku Harcerstwa Polskiego. Zmarła w 2007 roku po krótkiej, ale okropnej chorobie. Wiele razem przeszłyśmy, bywałam wice komendantką obozów w Łukęcinie, kiedy Ona im szefowała. Pamiętam, jak się dowiedziałam o chorobie, zwyczajnie nie mogłam uwierzyć. Zdecydowanie za wcześnie odeszła.