W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 
Jesteś tutaj » Home » @forum gorzowian »
Arety, Marty, Marcina , 24 października 2017

Czas zaciera pamięć

2017-07-18

Można było założyć ze stuprocentową pewnością, że przy rozkopywaniu Kwadratu natrafi się na groby. Ze stuprocentową pewnością można twierdzić, że w odkrytym grobie został pochowany żołnierz radziecki, który został zabity pod koniec II Wojny Światowej w kwietniu 1945 roku podczas ataku na Wzgórze Seelow po drugiej stronie Odry. W szturmie na Wzgórze Seelow zginęło wtedy ponad 30 tysięcy żołnierzy.

Na Kwadracie cmentarz wojenny założyli Rosjanie w kwietniu 1945 r. Opisuje o tym świadek tych wydarzeń, były mieszkaniec Gorzowa Hartmut Meyer-Ohrt w książce „GORZÓW W MOJEJ PAMIĘCI” wydanej przez WiMBP w Gorzowie Wielkopolskim z okazji 750 rocznicy założenia miasta. Pamiętnik jest napisany w języku niemieckim, zawiera 230 stron. W tłumaczeniu fragmentu dotyczącego cmentarza na Kwadracie w książce nie ma, bo tłumaczenie jest skrócone do 48 stron. Tłumaczenie fragmentów przytoczę niżej.

Cmentarz wojenny zajmował połowę Kwadratu od strony ulicy Chrobrego. Tak jest on zaznaczony na planie miasta Gorzowa, w którym są zaznaczone miejsca pochówków z czasu II Wojny Światowej. Plan ten znajduje się w Archiwum Państwowym w Gorzowie Wlkp. Jako ciekawostka: - pomnik marszałka Józefa Piłsudskiego, który początkowo usiłowano postawić na byłym cmentarzu wojennym na miejscu pomnika żołnierzy II Armii Wojska Polskiego, stanął ostatecznie również na cmentarzu przy ul. Estkowskiego w miejscu, gdzie pochowani są ludzie, którzy zginęli w czasie II Wojny Światowej. Podczas budowy pomnika natrafiono na ich szczątki.

Teraz wiadomo, dlaczego cmentarz wojenny zajmował tylko część placu po zachodniej strony Kwadratu, bo obecne prace odsłoniły, że część Kwadratu zajmował „LSR – Luft Schutz Raum” - schron przeciwlotniczy. Taki schron znajduje się również pod Placem Grunwaldzkim. Ukryto tam Kapsułę Czasu.

Skąd pewność, że odkryte mogą być groby na Kwadracie? W 1948, zarządzono ekshumację pochówków wojennych i przenoszenie zwłok na cmentarze wojenne. Jakość wykonania tego zarządzenia zależała wyłącznie od sumienności tych, którzy ekshumację wykonywali. Liczył się przede wszystkim sporządzony na okoliczność ekshumacji protokół. Taki cmentarz był przy ulicy Nowej. Tam w trakcie budowy poczty również natrafiono na szkielety, choć cmentarz był ekshumowany. Pisał swego czasu o tym redaktor Borowy, kiedy pojawiły się głosy, żeby zlikwidować cmentarz wojenny przy ul. Walczaka, bo rzekomo jest pusty, a miejsce bardzo atrakcyjne. 

Na Kwadracie ekshumację, pod nadzorem Rosjan, dokonywali jeńcy wojenni, niemieccy oficerowie. Żyje jeszcze w Hamburgu świadek tych wydarzeń Bronek Ząbek.

Uważam, jako mylne przypuszczenia pana Błażeja Skazińskiego, że w odkrytym na Kwadracie grobie pochowany jest pacjent z pobliskiego szpitala wojskowego. Szpital woskowy był przy ul. Warszawskiej. Pobliski szpital przy ul. Łokietka był szpitalem zakaźnym. Umierający w tym szpitalu pacjenci byli chowani na cmentarzu Mariackim przy ul. Walczaka, obecnie Park Kopernika.

Oto fragmenty wspomnień Hartmuta Otto-Mayera dotyczące cmentarza na Kwadracie:

„Zbliżał się koniec kwietnia 1945 roku. Wojna trwała już trzeci miesiąc. Rosjanie przestali już mówić „My dziś tu a jutro w Berlinie”. W mieście panował głód. Wychodzić na ulicę było niebezpiecznie. Wszędzie panowała samowola czerwonoarmistów. Olla (mama Hartmuta) była odważna. Pewnego dnia zadecydowała, że pójdzie zobaczyć, co tam w ogrodzie? (Ogród, to był podmokły kawałek gruntu przy skrzyżowaniu ulic Mickiewicza i Wyszyńskiego, który jako prezent urodzinowy kupił w 1931 r. Olli jej mąż Albert, ojciec Hartmuta.) Olla przypudrowała włosy, zarzuciła na siebie babciną chustę, założyła postarzające okulary, zrobiła garb, wzięła laseczkę i razem z Hartmutem (Hartmut miał wtedy 10 lat) poszli. Był wczesny ranek. Gdy szli ulicą Roosevelta, wyprzedził ich i zatrzymał się samochód ciężarowy. Rosjanie kazali Olli szybko wchodzić na samochód, a chłopca odesłać. Nie pomogły perswazje, że nie chcą się rozstać, więc Rosjanie się zgodzili, że chłopiec pojedzie z nią. Zawieziono ich na plac Moltkego (Kwadrat). Cały plac był ogrodzony drewnianym, ażurowym ogrodzeniem. Ogrodzenie było częściowo udekorowane czerwonym materiałem. Mogło to być płótno od sztandarów, ale również inlet od rozprutych pierzyn. Świadczyły o tym tu i ówdzie przyczepione do tkaniny resztki puchu. Od strony ul. Chrobrego w ogrodzeniu była brama.  Na zwieńczeniu jej u góry były przymocowane dwa symbole państwa: sowiecka czerwona gwiazda i emblemat sierp i młot. Brama również była udekorowana czerwonym płótnem.  Było tam sporo starych mężczyzn, kilka kobiet i robotnicy cudzoziemscy. Kopali groby. Wszystko wskazywało na to, że będzie tu cmentarz. Nadzorujący Rosjanin znowu chciał chłopca odesłać, ale Olla się postawiła, albo zostają oboje, albo nikt. Hartmut został. Zaczęły przyjeżdżać samochody ciężarowe załadowane ciałami martwych Rosjan. Jeden oficer rosyjski poszukiwał przy zwłokach znaków rozpoznawczych a jego adiutant notował wszystko na liście. Następnie zadanie mieli Olla, Hartmut i jeden cudzoziemiec, - musieli trupom zdejmować buty. Widocznie buty mogły się jeszcze przydać innym. Zwłoki bez butów przekazywano następnemu zespołowi, który je wkładał do trumien. Trumny były uprzednio przygotowane, zbite z nieheblowanych desek. Następny zespół przenosił i przekazywał trumny do wykopanego grobu. W dole trumny układano trumna przy trumnie. Był to właściwie grób masowy. Inny oficer robił szkic grobu i zaznaczał położenie każdej trumny. Kolejna grupa szuflowa na ułożone trumny ziemię, marchijski piasek, zasypywała grób. Można rzec, że grzebanie odbywało się metodą taśmową.

Nie było wcale łatwo ściągnąć buty z nóg nieboszczyków. Dostaliśmy rękawice i noże do przecinania sznurowadeł. Niektórzy mieli buty długie, tak zwane saperki. Te było szczególnie trudno ściągnąć. Jeżeli któryś miał tylko jeden but, albo buty były rozszarpane, przekazywano go dalej zespołowi wkładającemu do trumien. Jest osobliwe, ile człowiek potrafi znieść. To nie byli zwyczajnie umarli żołnierze. Oni padli w boju. Wprawdzie nie wszyscy byli rozszarpani, ale byli pokaleczeni, powalani zakrzepłą krwią, brudni. Stary mężczyzna, który pomagał pogrzebać ciocię Julcię miał rację, nie powinno się umarłym patrzeć twarz, w ich otwarte oczy, otwarte usta. (Kiedy Hartmut z bratem przyszli odwiedzić ciocie, które mieszkały przy ul. Krzywoustego, znaleźli obie siostry powieszone w oknie na sznurach od bielizny. Pochowali je na podwórku.) Były przerwy, chwile oczekiwania na przyjazd kolejnych samochodów. Olla usiłowała dowiedzieć się, skąd przyjeżdżają samochody. (Olla była Niemką pochodzącą z Wołynia, znała rosyjski.) Okazało się, że samochody jadą ze Wzgórz Seelow po drugiej stronie Odry, spod Berlina. A więc walki jeszcze trwają! (Nie było wtedy żadnych informacji, co się dzieje, gdzie są Amerykanie, gdzie i jakie są siły niemieckie.)

Dla Hartmuta, jako 10-letniego chłopca wszystko, co się wokół działo było dziwne. To tu, to tam robił różne uwagi: „Patrz mamo, jakie on ma brudne nogi!” Zabici nie mieli skarpet. Ze zdjętych butów i saperek wysypywały się tylko onuce.

Późnym popołudniem dostawy ustały. Kobiety i Hartmut zostali zwolnieni. Pobiegli szybko na ul. Kosynierów Gdyńskich. Tylko trochę się napili i długo się myli i myli. Najlepiej byłoby wykąpać się, ale to z powodu braku wody od miesięcy nie było to możliwe. Nie chcieli nic mówić. Rodzina obawiała się, zostali porwani, że zginęli, że jego brat został już sierotą. Rzeczywiście, była to wielka lekkomyślność opuścić dom i udać się na ul. Wyszyńskiego. Bo co też można wypatrzeć do jedzenia w ogrodzie w kwietniu?”

Gorzów Wielkopolski, 18 lipca 2017 r.

Józef Skabardis