W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Komentarze na gorąco »
Beatrycze, Małgorzaty, Piotra , 18 stycznia 2020

230 metrów nieporozumień i złośliwości

2013-05-06

Dawno nie uczestniczyłem w tak kabaretowej sesji rady miasta, jak ostatnio. Poszło o 500 tysięcy złotych na remont ul Siedlickiej, a dokładnie odcinek długości 230 metrów, który ma zaledwie 3, 5 metra szerokości. Żeby tamtędy mogły pojechać autobusy MZK, objazdem podczas remontu Kobylogórskiej.

Tym razem niektórzy radni zagalopowali się chyba trochę za daleko, a jak się już w tym połapali, to za wszelką cenę próbowali wyjść z sytuacji z twarzą, brnąc mimowolnie jeszcze bardziej w niezrozumiałe chciejstwo. Radni mówili i słuchali, ale przynajmniej niektórzy jakby nie słyszeli co się do nich mówi i czego od nich chce. Na rzeczowe argumenty prezydenta i konkluzje, że inaczej się nie da, odpowiadali, że „zabrakło prezydentowi wyobraźni”, „unika dyskusji i miota argumentami od rzeczy”, „nie słucha radnych, nie szuka innych rozwiązań i chce postawić na swoim”. To fakt, ale jak miał nie stawiać na swoim, kiedy co głos sprzeciwu, to wychodził albo brak elementarnej wiedzy (dlaczego nie połączono remontów Kobylogórskiej i Siedlickiej – bo to różne drogi, różne projekty i różne pieniądze), zrozumienia istoty rzeczy (dlaczego trzeba aż 500 tysięcy? –  bo takie są kalkulacje projektowe, ale na przetargu może przecież wyjść mniej) lub zwyczajna niechęć okazywana w gestach i słowach. Zaś w ostatnich niemal słowach prezydent Tadeusz Jędrzejczak do swego wielkiego antagonisty, Roberta Surowca, zwrócił się w te słowa: „Drogi Robercie, przyjacielu…. Jako człowiek gołębiego serca…”

I tym serdecznym zachowaniem, chciałoby się wierzyć, „jastrząb o gołębim sercu” przesądził wynik głosowania…

Mam jednak nieodparte wrażenie, że wcześniejsza rozmowa w gabinecie prezydenta lub na konwencie rady sprawiłaby, iż nie byłoby tego kabaretu na sesji. Ale do tego potrzebna jest odrobina dobrej woli. Z obu stron. Tej, niestety, konsekwentnie brakuje. I pozostaję z jasnym przeczuciem, że ktoś komuś będzie chciał coś tu jeszcze udowodnić…

deja