W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Komentarze na gorąco »
Elżbiety, Katarzyny, Klemensa , 25 listopada 2017

O dobre ręce, mimo wielu dobrych serc, coraz trudniej w tych czasach

2017-11-08

Rozpisali się wszyscy o psach, które nowa, choć tymczasowa dyrekcja muzeum chce oddać w dobre ręce albo do schroniska dla zwierząt.

medium_news_header_20097.jpg

I nie chodzi wcale o muzealne eksponaty, ale o dwa żywe stworzenia, które przed laty z różnych powodów trafiły do Muzeum im. J. Dekerta przy Warszawskiej, gdzie przebywają w kojcach na dworze i robią za żywe maskotki, a także, jako stróżujące psy w razie potrzeby.

Stać się ma tak ponoć z polecenia marszałkowskich urzędników, którzy po kontroli mieli stwierdzić, że muzeum to nie jest miejsce dla psów i pozbyć się ich trzeba. Za czasów mojego urodzenia i dorastania miejsce dla psa było jak najbardziej na podwórzu oraz w budzie. Teraz pieskie życie najczęściej toczy się na pokojach, a nawet kanapie i mnie nic do tego, dopóki nie jest to moje mieszkanie i moja kanapa. Lubię psy, koty i wszelkie inne stworzenia, ale to nie znaczy, że chciałbym je mieć w swoim mieszkaniu i to z wielu powodów. Zapewne z tych samych powodów jakoś nie słychać, by ktoś chciał przyjąć pod swój dach akurat te psy, mimo apeli dyrekcji muzeum, od czego ta psia afera się właśnie zaczęła.

Nie podoba mi się pomysł eksmisji psów z muzeum, bo miały mieć tam zapewnione dożywocie, co obiecano m.in. byłej właścicielce jednego z psów, która na dodatek jest także byłą właścicielką muzealnej willi, którą ponadto od lat doposaża w zabytkowe przedmioty z rodzinnej kolekcji. Daleki jednak jestem od potępienia i wieszania psów na dyrekcji muzeum, bo przecież nic chce psów uśpić, eksmitować na ulice czy wywieźć do lasu, ale przekazać w dobre ręce zacnym ludziom. A że o dobre ręce, mimo wielu dobrych serc, coraz trudniej w tych czasach, to już inna sprawa. Na schronisko dla zwierząt się jednak nie zgadzam. To nie są mimo wszystko bezdomne ani bezpańskie psy, o czym marszałkowscy i muzealni urzędnicy powinni pamiętać. Czekam więc na odwołanie bezwzględnego wyroku eksmisji, nawet jeśli miałaby to osobiście uczynić marszałek Elżbieta Polak, która być nawet nie wie, że na stanie podległej jej placówki znajdują się dwa czworonogi. I wcale nie o wielkopański akt łaski tu chodzi, ale o zwykłą przyzwoitość względem zwierząt oraz ludzi.

Jan Delijewski