W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Komentarze na gorąco »
Dory, Gerarda, Maryny , 24 września 2018

Pomni złych doświadczeń nie wyciągamy dobrych wniosków

2018-03-12

Nie milkną echa decyzji prezydenta i rady miasta o wystawieniu na sprzedaż willi Paukscha.

medium_news_header_21172.jpg

Decyzja o sprzedaży niezwykle pięknego acz nadwyrężonego zębem czasu pałacyku przy Wale Okrężnym budzi emocje i żal. Większość komentatorów, ale i wielu mieszkańców mówi o wyprzedaży rodowych sreber, a przecież sytuacja finansowa miasta nie jest zła.

Władze, ponoć pomne doświadczeń i płynących zeń nauk, tłumaczą na lewo i prawo, że miasta jednak nie stać na kosztowne renowacje i modernizacje, a interes Gorzowa będzie zabezpieczony, by nie powtórzyła się chociażby historia z zabytkową willą Herzoga na bulwarze, która po sprzedaży stoi od wielu lat pusta i niszczeje. W warunkach przetargu i umowy sprzedaży ma być więc zapisana klauzula, że jeżeli inwestor w ciągu pięciu lat nic nie zrobi, to miasto będzie miało prawo odkupić pałacyk po cenie sprzedaży. Problem w tym, że po pięciu latach nic nierobienia zabytkowy obiekt, który już jest w kiepskim stanie, może nadawać się jedynie do rozbiórki, a w najlepszym razie wymagać będzie znacznie bardziej kosztownego remontu niż obecnie. Czyli może być tak, że obiekt wart 5 milionów zł sprzedamy za milion, by później ten sam obiekt wart już połowę poprzedniej wartości albo jeszcze mniej odkupić za… milion zł.

W jakim zakresie i wymiarze pałacyk po sprzedaży będzie dostępny dla mieszkańców i turystów? A co się stanie, jeżeli inwestor po zakupie pałacyku zbankrutuje w trakcie tych umownych pięciu lat? Albo nie dotrzyma zobowiązania o powszechnym dostępie do zabytkowych wnętrz, na czym wspólnie powinno nam zależeć, bo np. ze względów biznesowych zmieni koncepcję jego użytkowania? Pytań i wątpliwości jest znacznie więcej, bo i wszystkiego nie da się przewidzieć. Tym bardziej żal, że gospodarz miasta w swojej koncepcji rozwoju Gorzowa nie widzi potrzeby i możliwości zachowania tego, co jest naszą wspólną spuścizną i może być chwałą oraz dumą.

Wygląda na to, że pomni złych doświadczeń nie wyciągamy jednak dobrych wniosków.

Jan Delijewski